Patronat medialny


 


9 marca w Grande Synthe na północy Francji dojdzie do walki mistrza Europy wagi średniej Kamila Szeremety (18-0, 4 KO) z Andrew Francillettem (21-1-1, 5 KO). Dla 29-letniego Szeremety, który aktualnie przebywa na obozie Nosalowy Dwór Winter Camp w Zakopanem, będzie to druga obrona tytułu wywalczonego przed rokiem. Ostatni raz białostoczanin boksował we wrześniu, wygrywając przez nokaut z Hiszpanem Rubenem Diazem. Francillette ostatni pojedynek stoczył w czerwcu i był to jego jedyny występ w ubiegłym roku. Pięściarz z Francji wygrał wtedy z Emanuele Della Rosą, zdobywając przy okazji pas WBA International.

Jak przebiega obóz w Zakopanem?
Kamil Szeremeta: Ciężko pracujemy. Co drugi dzień wychodzimy w góry. Śniegu jest mnóstwo. Warunki na narty są świetne, ale niekoniecznie do biegania po górach. Szczyty zdobywamy, chociaż na ostatnich metrach, kiedy ślizgają się nogi i trzeba podpierać się rękami, trzeba zwolnić. Biegniemy tam, gdzie można biec.

Zajęć bokserskich jest mniej?
Robimy też treningi technicznie i siłowe. Staramy się, jak najlepiej wykorzystać pobyt w ośrodku Nosalowy Dwór. Warunki są tutaj świetne. Można się skupić w stu procentach na przygotowaniach. Śniegu mogłoby być trochę mniej, ale nie ma na co narzekać.

Czy walka z Andrew Francillettem jest już pewna?
Doświadczenie nauczyło mnie, że walka będzie pewna w momencie, w którym wejdę do ringu. Rok temu trenowałem do przekładanego kilka razy pojedynku we Włoszech i wiem, że ten termin może się zmienić. Ale oczywiście na dzisiaj przyjmujemy, że 9 marca będę boksował we Francji. Pod ten termin się przygotowujemy.

Jesteś zły, że będziesz musiał boksować we Francji, a nie w Białymstoku?
Na pewno fajnie byłoby pokazać się przed własną publicznością, ale miasto tego nie chciało. Nie ma co płakać. Trzeba jechać do Francji i obronić pas. Jeśli mam coś osiągnąć, to muszę się przyzwyczajać do walk na terenie rywala. Nie mogę też narzekać na warunki finansowe. Za ten pojedynek zarobię zdecydowanie największe pieniądze w karierze.

Francillette będzie trudniejszym rywalem od twojego ostatniego rywala Rubena Diaza?
Ciężko powiedzieć. W głowie nastawiam się na bardzo trudną walkę. Francillette jest innym zawodnikiem, prezentuje inny styl. Myślę, że nie bije tak mocno jak Diaz, który naprawdę miał czym uderzyć, ale może być od niego szybszy i bardziej niewygodny. Mam na niego swój plan i głęboko wierzę, że wspólnie z trenerem Fiodorem Łapinem rozpracujemy go.

We Francji jeszcze nie boksowałeś. To nowe doświadczenie.
Tak, ale w gimnazjum uczyłem się przez rok języka francuskiego. Nie pamiętam zbyt wiele, bo nie ukrywam, że nie specjalnie się do tego przykładałem. Nie mam jednak zamiaru wdawać się z nim w jakieś potyczki słowne. Z chłodną głową wyjdę do ringu, wygram, a potem będę myśleć o kolejnych wyzwaniach. Zupełnie szczerze mam nadzieję że jeszcze w tym roku zaboksuję o mistrzostwo świata.

Przed ostatnią walką spędziłeś trochę czasu w Anglii na obozie sparingowym. Będzie powtórka?
To decyzja, która należy do trenera i promotora. Tamten wyjazd na pewno był bardzo pożyteczny i nie mam nic przeciwko, żebyśmy ponownie polecieli do Anglii. Z finansowego punktu widzenia, to pewnie będzie tańsze, niż ściąganie sparingpartnerów do Polski. Na razie jeszcze nie rozmawiałem o tym z trenerem.

Do kiedy zostajesz w Zakopanem?
Do piątku. Potem wracamy do Warszawy, otrzepujemy śnieg z kurtek i kontynuujemy przygotowania.