onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

Tyson Fury (28-0-1, 20 KO) przyznał, że zbyt wcześnie zdecydował się w ubiegłym roku na pojedynek z czempionem WBC wagi ciężkiej Dentayem Wilderem (40-0-1, 40 KO). Przed starciem z "Bronze Bomberem" Brytyjczyk pazuował dwa i pół roku, zmagając się z uzależnieniem od używek i depresją i mimo dwóch zwycięskich walk ze średniej klasy rywalami i zrzucenia ponad 50-kilogramowej nadwagi nie zdołał odzyskać w pełni formy, w jakiej w 2015 roku pokonał Władimira Kliczkę. Konfrontację z potężnie bijącym Wilderem odradzać miał Fury'emu jego ojciec John.

- On praktycznie błagał mnie, bym nie brał tej walki - wspomina w wywiadzie dla DAZN "Król Cyganów". - On sądził, że nie tylko przegram, ale i że stanie mi się poważna krzywda.

- Ten pojedynek odbył się rok za wcześnie, nie powinienem był się na niego zgadzać. Zaryzykowałem wszystko tylko po to, by udowodnić ojcu i mojej rodzinie, że nie jestem już skończony i że potrafię pokazać jeszcze coś więcej - analizuje niepokonany Brytyjczyk.

Do rewanżu Tysona Fury'ego z Deontayem Wilderem dojść ma 22 lutego. Wcześniej Wyspiarz stoczy walkę z Otto Wallinem (20-0, 13 KO).