onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

Deontay Wilder (42-1-1, 41 KO) mimo solidnego lania, jakie otrzymał w sobotnią noc od Tysona Fury'ego (30-0-1, 21 KO), był rozczarowany przedwczesnym - w jego opinii - przerwaniem walki. 

Jednostronny pojedynek w siódmej rundzie zastopował sędzia ringowy Kenny Bayless po tym, jak z narożnika "Bronze Bombera" poleciał na znak poddania ręcznik. Jak się jednak okazuje, ekipa zdetronizowanego mistrza WBC kategorii ciężkiej nie była zgodna w kwestii kapitulacji. 

Jay Deas, jeden z trenerów Wildera, przyznał po walce, że ręcznik rzucił współpracujący z nim Mark Breland, zaś on sam był za kontynuowaniem rywalizacji. - Sądzę, że on nie powinien był tego robić - stwierdził Deas, komentując zachowanie Brleanda. 

Dla Deontaya Wildera przegrana z Tysonem Furym była pierwszą w zawodowej karierze. Amerykanin zgodnie z kontraktem ma prawo domagać się rewanżu.