Patronat medialny


 


Anthony Joshua znów zapełnił wielki stadion. Tym razem w Cardiff, gdzie pokonał Carlosa Takama.

Carlos Takam przystąpił do walki z Joshuą bardzo dobrze przygotowany, ważył najmniej od lat, był szybki, skoncentrowany i nie zamierzał tak jak to ma w zwyczaju atakować od pierwszego gongu. Starał się raczej wciągnąć mistrza w pułapkę i zmusić go do błędu. Od początku imponował unikami i balansem, miał szczelną gardę, co przy obniżonej pozycji i znacznej różnicy wzrostu (Joshua jest 12 cm wyższy) nie ułatwiało zadania faworytowi.

Ten z kolei ważył jeszcze więcej niż w starciu z Kliczką,.115,2 kg samych mięśni musi robić wrażenie, ale każe też postawić pytanie czy to nie za dużo ? I okazuje się, że Joshua nie stracił szybkości i dynamiki, kondycyjnie też nie miał większych problemów. W drugim starciu po zderzeniu głowami sądził, jak przyznał zaraz po walce, że ma złamany nos, ale późniejsze badania lekarskie to wykluczyły. W czwartym starciu Takam był liczony, a rozbity łuk brwiowy wyraźnie mu doskwierał. Sędzia Phil Edwards po raz pierwszy poprosił lekarza by obejrzał ranę w piątej rundzie, później oględziny miały miejsce w dziewiątym starciu.

Wojna w ringu ( z przewagą obrońcy tytułów) trwała już na dobre, Joshua szukał nokautu, a Takam starał się odpowiadać. Odnosiłem wrażenie, że Joshua niepotrzebnie wchodzi do półdystansu, ale ten widać czuł się pewnie, choć siódmą rundę, mimo przewagi Anglika w jej końcowej fazie, można było punktować dla Takama bijącego się po raz pierwszy w karierze o mistrzowskie pasy.

Pełna treść artykułu na Polsatsport.pl >>