onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 


Jarrell Miller (23-0-1, 20 KO) po podpisaniu kontraktu z grupą Top Rank nie może się doczekać powrotu na ring. Amerykanin, który w zeszłym roku przez dopingową wpadkę stracił swoją mistrzowską szansę, wierzy, że w niedalekiej perspektywie czeka go pojedynek z także związanym promotorską umową z Bobem Arumem czempionem WBC wagi ciężkiej Tysonem Furym (30-0-1, 21 KO). 

- Myślę, że to na pewno w przyszłości się wydarzy - mówi w wywiadzie dla Sky Sports popularny "Big Baby".

Miller według pierwotnych planów pod banderą Top Rank zadebiutować miał 22 lutego podczas gali w Las Vegas, na której Fury zdetronizował Deontaya Wildera. 

- Wilder w tamtej walce nie pokazał nic nowego, czego byśmy już o nim nie wiedzieli - wspomina przyjaciel Adama Kownackiego. - Jako pięściarz analizujący boks zawsze powtarzałem, że Wilder z rywalem, który potrafi boksować i umie przyjąć solidny cios, będzie miał ciężko. I to się właśnie stało. 

- Ja, będąc niższym zawodnikiem, siedziałbym na klacie Wildera całą walkę, naciskałbym jeszcze mocniej niż Fury, potrafię bić kombinacjami jeszcze lepiej niż wysocy pięściarze - przechwala się niepokonany Amerykanin. 

Na razie nie wiadomo, kiedy ostatecznie Jarrell Miller stoczy kolejną walkę. Planowana na 18 lipca gala Wilder - Fury 3 została przeniesiona wstępnie na 3 października, jednak i tę datę należy traktować póki co jako roboczą.