onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

Taki scenariusz zawsze jest możliwy, szczególnie w wadze ciężkiej. I na to liczy Eric Molina w starciu z Anthonym Joshuą. Ta walka kończyć będzie wyjątkowo ciekawą galę w Manchesterze i bardzo prawdopodobne, że nie będzie trwać długo. Broniący mistrzowskiego pasa IBF Anglik nie lubi się bawić w ringu w wymianę uprzejmości, a jego amerykański rywal nawet nie ukrywa, że jedyną szansę na wygraną widzi w nokaucie, więc wcześniej czy później musi się odkryć.

Duży pada głośniej – to stare bokserskie powiedzonko też raczej się nie sprawdzi w tym starciu. Faworytem bowiem, i to zdecydowanym, jest prawie dwumetrowy Joshua (17-0, 17 KO), złoty medalista igrzysk olimpijskich w Londynie (2012). Ważący 113 kg czempion bije bardzo szybko i mocno, więc zanosi się na to, że już w pierwszej fazie pojedynku, nieco mniejszy i wolniejszy Molina (193 cm - 107,6 kg) będzie miał problem.

Ale to twardziel z mocną psychikę i szczęką. W ubiegłym roku pokazał to w walce z mistrzem WBC, Deontayem Wilderem. A przyłożyć też potrafi, po jednej z jego bomb Wilder się wyraźnie zachwiał, a Tomek Adamek w kwietniu, w Krakowie, padł jak ścięty. Dziś obaj, i Wilder i Adamek mówią, że Anthony musi uważać, bo jak Molina trafi, to może być sensacja.

Amerykanin zapewne będzie czekał na jedno, kończące uderzenie, ale może się nie doczekać, gdyż Joshua potrafi jak mało kto wywierać od pierwszego gongu presję na swych przeciwnikach. Tak będzie i tym razem, choć ten rywal nie przyleciał do Londynu tylko po wypłatę. 34 letni Erik Molina (25-3, 19 KO) wie, że kolejnej takiej okazji, by wstrząsnąć bokserskim światem i zdobyć mistrzowski pas, raczej już nie dostanie.

Pełna treść artykułu na Polsatsport.pl >>