onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 



Polscy pięściarze z Rafako Hussars Poland przegrali w Miami z USA Knockouts 1:4 i jest to porażka z którą nie ma sensu dyskutować. Jak ja czytam na jednym z portali, że Mateusz Tryc (81 kg) zasłużył na zwycięstwo w pojedynku ze Stevem Nelsonem, to nawet nie zamierzam o tym dyskutować, bo nie ma to żadnego sensu. Tryc przegrał i nikt przy zdrowych zmysłach, mający pojęcie o boksie nie ma prawa mieć innego zdania. Zresztą siedziałem wśród jego kolegów obserwujących ten pojedynek, rozmawiałem później z trenerem Zbigniewem Raubo i  oni też uważali, że Tryc w tym pojedynku nie sprostał zadaniu, choć oczywiście robił co w jego mocy.

Niestety nie tylko on nie dał rady w tym meczu swojemu rywalowi. Dawid Michelus (60 kg), chłopak niewątpliwie zdolny,  tym razem nie był sobą i przegrał zdecydowanie z Carlosem Balderasem juniorem. Amerykanin meksykańskiego pochodzenia od początku narzucił twarde warunki, zadawał mocne ciosy na korpus (szczególnie lewy hak pod prawy łokieć) i dość szybko złamał mentalnie Polaka. W tym przypadku o werdykcie też nie ma sensu dyskutować, bo Balderas był zwyczajnie lepszy, co zresztą przyznaje sam Michelus.

Niewątpliwie natomiast szkoda straconych punktów w walce Hamzy Touby (52 kg), niemieckiego pięściarza marokańskiego pochodzenia w naszej drużynie, który przegrał minimalnie z Brentem Richardem Venegasem. Moim zdaniem Hamza jest lepszym pięściarzem od Amerykanina, ale zapomniał, że w ringu trzeba to jeszcze dobitnie udowodnić. Przyznał to zresztą po walce, podobnie jak jego trener Zoltan Lunka, były mistrz świata amatorów.

Pełny tekst Janusza Pindery na Polsatsport.pl >>