Patronat medialny


 

Dziś premiera książki "Niepokonany w 28 walkach", która powstała z okazji 25. rocznicy słynnych pojedynków Andrzej Gołota - Riddick Bowe. Autorem publikacji jest dziennikarz "Przeglądu Sportowego" Przemysław Osiak, a jednym z jego rozmówców był Andrzej Wasilewski, szef grupy KnockOut Promotions.

"Niepokonany w 28 walkach" to 25 wywiadów na 25-lecie niezapomnianych bitew Gołota - Bowe w Nowym Jorku i Atlantic City (11 lipca i 14 grudnia 1996). W książce wypowiadają się gwiazdy boksu, rywale "Andrew" i jego szkoleniowcy, wybitni dziennikarze, naoczni świadkowie najważniejszych chwil w pierwszych 16 latach jego kariery (1981-1997), artyści kojarzeni z Gołotą (Kazik Staszewski, Marcin Daniec) oraz były Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski. A także dwie najważniejsze postaci z obozu Bowe’a, które pierwszy raz tak otwarcie mówią o największych bolączkach Riddicka.

Książkę w promocyjnej cenie można zamówić tutaj: https://literia.pl/niepokonany-w-28-walkach

Andrzej Wasilewski, dziś najprężniej działający polski promotor boksu zawodowego, poznał Andrzeja Gołotę jako nastolatek i oglądał jego potyczki na ringach amatorskich. Pięściarz wagi ciężkiej, brązowy medalista igrzysk olimpijskich w Seulu, należał do ulubieńców jego ojca Jacka Wasilewskiego, wybitnego adwokata i prezesa Polskiego Związku Bokserskiego w latach 1984-1988 i 1990-1996.

- Pamiętam, że ojciec szukał Gołoty po tym, jak ten został pobity w klubie Park w Warszawie. Szalał, bo Andrzej był jego ukochanym bokserskim dzieckiem i naszą nadzieją na olimpijski medal. Miejsce jego pobytu starała się ustalić także żandarmeria wojskowa - z racji tego, że należał do zespołu Legii Warszawa, jak i milicja, ponieważ wiedziano, że brał udział w jakiejś dużej bójce. Ojciec próbował odnaleźć go na własną rękę, wykorzystując swoje adwokackie kontakty z półświatkiem - opowiada Wasilewski o zdarzeniu z 1988 roku.

Dlaczego mógł zostać pobity?
Andrzej Wasilewski: Był młodym, szczupłym, wysokim i przystojnym facetem. Cieszył się powodzeniem u płci przeciwnej, co drażniło innych mężczyzn. Jego sprawność i siła fizyczna stanowiły jakieś wyjątkowe połączenie z nieśmiałością, delikatnością, które również go cechowały. Dlatego uwielbiały go kobiety. Wystarczyło, że zatańczył z dziewczyną na parkiecie, a miejscowi dyskotekowi bywalcy robili po alkoholu awantury, w kilku czy kilkunastu...

Nazwałeś Gołotę ukochanym bokserskim dzieckiem twojego ojca.
Bardzo lubił też Michalczewskiego, ale potem miał do Darka ogromne pretensje, że w tak nieelegancki sposób uciekł z turnieju w Niemczech. Jednak pierwszym jego pupilem był Gołota, drugim Janek Dydak. Andrzej, zawodnik wagi ciężkiej, mieszkał w Warszawie, więc ich kontakty był częstsze. Ojciec zrobił dla niego mnóstwo rzeczy, które obecnie - biorąc pod uwagę dzisiejszy wymiar sprawiedliwości, jak i szybkość przekazywania informacji przez media - byłyby nie do powtórzenia. Takie działania niekoniecznie byśmy teraz pochwalili, albo wręcz byśmy je zganili, ale wówczas wszystko funkcjonowało inaczej. Lata dziewięćdziesiąte czy przełom wieków to był zupełnie inny świat. (...)

Jak często Gołota z tego korzystał?
Wielokrotnie. Był fenomenem polskiego sportu, a zaistniał w czasach, gdy panowały zupełnie inne realia niż dzisiaj. To trzeba podkreślić. Wtedy było zupełnie normalne, że przy znanych zawodnikach kręcili się ludzie kojarzeni z półświatkiem, szczególnie przy przedstawicielach sportów walki: bokserach, zapaśnikach, judokach, którzy najbardziej im imponowali. Do Andrzeja, pamiętam wzrokowo, zawsze kleiło się sporo różnych typów, a dokładnie cała śmietanka polskiego świata przestępczego. Nie świadczy to o tym, że Gołota był w cokolwiek głęboko zamieszany, natomiast ci ludzie lgnęli do takich jak on. Posiadali pewne atrybuty dobrobytu w czasach dużo skromniejszych niż dzisiejsze. Kurtka czy jeansy z zagranicy były wtedy rarytasem, a tamci faceci jeździli mercedesami.

Cały wywiad z Andrzejem Wasilewskim w książce "Niepokonany w 28 walkach". W promocyjnej cenie można ją zamówić tutaj: https://literia.pl/niepokonany-w-28-walkach