onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

Javan SugarHill Steward to siostrzeniec słynnego szkoleniowca Emanuela Stewarda. Pracował m.in. z Adonisem Stevensonem i Anthonym Dirrellem, których prowadził w wygranych walkach o mistrzostwo świata. 22 lutego w Las Vegas czeka go być może największe wyzwanie w karierze trenerskiej – wielki rewanż Tysona Fury'ego z Deontayem Wilderem o tytuł mistrza świata WBC wagi ciężkiej.

Jedną z ciekawszych informacji końca 2019 roku w boksie było zastąpienie przez pana Bena Davisona w roli głównego trenera byłego mistrza świata wagi ciężkiej Tysona Fury’ego.
Javan SugarHill Steward: Ja również byłem bardzo zaskoczony, gdy odebrałem telefon od Tysona. Znaliśmy się z dawnych lat, bo Fury jako młody pięściarz przyleciał do Detroit trenować z moim wujem Emanuelem Stewardem, ale później obaj byliśmy zajęci własnymi celami w boksie. Przez lata nie mieliśmy żadnej rozmowy, która doprowadziłaby do tego, co zdarzyło się ostatnio.

Mieliście okazję kiedykolwiek trenować razem po wyjeździe Fury’ego z Detroit? To było dziesięć lat temu.
Nigdy. I dopiero teraz zaczynamy obóz w Las Vegas. Tyson po prostu zadzwonił i zapytał, czy chciałbym zostać jego trenerem. Zapewne miał w pamięci, że łączy nas wspólna historia sprzed lat. Gdy wtedy w Detroit pracowaliśmy nad jego boksem, musiało mu się spodobać i zechciał mieć mnie w swoim zespole.

Czy Adam Kownacki stanowi duże zagrożenie dla wielkiej trójki wagi ciężkiej: Wildera, Fury’ego oraz czempiona IBF, WBA i WBO Anthony’ego Joshui?
Uważam go za dobrego boksera. Jest porządnie skoordynowany, cechuje go też głód oraz determinacja, których nie da się wyćwiczyć. Z tym po prostu trzeba się urodzić. To jest atut Adama w tej erze wagi ciężkiej. Inni faceci mogą być najwięksi wzrostem, ale Kownacki ma ogromne serce.

Podziela pan zdanie Polaka, że z jego stylem byłby w stanie upolować Wildera?
Walka z Wilderem to bardzo trudne zadanie – nie tylko dla Adama, ale dla wszystkich. Jest mistrzem świata już prawie pięć lat. I ma tę ciężką prawą rękę, na którą złapał się każdy jego rywal.

Pełna treść rozmowy w "Przeglądzie Sportowym" >>