Patronat medialny


 


Rok temu bez większych problemów znokautowałeś Geralda Washingtona, który latem gładko pokonał Roberta Heleniusa. Nie zlekceważysz Fina?
Adam Kownacki: Nie boję się o to. Jestem odpowiednio zmotywowany. Znalazłem się w takim miejscu kariery, że każda potencjalna wpadka mogłaby dla mnie oznaczać krok w tył, a nawet dwa, więc spokojnie. Powiem więcej: to dla mnie będzie cenna walka, bo Helenius jest niewygodnym rywalem. Jest wysoki [200 cm] i silny. Ma też duże doświadczenie, bo walczył z Dillianem Whyte czy Dereckiem Chisorą.

Walka z Finem ma być eliminatorem do pasa mistrzowskiego WBA. Czyli mam rozumieć, że twój kolejny pojedynek wreszcie będzie o pas?
Chyba tak. Ale zrozum, że boks to nie jest piłka nożna, gdzie masz rozpisany turniej i jasny kalendarz. W boksie jest wiele polityki, układów, układzików. Trudno przewidzieć, co przyniesie przyszłość. Zobacz na ostatnią walkę Michała Cieślaka z Ilungu Makabu. Przecież to był jakieś jaja. Polak przegrał, ale ciągłe przekładanie terminu walki i ogólnie bajzel jaki tam panował na pewno mu nie pomógł. Myślę, że Cieślak może kiedyś zostać mistrzem świata, bo boksować potrafi, a w dodatku sprawia wrażenie kumatego i pracowitego gościa.

Przepraszam, ale muszę: Ile zamierzasz ważyć w starciu z Heleniusem? Ostatnio waga wskazywała ponad 120 kilogramów.
Widzę, że już kumasz, że mnie irytują te ciągłe pytania o wagę. Po pierwsze możesz ważyć 120 kg i być grubasem z wielkim brzuchem, a możesz ważyć 120 kg i być wielkim schabem z siłowni. Tłuszcz nie waży tyle samo, co mięśnie. Tym razem wniosę do ringu około 117 kg. Pamiętajcie: sześciopak na klacie nie walczy. Ale czuję się lepiej niż ostatnie, jem rozsądniej. To na pewno.

Ile zamierzasz sprzedać biletów na galę?
Coraz więcej. Myślę, że około sześciu tysięcy. Przyjadą kibice nie tylko z Polski, ale dosłownie z całego świata: Irlandii, Włoch, i tak dalej. Nie mogę się doczekać biało-czerwonych barw i głośnego dopingu. Z kolei wzrost mojej popularności wiąże się z tym, że jestem normalnym gościem. Nie udaję nikogo. Ludzie widzą, że się nie zmieniłem przez ostatnie lata. Pokazałem im, ja i moja rodzina, że możesz wyjechać do Stanów nie mając nic i zrobić coś. Pokazuję, że ciężką pracą można coś osiągnąć, to motywuje kibiców. Ale jeszcze ostatniego słowa nie powiedziałem. Chcę zostać pierwszym polskim mistrzem świata w wadze ciężkiej.

Pełna treść rozmowy na Sport.pl >>