Patronat medialny


 


W sobotę w Cardiff 80 tysięcy ludzi będzie czekać na cios, którym Anthony Joshua znokautuje Carlosa Takama. 28-letni Joshua jest jednym z najpopularniejszych sportowców na Wyspach Brytyjskich. Syn nigeryjskich emigrantów robi oszałamiającą karierę, nokautując kolejnych rywali.

Pięć lat temu wygrał w Londynie igrzyska olimpijskie, teraz jest zawodowym mistrzem świata dwóch organizacji, IBF i WBA Super. Na jego ostatni pojedynek z Władymirem Kliczką przyszło na Wembley 90 tysięcy ludzi.

Takam to czołg jakich w tej wadze niewielu, ale Joshua jest faworytem. Bukmacherzy nie mają wątpliwości: Francuz z Kamerunu stoi na straconej pozycji, choć faktycznie nie musi to być łatwa przeprawa dla broniącego tytułów czempiona.

Nie ma wątpliwości, że Joshua po walce z Władymirem Kliczką jest jeszcze lepszym pięściarzem. To był dla niego uniwersytet, leżał na deskach, był na skraju nokautu w starciu z największym mistrzem ostatniej dekady i przetrwał, a później zdominował Ukraińca. Kliczko padał kilka razy, przed ciężkim KO uchronił go sędzia, przerywając w 11. rundzie pojedynek. Nie jest przypadkiem, że młodszy z ukraińskich braci zrezygnował z przysługującego mu rewanżu i kilkunastu milionów funtów – wiedział, że to się może źle skończyć.

Pełna treść artykułu w "Rzeczpospolitej" >>