onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 


- Wiadomo, że żaden pięściarz nie chce zostać poddany. Ja też wolałbym znaleźć się na deskach i nie być w stanie kontynuować walki niż mieć rzucony ręcznik. Jednak, o ile bokser wchodzi do ringu z mentalnością "być albo nie być" lub "żyć albo nie żyć", to po to ma drużynę w narożniku i ludzi, którym ufa, by podejmowali mądre decyzje - mówi w rozmowie z Interią Adam "Babyface" Kownacki, komentując spektakularne zwycięstwo Tysona Fury’ego, który zdeklasował Deontaya Wildera i ponownie zasiadł na tronie mistrza wagi ciężkiej. Na ile to rozstrzygnięcie wydłuży Polakowi drogę do pasa czempiona w królewskiej kategorii? 

Kibice w Polsce zadają sobie pytanie, na ile wynik walki Tysona Fury'ego z Deontayem Wilderem wydłuży pana drogę do pojedynku o mistrzowski pas. Odpowiedź chyba nie jest optymistyczna.
Adam Kownacki: Niestety... Jednak uczę się nie martwić rzeczami, na które do końca nie mam wpływu. Pozostaje mi tylko skupić się na tym, by robić swoje i cały czas iść do przodu. Dlatego ta sytuacja, choć nie jest dla mnie korzystna, nie wywołuje we mnie stresu i nerwów.

W tej chwili wszystkie pasy są jednak w posiadaniu duetu Brytyjczyków: Fury’ego i Joshuy. Co musi się stać, aby szansa - prędzej czy później - do pana przyszła? Jaki rysuje się scenariusz?
W tej chwili jest mi trudno cokolwiek powiedzieć. Niewątpliwie wszystko się przedłuży, bo komplet pasów jest w rękach zawodników, za którymi stoją Top Rank i DAZN (z kolei Kownacki jest promowany przez Ala Haymona i jest twarzą projektu PBC - przyp. AG). To jest lekki problem. Wiadomo, że moja najbliższa walka z Robertem Heleniusem będzie eliminatorem do tytułu WBA. Jeśli ją wygram, to na pewno będę miał szansę zawalczyć właśnie o ten pas, który należy do Joshuy. Tyle tylko, że Joshua ma przed sobą walkę z obowiązkowym pretendentem do pasa IBF Kubratem Pulewem, a później ma się spotkać z kolejnym pretendentem do tytułu WBO Ołeksandrem Usykiem. To wymusi czekanie, zanim "AJ" obroni oba te pasy. Co poradzić? Ciężki jest ten sport i naprawdę trudno przewidzieć, kiedy doczekam się walki o mistrzostwo. Jednak nauczyłem się ważnej rzeczy.

Jakiej?
Trzeba non stop być w formie i nieustannie trenować, dlatego już tak wcześnie zaczynam "dziesiątki" na sparingach. Nauczyłem się tego, że w każdej chwili może zadzwonić telefon: "ty, słuchaj, do wzięcia jest walka o mistrzostwo świata za sześć tygodni. Bierzesz ją czy nie?". Teraz tego błędu już nie popełnię. Będę cały czas trzymał formę i pozostawał w gotowości.

Pełna treść artykułu na Interia.pl >>