onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 


- Wybuchał bójka w MSG. To było szaleństwo, wszyscy zaczęli się bić, latały krzesła. W hali nie było policji, policja pojawiła się dopiero później. Na miejscu byli tylko starsi porządkowi, którzy nigdy z czymś takim nie mieli do czynienia - wspomina w w pierwszej części rozmowy z Witoldem Szmagajem zamieszki po walce Gołota - Bowe Bernd Boete, który zanim został menadżerem Władimira Kliczki, komentował pojedynki bokserskie dla niemieckiej telewizji. 

Witold Szmagaj: Co u Pana słychać, czym zajmuje się pan w czasach pandemii?
Bernd Boente: Aktualnie jestem w Hamburgu i głównie spędzam czas w domu, ale dużo też spacerujemy i jeździmy rowerem.

Czy pana zdaniem przerwa w rozgrywkach sportowych spowodowana wirusem może mieć wpływ na formę sportowców?
To jest ciężki okres dla sportowców, szczególnie dla pięściarzy, ponieważ mieli ograniczone możliwości treningowe. Nie mogli sparować itd. Pozostawało im biegać, ćwiczyć w domu, być w ruchu i zachować kondycję na tyle, na ile było to możliwe.

W 2019 roku stworzył Pan PYX Global Sports GmbH, wsparcie dla sportowców. Mógłby pan powiedzieć coś więcej o tym projekcie?
Aktualnie jesteśmy na etapie podpisywania kontraktów z zawodnikami. Mamy na celu wspierać ich kariery, negocjować dla nich korzystne kontrakty. Mamy u siebie np. Christinę Hammer, jest też Albon Pervizaj, Emanuel Odiase, który był sparringpartnerem Deonatya Wildera przed pojedynkiem z Furym, jest też Peter Kadiru.

Porozmawiajmy teraz trochę o przeszłości. Zaczynał pan jako dziennikarz sportowy. Jak pan wspomina pierwsze doświadczenia?
Studiowałem wtedy politologie i germanistykę, pracowałem dodatkowo jako tzw. wolny agent i pisałem dla gazet o muzyce, sporcie, kulturze. Następnie praktykowałem w Bayerische Rundfunk, wówczas mocniej wszedłem w sport. To był początek lat 80-tych, mieszkałem w Monachium, oczywiście pisząc dużo o Bayernie, ale nie tylko - zajmowałem się też hokejem, siatkówką, piłką ręczna. To było świetne doświadczenie.

Komentował Pan dużo wydarzeń sportowych, w tym oczywiście boks. Którą galę bokserską wspomina pan najbardziej?
Ze wszystkich gal i pojedynków, które komentowałem, są dwa szczególne wydarzenia. Pierwsze to pojedynek Mike'a Tysona z Evanderem Holyfieldem, drugie - walka Michaela Moorera z Goergem Foremanem, gdzie Foreman został najstarszym mistrzem świata w wadze ciężkiej. Oba te pojedynki odbyły się w MGM w Las Vegas, to były wspaniałe wieczory, które przeszły do historii. Skomentowałem setki pojedynków, ale z pewnością te były dla mnie szczególne. Komentowałem dla TV Premiere (dziś Sky) walki Tysona, Lewisa, Haglera, Hearnsa, poznałem wówczas wielu ludzi. Na pojedynkach Tysona często był Donald Trump z, którym zrobiłem wywiad kilka razy... oczywiście nikt wtedy nie przypuszczał, że Trump zostanie prezydentem USA.

Komentował Pan również walkę Gołota vs Bowe w MSG. Jak Pan wspomina tamten wieczór przy ringu?
To było szaleństwo, dzień, który zapisał sie w historii. Bowe był wtedy dużym faworytem, wszyscy myśleli, że łatwo przejedzie się po Gołocie, bo wcześniej wygrał z Holyfieldem. Gołota był bardzo interesującym zawodnikiem i nieoczekiwanie to właśnie Gołota ten pojedynek wygrywał, ale nie wiadomo dlaczego nagle zaczął bić poniżej pasa. Sędzia zwracał mu uwagę żeby nie faulował, niestety to nie poskutkowało, Gołota po raz kolejny sfaulował z premedytacją i został zdyskwalifikowany. To było zaskakujące, bo wygrywał tę walkę. Później stało się coś szalonego, w ringu pojawiło się mnóstwo ludzi i ochroniarz Bowe'a uderzył Gołotę krótkofalówką w głowę. Wtedy wybuchał bójka w MSG. To było szaleństwo, wszyscy zaczęli się bić, latały krzesła. W hali nie było policji, policja pojawił się dopiero później. Na miejscu byli tylko starsi porządkowi, którzy nigdy z czymś takim nie mieli do czynienia i nie byli też na taką sytuacje gotowi - oni tam byli tylko do kontroli biletów. Ja siedziałem wtedy z Glenem McCrorym mistrzem WBC, który komentował dla angielskiej telewizji. Nigdy nie zapomnę jak na mnie spojrzał i powiedział "Bernd, I think we have to go" (śmiech). Szybko się pożegnałem z kibicami i widzami przez mikrofon i opuściłem MSG, idąc zaraz za plecami McRory'ego. Pamiętam tytuły z New York Times z następnego dnia: "Riot at the Garden". To był niezapomniany wieczór!    

W 1997 roku do Niemiec przeprowadzili się bracia Kliczko. Kiedy ich Pan spotkał?
W 1995 roku w Berlinie na mistrzostwach amatorów w ringu widziałem już Władimira. W 1996 roku poznałem braci osobiście na walce Dariusza Michalczewskiego przeciwko Rocchigianiemu. Zostali zaproszenie wówczas przez Klausa Petera Kohla. Moje pierwsze wrażenie, jakie na mnie zrobili bracia? Że są bardzo wysocy (śmiech). Sam mam 190 cm, ale oni swoimi gabarytami zrobili na mnie ogromne wrażenie. Byli przy tym bardzo przyjemni i uśmiechnięci. Ich angielski nie był wtedy najlepszy, ale troszkę porozmawialiśmy po angielsku. Bylem wówczas skoncentrowany na komentowaniu pojedynku Darka Michalczewskiego, także nie miałem dla nich zbyt dużo czasu. Oczywiście później poznałem ich lepiej poprzez Kohla i jakoś to się rozwinęło.

A propos Dariusza Michalczewskiego - który pojedynek został Panu najbardziej w pamięci?
Dariusz miał wiele świetnych pojedynków. Ale najbardziej wspominam jego walkę, w której został mistrzem świata, walcząc w Hamburgu przeciw Barberowi. Bardzo mnie ucieszyło jego zwycięstwo. Mailem okazję go bliżej poznać, byłem w Gdańsku razem z Darkiem, poznałem jego mamę. Przepiękne miasto, naprawdę Gdańsk zrobił na mnie duże wrażenie. Darek został też tego roku mistrzem wagi junior ciężkiej, to było coś niesamowitego, nikt wcześniej w Niemczech nie dokonał takiej rzeczy. Ja oba te mistrzowskie pojedynki komentowałem.  

Jak duży wpływ miał Dariusz Michalczewski na popularyzację i rozwój boksu i w Niemczech?
Duży, wspólnie z Rocchigianim i Henrym Maske. Ta trójka naprawdę mocno przyczyniła się do popularyzacji boksu później doszedł do tego Axel Schulz z wagi ciężkiej. To były piękne czasy dla boksu.

Bracia Kliczko i Dariusz byli obcokrajowcami, jednak zrobili duża karierę w Niemczech. Myśli pan, że dzisiaj jest to jeszcze możliwe, by ktoś z poza Niemiec odniósł w tym kraju podobny sukces?
Tak, ale myślę, że ważne jest, by być dobrym nie tylko w ringu, ale i poza nim. Bracia Kliczko studiowali, kształcili się, występowali w telewizji w Niemczech, byli zapraszani na różne eventy, byli aktywni, a to wszystko się liczy. Jeśli wnosisz dobra formę do ringu i dajesz dobre pojedynki, a poza ringiem jesteś po prostu sympatyczną osobą, to ludzie będą się z tobą identyfikować. Jestem przekonany, że Dariusz ze swoim stylem boksowania byłby również popularny w USA - ciągły pressing, potrafił podnosic się z desek i wygrywać, szedł ciągle do przodu, a to jest to, co Amerykanie lubią. Myślę, że Dariusz gdyby chciał, również tam zrobiłby dużą karierę. Nieważne skąd pochodzisz, ważne jak dobry jesteś w ringu i poza nim.

Czy Dariusz miałby szanse przeciwko Royowi Jonesowi?
Pewnie! Jeśli ktoś jest punczerem tak jak Dariusz, to ma zawsze szanse. Gdyby zaboksowali w swoim prime, to oczywiście faworytem tego pojedynku byłby Roy Jones Jr, ze swoją gibkością i ruchliwością, ale Darek ze swoim stylem nie byłby bez szans.