Patronat medialny


 


Dillian Whyte (27-2, 18 KO) podjął duże ryzyko, przyjmując walkę z Aleksandrem Powietkinem (36-2-1, 24 KO) i ryzykując swój status oficjalnego pretendenta do tytułu mistrza świata WBC wagi ciężkiej. Brytyjczyk został znokautowany w piątej rundzie i stracił na razie szansę na pojedynek o pas World Boxing Council.

32-letni Whyte cierpliwie czekał na walkę o tytuł - najpierw przez 2 lata przewodził rankingom WBC, a od lipca ubiegłego roku był tymczasowym czempionem. Brytyjczyk był również obowiązkowym rywalem dla Tysona Fury'ego, który od lutego dzierży pas mistrzowski WBC w "królewskiej" kategorii.

Whyte był jedną z przeszkód, które Fury musiał pokonać przed planowaną na przyszły rok walką z Anthonym Joshuą. Teraz Fury musi jedynie rozstrzygnąć na swoją korzyść trzeci pojedynek z Deontayem Wilderem, do którego ma dojść w grudniu w USA.

Na grudzień również planowany jest rewanż Whyte'a z Powietkinem. Nie ma jednak gwarancji, że nawet w przypadku zwycięstwa, Brytyjczyk wróci do pozycji oficjalnego pretendenta do tytułu. Jeśli po raz drugi wygra Rosjanin, on także będzie zabiegał o pojedynek z Furym, ale w obliczu jego możliwych dwóch walk z Joshuą, najprawdopodobniej będzie musiał na niego poczekać kilkanaście miesięcy.