onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 


Zapraszamy do obejrzenia migawki z boskerskiej soboty w KnockOut Gym. Gościem imprezy był 50 Cent, który jednak z młodymi bokserami nie zabawił zbyt długo. Do końca pięściarską młodzież w akcji oglądał natomiast (i służył radą) mistrz świata WBC wagi junior ciężkiej Krzysztof "Diablo" Włodarczyk.

http://www.youtube.com/watch?v=LFgdTz7pS60

Add a comment

Pochodzący z Chorwacji pięściarz wagi ciężkiej Tony Visic (10-13-1, 2 KO) będzie najbliższym rywalem budującego swoją pozycję na zawodowym ringu polskiego ciężkiego Marcina Siwego (7-0, 4 KO). Do pojedynku, którego stawką będzie tytuł Młodzieżowego Mistrza Rzeczpospolitej, dojdzie już 12 kwietnia podczas gali Fight Night 8: The Legend, która odbędzie się w Częstochowie. Gościem specjalnym gali w Częstochowie będzie legenda wagi ciężkiej Andrzej Gołota.

Visic to twardy pięściarz, który na koncie ma kilka ciekawych konfrontacji w ringu. Chorwat miał okazję walczyć w ringu m.in. z Krzysztofem Zimnochem, który od lat toczy wojnę na słowa z Arturem Szpilką. Najważniejszy pojedynek w karierze Tony Visic stoczył w lipcu zeszłego roku, kiedy to zmierzył się w ringu z byłym mistrzem świata federacji WBC wagi cruiser Giacobbe Fragomenim. Włoch doskonale znany jest polskim kibicom z trzech pojedynków o tytuł mistrza świata federacji WBC, jakie stoczył z najlepszym obecnie polskim pięściarzem Krzysztofem Włodarczykiem. Tony Visic w pojedynku z Fragomenim zaprezentował się dość dobrze wytrzymując z byłym czempionem federacji WBC pełne 8 rund.

Tym razem Chorwat przetestuje umiejętności Marcina Siwego, który powoli buduje swoją karierę starając się wspinać coraz wyżej na drabinkę, na której końcu czekają na niego pojedynki z najbardziej klasowymi rywalami kategorii ciężkiej.

W Częstochowie zaboksują ponadto: Rafał Jackiewicz, Łukasz Wawrzyczek, Robert Parzęczewski i Kamil Bazelak.

Add a comment

Dariusz Michalczewski ma swój pomysł na odbudowanie karier polskich bokserów, jak choćby Artura Szpilki (16-1, 12 KO) czy Tomasza Adamka (49-3, 29 KO), którzy ponieśli porażki odpowiednio z Bryantem Jenningsem i Wiaczesławem Głazkowem. "Tygrys" chciałby zorganizować turniej ośmiu polskich bokserów - donosi "Super Express".

W takim superturnieju poza Szpilką i Adamkiem miałoby się jeszcze znaleźć miejsce dla Krzysztofa Włodarczyka (49-2-1, 35 KO), Andrzeja Wawrzyka (29-1, 15 KO), Alberta Sosnowskiego (47-6-2, 28 KO), Mariusza Wacha (27-1, 15 KO), Krzysztofa Zimnocha (17-0-1, 11 KO) i Przemysława Salety (44-7, 22 KO). W rezerwie mógłby być Artur Binkowski (16-4-3, 11 KO).

- Można rozważyć rozstawienie najlepszych, walczyliby w kilku turniejach. W każdym najpierw rozgrywane byłby 3-4 mniej ważne walki w innych kategoriach, a potem dwa pojedynki wieczoru z udziałem naszych asów wagi ciężkiej. Zwycięzcy tych głównych walk awansowaliby do półfinału, a potem finału, gdzie czekałaby superatrakcyjna premia, oczywiście po drodze zarabialiby godziwe pieniądze - omawia swój pomysł Michalczewski.

Add a comment

Chojnów to małe dolnośląskie miasteczko, które ponad trzy lata temu zaistniało na bokserskiej mapie Polski. Wszystko za sprawą trenera Arkadiusza Lewandowskiego, który powołał do życia klub bokserski Champion. Trener Lewandowski wziął na swoje barki odpowiedzialność za cały powiat legnicki. Żniwo zostało zebrane bardzo szybko, po trzech latach istnienia mały dolnośląski klub może się pochwalić medalistami mistrzostw Polski oraz kadrowiczem.

Ambitny szkoleniowiec jednak nie poprzestał na tradycyjnych metodach, które są praktykowane w trenigu pięściarzy. Postanowił zgłębiać wiedzę i zdecydował się na monitorowanie procesów fizjologicznych swoich zawodników. Zapewne należy do nielicznej grupy trenerów, którzy robią wszystko, by trening w boksie amatorskim był odpowiednio zbilansowany i dopasowany do potrzeb indywidualnych danego zawodnika.

Lewandowski do współpracy zaprosił dr Bartosza Ochmana z Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. Młodzi pięściarze zostali przebadani i wypadali bardzo dobrze. Dr Ochman objaśnił, na czym polegają tego typu badania – Każdy z badanych musi założyć na siebie ergospirometr, dlatego każdy wykonuje je oddzielnie. Test polega na przebiegnięciu 4 okrążeń stadionu, w ramach tzw. testu progresywnego, czyli ze wzrastającą intensywnością. Od bardzo niskiego tempa do tempa maksymalnego. Trwa to ok. 15-20 minut, ponieważ zaraz po tym mierzony jest czas restytucji, czyli czas powrotu organizmu do stanu spoczynkowego - tłumaczy naukowiec z Katedry Fizjologii i Biochemii

- Jest to bardzo popularne badania w każdej dyscyplinie sportu. Pokazuje ono potencjał i poziom przygotowania zawodnika na dzień dzisiejszy. Można na przykład określić maksymalne tętno dla spalania tkanki. Na podstawie testu można ustalić poszczególne intensywności treningowe i zakresy indywidualne - dodaje dr Ochman.

Szkoleniowiec Championa nie ukrywa swojej satysfakcji po przebytych badaniach. - Na pewno pozwolą mi one zindywidualizować treningi na wielu płaszczyznach. To nie jest koniec z mojej strony, jeżeli chodzi o diagnostykę moich młodych pięściarzy. Nie wyznaję zasady, która mówi o katowaniu zawodników, każdy powinien pracować według swoich możliwości. Czasy trenowania "na nos" skończyły się. Czekam z niecierpliwością na badania stricte specjalistyczne, które są ukierunkowanie pod boks - mówi Lewandowski

Badania ukierunkowane pod pięściarstwo, o których wspomina szkoleniowiec, to nowatorska metoda, którą do swojego warsztatu wprowadza dr Ochman. Będzie ona polegała na pracy na worku bokserskim, który będzie zawierał czujniki. Worek będzie monitorował siłę uderzeń i ich częstotliwość. Równocześnie nad wszystkim będzie czuwał ergospirometr, który zbiera dane na temat poboru tlenu itp.

Ciekawostką jest to, że według stanu wiedzy dr Ochmana, jedyny obecnie polski mistrz świata Krzysztof  Włodarczyk jest człowiekiem, który przejawia jedne z większych predyspozycji atletycznych wśród sportowców mieszkających nad Wisłą. Na te znakomite osiągi składa się budowa ciała, siła fizyczna, wytrzymałość. Włodarczyk może być konfrontowany na tej płaszczyźnie nawet z lekkoatletami, szczególnie  sprinterami. Już wiemy dlaczego Krzysiek radzi sobie z trudami walki, znakomitym przykładem potencjału "Diablo" była moskiewska batalia z Rachimem Czakijewem. To dzięki pracy trenera Fiodora Łapina, który wszystko kontroluje, polegając na pracy fizjologów i odpowiednio bilansując trening stricte bokserski z przygotowaniem fizycznym.

Add a comment

Nie milkną echa wczorajszych skandalicznych wydarzeń wewnątrz Polskiego Związku Bokserskiego, których tragicznym finałem było ranienie nożem sędziego Zbigniewa Zagrodnika przez sprawującego funkcję wiceprezesa PZB Mustafę K.

Sprawę w rozmowie z ringpolska.pl skomentował Andrzej Wasilewski - współwłaściciel największej polskiej grup boksu zawodowego - KnockOut Promotions.

 - Ooczekuję natychmiastowego podania się do dymisji całego Zarządu PZB na czele z prezesem Zbigniewem Górskim. Niech pan prezes przestanie już opowiadać jakieś bzdury o lampkach wina. Honorowy człowiek bierze w takim przypadku całą winę na siebie i natychmiast odchodzi. Już najwyższy czas, jak powiedział Mateusz Borek, ten związek po prostu zaorać - stwierdził Wasilewski.

Add a comment

We wtorek trzech pięściarzy reprezentacji Polski, pod wodzą nowego selekcjonera Walerego Korniłowa, wyleciało do Debreczyna. Na turniej wybierał się także sędzia Zbigniew Zagrodnik, lecz zamiast na Węgrzech, z ranami kłutymi brzucha znalazł się na oddziale warszawskiego Szpitala Banacha. Przewieziono go tam w poniedziałek wieczorem po awanturze w hotelu Gromada na Okęciu, gdzie od niedawna znajduje się siedziba PZB. Do swoich racji wiceprezes ds. finansowych próbował przekonać sędziego za pomocą noża.

Mustafa K. został zatrzymany przez policję o drugiej w nocy w mieszkaniu na Mokotowie. We krwi miał wówczas dwa promile alkoholu. - Wstępnie kwalifikujemy to zdarzenie jako usiłowanie zabójstwa, za co grozi kara dożywocia. O ostatecznej formie zarzutu zadecyduje prokuratura - mówi Mariusz Mrozek, rzecznik Komendy Stołecznej Policji. Poszkodowanego przesłuchano we wtorek w szpitalu, który ma opuścić pod koniec tygodnia. Sprawca miał złożyć zeznania po całkowitym wytrzeźwieniu.

Mustafa K. został zawieszony przez prezesa związku. Zbigniew Górski nie potrafi wyjaśnić powodów zdarzenia. - O osiemnastej spotkaliśmy się z kadrą na tradycyjnej kolacji. Mustafa zamówił do niej dosłownie lampkę wina. Nie wyglądało na to, że jest pod wpływem alkoholu. Wychodząc z hotelu, minąłem się ze Zbyszkiem i nawet umówiliśmy się na poranną kawę. Nie mogę pojąć, co się stało potem. Na Mustafę zawsze można było liczyć, w związku był jednym z najbardziej zapracowanych ludzi - kręci głową prezes.

W środowisku Mustafa K. rzeczywiście uchodzi za sprawnego organizatora. Działacz, którego matka jest Polką, a ojciec Turkiem (a przynajmniej tak twierdził na łamach mediów), dał się poznać jako hojny sponsor. Nie szczędził pieniędzy na zagraniczne wyjazdy dla pięściarzy, ale jest i druga strona medalu. - Przesadzał z alkoholem. Na zawodach pojawiał się pijany, podobnie jak w związku. Jak nie wypił, trzęsły mu się ręce. Zresztą już kiedyś pobił się z jednym z sędziów. Obrażenia po obu stronach były poważne - słyszymy od dobrze zorientowanej osoby.

- Był agresywny, a jego biznesy to jedna wielka niewiadoma. Wydawanie pieniędzy na boks było dla niego jak pstryknięcie palcem, ale o ich pochodzeniu mało kto wiedział. Wątpliwe, aby była to odpowiednia osoba na takie stanowisko - opowiada kolejny rozmówca. Karierę w polskim boksie Mustafa K. rozpoczął w województwie zachodniopomorskim. Podczas wyborów zarządu PZB w 2012 roku głosowało na niego 24 delegatów.

Więcej o boksie w "Przeglądzie Sportowym" i na przegladsportowy.pl >>

Add a comment

Policja na warszawskim Mokotowie zatrzymała wiceprezesa Polskiego Związku Bokserskiego - Mustafę Kocinoglu, który na wczorajszym zebraniu zaatakował jednego z sędziów. Ranny trafił do szpitala, a zatrzymany jeszcze dzisiaj może usłyszeć zarzut usiłowania zabójstwa.

Do kłótni miało dojść w poniedziałek podczas obrad PZB w jego siedzibie przy ulicy 17 stycznia, w hotelu Gromada na warszawskim Okęciu. Kocinoglu, wiceprezes związku do spraw finansowych, wyciągnął nagle nóż i trzykrotnie pchnął nim w brzuch sędziego Zbigniewa Z. Później jeszcze przeciął mu twarz. Ranny arbiter trafił do szpitala. Wiceprezes uciekł z siedziby związku.

Add a comment

Sekcja Landowski Boxing organizuje bokserski obóz dla wszystkich, którzy chcieliby solidnie potrenować w górskim klimacie. Obóz odbędzie się w Zakopanem w dniach 11-18 stycznia 2014.

Zakwaterowanie jest możliwe w pokojach 2-,3- lub 4-osobowych i zawiera trzy pełnowartościowe posiłki. Ośrodek jest doskonale przygotowany i wyposażony do goszczenia adeptów pięściarstwa w każdym przedziale wiekowym i na każdym etapie bokserskiego zaawansowania. Miłośnicy szermierki na pięści znajdą tam: ring, siłownię, salę z matą do judo/MMA, a dopełnieniem wszystkiego są wspaniałe biegowe trasy górskie.

W przeszłości w tym ośrodku trenowało wielu czołowych polskich zawodowców: m.in. Mariusz Wach, Artur Szpilka czy jedyny aktualnie polski mistrz świata Krzysztof Włodarczyk. Ten obóz miał być początkiem przygotowań Alberta Sosnowskiego do niedoszłej ostatecznie walki z "Diablo".

Cena obozu to 990 zł, w razie pytań i wątpliwości prosimy o kontakt z trenerem Łukaszem: tel. 602 808 070.

Add a comment

- Śledzę WSB i ringi amatorskie.  Widziałem zawodników w kadrze "Hussars" i jej liderem jest człowiek, z którym wygrałem bardzo wysoko. Oczywiście mam na myśli kategorię półcieżką. Myślę, że byłoby tam miejsce dla mnie, jednak nikt się nigdy do mnie nie odezwał. Ja nie będę szukał sam kontaktów. Hubert Migaczew zna mnie, na mistrzostwach Polski w 2012 r. pokonałem jego dwóch zawodników. Jeden miał być pewnym złotym medalistą, a drugi miał zdobyć minimum brąz. Trener Migaczew powiedział mi po mistrzostwach, że „wykosiłem”  jego zawodników - wspomina Krzysztof Sadłoń w rozmowie z Marcinem Mlakiem z boxingpassion.com. Utalentowany pięściarz mówi też o tym, jak blisko był podpisania zawodowego kontraktu z grupą KnockOut Promotions.

- Ostatni raz startowałeś na mistrzostwach Polski w Poznaniu (w 2012 roku). Wygrałeś cały turniej, w finale pokonałeś Mateusza Tryca.  Jak oceniasz tamte zawody?
Krzysztof Sadłoń: Na mistrzostwa pojechałem jako zawodnik „z cienia”, ponieważ nie jeździłem na zgrupowania kadry narodowej. Sprawy trochę ucichły, jeżeli chodzi o moją osobę. Natomiast jechałem na te mistrzostwa z zamiarem udowodnienia wszystkim, że to ja jestem numerem jeden w kategorii półciężkiej. Czułem się zawsze niedoceniany wśród trenerów i w środowisku, mimo iż osiągałem wyniki sportowe. Przygotowywałem się bardzo sumiennie do mistrzostw w Poznaniu. Trenowałem sam, na wynajmowanej przez siebie hali, pomagał mi trochę trener Zenon Kaczor. Jeżeli chodzi o same zawody, to nie analizowałem tego, czy losowanie mi sprzyjało, czy nie. Wychodzę z założenia, że jeśli chcesz być najlepszy, to musisz wygrywać z najlepszymi, więc nie przywiązywałem do tego uwagi.  W pierwszej walce stanąłem naprzeciw, niestety już nieżyjącego, Mateusza Kotońskiego.  To była bardzo ciężka walka - Mateusz był bardzo silnym zawodnikiem. Ja jednak boksowałem mądrze, taktycznie i udało mi się go oszukać (wygrana 5:0). Podczas tego starcia otrzymałem mocny cios nasadą rękawicy i, jak się okazało po turnieju, doznałem uszkodzenia kości policzkowej. Drugim pojedynkiem było starcie z Mateuszem Górowskim. To była najgorsza walka w moim wykonaniu na mistrzostwach Polski w Poznaniu. Mateusz to młody zawodnik - niewygodny, zbliżone warunki fizyczne do moich. Nie chciał przyjąć otwartej walki, więcej klinczował. Ja natomiast starałem się spokojnie prowadzić walkę i wygrałem jednogłośnie (5:0).  No i przyszedł czas na Mateusza Tryca, wtedy wielkiego faworyta zawodów. Tryc to bardzo silny zawodnik. Rozwiązałem tą walkę podobnie jak pierwszą, boksowałem z dystansu z założeniem taktycznym. Czasami wpadałem w półdystans, żeby pokazać, że też potrafię walczyć w tym elemencie. Wygrałem pewnie (5:0) i udało się zdobyć następny tytuł.  Dużo trenerów było rozczarowanych takim obrotem sprawy.  Tuż po walce szkoleniowcy kadry podeszli do mnie i zapytali, czy pojadę na kwalifikacje olimpijskie.  Po wcześniejszych doświadczeniach nie chciałem jednak mieć z kadrą nic wspólnego.  Co prawda wyjazd na igrzyska to jest to, o czym marzy każdy sportowiec, ale i tak by nic z tego nie wyszło. Podczas walki z Trycem dostałem mocny cios po komendzie stop i doznałem połamania żeber z przemieszczeniem. To mnie automatycznie wyeliminowało ze startów.

- Jak wyglądała Twoja kariera po startach z Poznaniu?
Dużo czasu zajęła rehabilitacja żeber i kości policzkowej. To wszystko musiało potrwać. Powiem szczerze, że żebro nie zrosło się prawidłowo i w każdej chwili mogę zdecydować się na zabieg. Nie jest on jednak konieczny – po prostu czuję dyskomfort,  ale nie jest to na tyle poważnie, żeby trzeba było operować. Dlatego jak długo się da, będę to odwlekał.  Tak naprawdę to nie ma gdzie boksować w Polsce. Te wszystkie turnieje, które odbywają się w kraju, są według mnie turniejami o pietruszkę. Dla zawodnika mojego pokroju nie są ani przydatne, ani potrzebne. Następną sprawą są problemy finansowe w klubie – nie było funduszy na wyjazdy itp. Żeby wystawić 3-4 zawodników na taki turniej, potrzeba kilku tysięcy złotych. Klubu nie stać na takie wydatki.

- Jaki masz bilans walk amatorskich?
Stoczyłem około 160 walk, z czego 25 przegrałem. Przegrywałem z najlepszymi zawodnikami. Miałem kilka porażek w meczach międzypaństwowych. A w gronie seniorskim w naszym kraju przegrywałem jako młody chłopak ze "starą gwardią", czyli Mirkiem Nowosadą, Piotrem Wilczewskim, Arturem Zwaryczem.  Te przegrane dawały mi więcej sportowo, niż wygrane z innymi zawodnikami.  Miałem też porażki z Włodzimierzem Letrem, jednak nie uważam ich za przegrane, ponieważ były mocno kontrowersyjne.

- Interesuje Cię boks zawodowy?
Miałem propozycję walk profesjonalnych, jednak trochę to wszystko koliduje z moim życiem osobistym. Mam ogromną rolę w swoim życiu – jestem ojcem dwójki dzieci. Warunki, które przedstawiają grupy promotorskie, nie do końca mnie przekonują. Nie mogę sobie pozwolić na to, żeby postawić na szalę swoją rodzinę.

- Swojego czasu miałeś dobrą propozycję od Andrzeja Wasilewkiego - żałujesz teraz, że jej nie przyjąłeś?
Powiem szczerze, że żałuję tej decyzji. Patrząc przez kontekst mojego życia sportowego, to żałuję bardzo. Wtedy miałem wszystko "czarno na białym". Miałem propozycję kontraktu od Pana Andrzeja Wasilewskiego, był klarowny i czytelny. Myślę, że to były bardzo dobre warunki jak na tamtejszy etap mojej kariery i dotychczasowe osiągnięcia na ringach amatorskich. Moja zawodowa kariera mogła rozwinąć się w dobrym kierunku. Dzisiaj wiedziałbym na czym stoję, może byłbym zawodowym mistrzem świata, a może zniknąłbym z boksu zawodowego. Wstrzymywały mnie przed podpisaniem kontraktu igrzyska olimpijskie. To było moim celem życiowym,  zresztą jak każdego sportowca.  Myślę, że każdy sportowiec marzy o medalu olimpijskim lub chociaż wyjeździe na olimpiadę.  Później miałem złamaną rękę i prysły nadzieje na start olimpijski i zawodowy kontrakt.

- Czyli wizja zdobycia medalu olimpijskiego jest tak mocna, że przysłania wszelkie inne możliwości?
Dokładnie, tak to wygląda. Ja miałem wszystko ułożone w głowie. Wychodziłem z założenia, że jeżeli zdobędziesz medal na igrzyskach lub amatorskich mistrzostwach świata, to wtedy rozdajesz karty i wybierasz sobie najlepszą z grup promotorskich. Byłem wtedy młodym chłopakiem. Chciałem mieć wszystko poukładane – najpierw udana kariera amatorska, następnie boks zawodowy.

- Jest jedno ciekawe rozwiązanie dla Ciebie: Liga WSB i „Hussars Poland”. Miałeś propozycję?
Śledzę WSB i ringi amatorskie.  Widziałem zawodników w kadrze „Hussars” i jej liderem jest człowiek, z którym wygrałem bardzo wysoko. Oczywiści mam na myśli kategorię półcieżką  Myślę, że byłoby tam miejsce dla mnie, jednak nikt się nigdy do mnie nie odezwał.  Ja nie będę szukał sam kontaktów. Hubert Migaczew zna mnie, na mistrzostwach Polski w 2012 r. pokonałem jego dwóch zawodników. Jeden miał być pewnym złotym medalistą, a drugi miał zdobyć minimum brąz. Trener Migaczew powiedział mi po mistrzostwach, że "wykosiłem" jego zawodników.

Cały wywiad z Krzysztofem Sadłoniem na stronie Boxingpassion.com >>

Add a comment