onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

Bukmacherzy i pięściarscy eksperci nie dają Dominicowi Breazeale'owi (17-0, 15 KO) zbyt wielkich szans w walce z czempionem IBF wagi ciężkiej Anthonym Joshuą (16-0, 16 KO). Amerykański challenger zapowiada jednak, że 25 czerwca wstrząśnie bokserską sceną, detronizując w Londynie niepokonanego Brytyjczyka.

Breazeale w swoim ostatnim pojedynku leżał na deskach po ciosie Amira Mansoura. Ostatecznie wygrał przed czasem i jak zapewnia, dowiódł w ten sposób swojej wielkiej siły. - Czuję się gotów na walkę z Joshuą. Zdałem wszystkie wcześniejsze testy - mówi "Trouble" w wywiadzie dla "LA Times". -  Oczywiście byłem na deskach [z Mansourem], ale wróciłem szybko do gry i złamałem gościowi szczękę. Za każdym razem, gdy twój rywal się poddaje, oznacza to, że złamałeś jego silną wolę, zabrałeś mu wszystko, co miał. Ja może wolno się rozkręcam, ale z biegiem walki staję się coraz silniejszy.

- Chcę pokonać Joshuę jego własną bronią - odgraża się Breazeale. - Jestem większy i silniejszy od niego, więc będę go naciskał, bił gdzie popadnie, aż będzie mu się wydawało, że jest mnie w ringu trzech albo czterech.  

- Do trzeciej rundy złamię go psychicznie i sprowadzę go na ziemię. On wtedy zda sobie sprawę, że to jest prawdziwa bitka. Wychodzę do ringu po zwycięstwo! - przekonuje Dominic Breazeale, który podobnie jak Joshua boksował w 2012 roku na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie, jednak w przeciwieństwie do Brytyjczyka zakończył zawody bez sukcesu.