Patronat medialny


 


W walce wieczoru sobotniej gali w Cardiff Anthony Joshua wygrał przez nokaut techniczny z Carlosem Takamem. Sędzia przerwał pojedynek w dziesiątej rundzie, a jego decyzja wzbudziła wiele kontrowersji. Ale nie u wszystkich. Maciej Miszkiń broni arbitra: - Gdyby walka trwała na pełnym dystansie to ryzyko utraty zdrowia przez Takama było niewspółmierne duże do jego szans na zwycięstwo - powiedział były pięściarz, a obecnie komentator i ekspert.

- Kibice chcą oglądać krwawe walki, pojedynki gladiatorów i można to zrozumieć. Tym bardziej, że nawet w 10. rundzie Carlos Takam stabilnie stał na nogach i nie wyglądał na zawodnika, który stracił kontakt z rzeczywistością. Znamy też jego odporność na ciosy, która jest naprawdę imponująca. Tylko, że czasem nie trzeba ciężkiego nokautu, aby doświadczyć dotkliwego uszczerbku na zdrowiu. Konsekwencje przyjmowania silnych ciosów mogą się pojawić dopiero kilka godzin po walce, a nawet po dwóch, trzech dniach. Wtedy może dojść do tragedii, jak w przypadku Magomieda Abdusałamowa [rosyjski pięściarz, któremu kilka dni po walce lekarze wykryli skrzep krwi w mózgu i wprowadzili go w stan śpiączki farmakologicznej. Obecnie jest w stanie wegetatywnym – red. ] - powiedział Miszkiń.

I dodał: - Możemy rozumieć żal Takama do sędziego, ale ten podjął słuszną decyzję. Gdyby walka trwała na pełnym dystansie to ryzyko utraty zdrowia przez Takama było niewspółmierne duże do jego szans na zwycięstwo. Niektórzy spekulują, że sędzia za wcześnie skończył walkę, ale Takam przecież nie wygrałby na punkty. Nie zapowiadało się też, że znokautuje Joshuę. I przede wszystkim Anthony nie wyglądał na zawodnika, który nagle miałby stracić siły. Wręcz przeciwnie, pod koniec pojedynku wciąż świetnie wyglądał pod względem kondycyjnym.

Pełna treść artykułu na Sport.pl >>