onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 


Mistrz świata WBC Tyson Fury (30-0-1, 21 KO) nie wróży sukcesu Dillianowi Whyte'owi (26-1, 18 KO), który postanowił na drodze sądowej wymusić na World Boxing Council mistrzowską walkę z "Królem Cyganów" we wskazanym wcześniej terminie (luty 2021). 

- Daleko ze swoim pozwem nie zajdzie - komentuje ruch "The Body Snatchera" Fury w rozmowie z Behind The Gloves. - Przecież wszystko [przez pandemię] zostało zamrożone, więc wszystko ruszy z opóźnieniem. Ja miałem walczyć z Wilderem w lipcu, ale do tej walki w lipcu nie dojdzie. Jestem jednak przekonany, że jego prawnicy wiedzą, na czym stoją.

Fury zaznacza jednak, że póki co nie wybiega myślami zbyt daleko w przyszłość, bo w aktualnej sytuacji trudno jest cokolwiek planować.

- Te wszystkie walki - z Wilderem, Joshuą, Whytem - są lata świetlne stąd. Ja w tej chwili skupiam się tylko na utrzymaniu formy. Póki co mam podpisany kontrakt na pojedynek z Deotayem Wilderem i wiem, że on tę walkę weźmie, bo nigdzie lepiej nie zarobi. A w tej walce wydarzyć się może wszystko - tłumaczy swoje stanowisko "Gypsy King". 

- Jeśli Wilder mnie znokautuje, a klauzuli rewanżowej już nie ma, to pewni on zawalczy z Whytem czy Joshuą. Dlatego, choć jestem pewny siebie, muszę myśleć tylko o najbliższej walce. Nie jestem Houdinim i nie znam przyszłości. A jeśli chodzi o Whyte'a, to oni wszyscy chcą walk, a teraz żadnych walk nie ma i na razie ich nie będzie, nawet gdybyśmy chcieli - mówi Tyson Fury.