Miasto Wałcz

Patronat medialny


 

Andrzej Fonfara (29-4, 17 KO) dostał to co chciał, rewanż z Adonisem Stevensonem (28-1, 23 KO). Teraz czas na spełnienie marzeń i wygraną. Stawką jest należący do Kanadyjczyka pas mistrza świata organizacji WBC w wadze półciężkiej.

Kiedy w 2006 roku pochodzący z Haiti, 29-letni Adonis Stevenson i 18-letni Andrzej Fonfara zaczynali zawodową karierę, pas ten należał do Tomasza Adamka. "Góral" straci go rok później, przegrywając na Florydzie z Chadem Dawsonem i zmieni kategorię na wyższą. W 2013 roku Stevenson dostanie wreszcie swoją wielką szansę i stanie w ringu z Dawsonem. W starciu dwóch mańkutów Kanadyjczyk znokautuje Amerykanina już w pierwszym starciu i założy pas należący wcześniej do Adamka.

Po kilkunastu miesiącach na drodze Stevensona stanie Fonfara. Chłopak spod Radomia, z Białobrzegów, który na zawodowym ringu debiutował w Ostrołęce, ale drugą walkę już w USA, gdzie mieszka. W Chicago kończy budowę domu, tam jest teraz jego miejsce na ziemi. Pamiętam jak na jednej z gal w Newark, w Prudential Center,gdy główną postacią był Adamek, ona walczył za jednego dolara. Ma ten kontrakt do dziś.

Wtedy, w 2014 roku, Stevenson był wielkim faworytem. W trzeciej i piątej rundzie miał Fonfarę na deskach, w dziewiątej, po prawym prostym Polaka sam padł na matę. Był w tarapatach, Andrzej nie wykorzystał jednak szansy, nie dokończył dzieła. Ale tym przegranym pojedynkiem Fonfara otworzył sobie drzwi do bogatszego, bokserskiego świata, bo zrobił wrażenie, pokazał charakter i możliwości.

Co było później pamiętamy: pokonał silnego Doudou Ngumbu, upokorzył Julio Cesara Chaveza Jr, który nieroztropnie postanowił spróbować swych sił w wadze półciężkiej i mocno się sparzył, przegrywając przed czasem. Kolejna wygrana, tym razem z byłym wtedy mistrzem świata, Walijczykiem Nathanem Cleverlym też odbiła się głośnym echem, bo obaj zadali rekordową liczbę ciosów, a pojedynek kandydował do miana Walki Roku.

I kiedy był już bardzo blisko rewanżu ze Stevensonem, w ubiegłym roku został znokautowany u siebie, w Chicago, przez Joe Smitha Jr. To był bardzo bolesny nokaut, bo pod znakiem zapytania postawił przyszłość Fonfary. Ale ten się nie poddał. Zmienił tylko klimat i trenera. Z żoną i małym dzieckiem przeniósł się na czas przygotowań do San Francisco, do Virgila Huntera, trenera Andre Warda, jednego z najbardziej cenionych w tym fachu.

Trzy miesiące temu miał życiowy sprawdzian, walkę o wszystko z Chadem Dawsonem w nowojorskiej Barclays Center. Dla byłego mistrza to było również wyjątkowe wyzwanie. Wygrana dawałaby mu jeszcze nadzieję na kolejną szansę, porażka praktycznie kończyła karierę. Dawson prowadził na punkty, ale ostatnie słowo należało do Fonfary. W dziewiątej rundzie rzucił byłego mistrza na deski, a w ostatniej, dziesiątej, wykończył. Takie zwycięstwa budują morale, wiarę w siebie, i na to teraz liczy Virgil Hunter. Blisko 40-letni dziś Stevenson wprawdzie znów jest faworytem, ale za takiego uważa się też Fonfara.

Cały tekst Janusza Pindery na polsatsport.pl >>