Patronat medialny


 


 

– Nie przyjąłbym oferty walki z Kownackim, gdybym nie wierzył w siebie. Jestem od niego dużo wyższy, mam większy zasięg ramion. Nie zamierzam walczyć tak, jak on chce – mówi Robert Helenius, który 7 marca w Nowym Jorku zmierzy się z Adamem Kownackim.

Jak się pan miewa miesiąc przed starciem z Adamem Kownackim?
Robert Helenius: Trenuję tu, gdzie mieszkam z rodziną i trójką dzieci, czyli na Wyspach Alandzkich. To archipelag położony pomiędzy Szwecją a Finlandią. Trwa obóz przygotowawczy, mam tu sparingpartnerów. Moim pierwszym trenerem jest Johan Lindström, a pomaga nam także mój ojciec Karl. Tata prowadził mnie przez pierwszych jedenaście lat kariery, wliczając czasy boksu amatorskiego. Podczas sześcioletniego pobytu w Niemczech głównym szkoleniowcem był natomiast Ulli Wegner.

Co sprawi, że będzie miał pan przewagę nad naszym zawodnikiem?
Jestem od niego dużo wyższy, mam większy zasięg ramion. Mój plan polega na tym, żeby ruszać się i zadawać ciosy z dystansu. Nie zamierzam walczyć tak, jak chce Adam. Nie będę bił się z nim z bliska. Wolę narzucić mój styl, neutralizując jego sposób walki.

Kownacki jest bardzo agresywny, zadaje mnóstwo ciosów i narzuca nieustanną presję. Nie będzie trudno go zatrzymać?
Oczywiście, jest trudnym rywalem. Nie byłby tak wysoko w rankingach, gdyby było inaczej, to pewne. Ale przecież szykuję się do pojedynku znając jego atuty. Adam jest dobrym zawodnikiem, ma serce do walki i bardzo go szanuję. Sądzę, że najważniejszą rolę odegra przygotowanie kondycyjne. Duży nacisk kładę na pracę nóg. I sądzę, że szykowany styl okaże się dla Kownackiego trudny.

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>