onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 


Robert Helenius (29-3, 18 KO) jest pewny siebie przed zbliżającym się pojedynkiem z Adamem Kownackim (20-0, 15 KO). Walka będzie główną atrakcją gali Premier Boxing Champions organizowanej 7 marca na Brooklynie. 

- Adam ostro się bije, jest dobrym zawodnikiem, ale jego technika nie jest aż tak dobra. Tu upatruję swojej przewagi. Wiem, że mogę go wypunktować, jeśli to okaże się najlepszą strategią na tę walkę. Fani obejrzą konfrontację dwóch różnych stylów - zapowiada "Nordycki Koszmar" i przekonuje, że niestraszna mu biało-czerwona armia "Babyface'a", która zawsze wypełnia po brzegi Barclays Center.

- Nie przejmuję się tym, gdzie walka się odbędzie. Ja muszę po prostu trzymać się swojego planu i wszystko będzie dobrze. Krzyki kibiców nie skłonią mnie do zmiany stylu boksowania na taki, który nie będzie dla mnie dobry. Zwycięstwo zapewnią mi moje umiejętności techniczne - mówi rywal Kownackiego. 

Robert Helenius do starcia z Adamem Kownackim szykował się w Finlandii, a później przez krótki okres w gymie Deontaya Wildera w Alabamie. Fin sparował m.in. z Nathanem Gormanem i niepokonanym Robertem Alfonso, który na Brooklynie zaboksuje z Carlosem Negronem.

 

Add a comment

7 marca na gali w Nowym Jorku na ring wróci Adam Kownacki (20-0, 15 KO). Polak zmierzy się z Robertem Heleniusem (29-3, 18 KO).

- Helenius to kompletnie inny rywal niż Arreola, jest dużo wyższy, co stanowi dla mnie wyzwanie - mówi "Babyface". - Z Arreolą łatwo wchodziłem w półdystans, z Heleniusem będę musiał boksować zza lewego prostego, podwójnego lewego protego, a potem zasypywać go ciosami. 

- Helenius jest bardzo doświadczony, boksował z wieloma mocnymi zawodnikami, z Dereckiem Chisorą, Dilianem Whytem, z obydwoma na pełnym dystansie, był też mistrzem Europy. Na pewno będę musiał na niego uważać z racji jego doświadczenia, nie mogę go zlekceważyć - przekonuje niepokonany Polak. 

Starcie Kownacki - Helenius zyskało status eliminatora WBA i niewykluczone, że wygrana nad dwumetrowym Finem może okazać się dla "Babyface'a" przepustką do pojedynku o mistrzostwo świata.

- Sytuacja w wadze ciężkiej jest teraz otwarta. W tej chwili za numer jeden uważany jest Tyson Fury, ale jego dwie poprzednie walki przed rewanżem z Wilderem nie były takie wspaniałe. Jak dobry Fury jest naprawdę? Jeśli spojrzycie na top-10 ciężkich to tylko ja mam czysty rekord, żadnych remisów, żadnych porażek. 7 marca udowodnię, że zasługuję na to, by boksować o pas! - deklaruje Adam Kownacki.

Add a comment

Kanał BoxNation pokaże na żywo w Wielkiej Brytanii zaplanowaną na 7 marca na Brooklynie galę Premier Boxing Champions, której główną atrakcją będzie eliminator WBA w kategorii ciężkiej z udziałem Adama Kownackiego (20-0, 15 KO) i Roberta Heleniusa (29-3, 18 KO). 

Co-main eventem marcowej imprezy będzie starcie gorącego prospekta z Nigerii Efe Ajagby (12-0, 10 KO) z Razvaem Cojanu (17-6, 9 KO). Wcześniej na Brooklynie Joey Dawejko (20-7-4, 11 KO) przetestuje niepokonanego Kubańczyka Franka Sancheza (14-0, 11 KO), zaś mocno bijący Carlos Negron (20-3, 16 KO) sprawdzi innego zawodnika z "wyspy jak wulkan gorącej" - Roberta Alfonso (19-0-1, 9 KO). 

Póki co nie wiadomo niestety czy jakakolwiek polska stacja przeprowadzi transmisję z Brooklynu. Ostatnią walkę Kownackiego - z Chrisem Arreolą - pokazywał Polsat Sport, zaś poprzednią - z Geraldem Washingtonem - Canal+ Sport.

Add a comment

Utalentowany brytyjski ciężki Nathan Gorman (16-1, 11 KO) jest jednym ze sparingpartnerów Roberta Heleniusa (29-3, 18 KO), który 7 marca zmierzy się z Adamem Kownackim (20-0, 15 KO). 

Pojedynek niepokonanego "Babyface'a" z fińskim dwumetrowcem będzie główną atrakcją gali Premier Boxing Champions organizowanej w hali Barclas Center na Brooklynie. Starcie zostało usankcjonowane przez federację WBA jako eliminator i niewykluczone, że jego zwycięzca zostanie obowiązkowym pretendentem do mistrzowskiego pasa. 

Dla Adama Kownackiego zbliżający się występ będzie powrotem między liny po ponad półrocznej przerwie. W swoim ostatni występie Polak pokonał na punkty Chrisa Arreolę.

Add a comment

 

– Od dawna mówię, że Wilder nie jest wybitnym pięściarzem, że w gruncie rzeczy nie potrafi wiele, ale ma bardzo mocną prawą rękę. I kiedy trafi, wyrządza krzywdę. Już w pierwszej walce Fury dał mu lekcję boksu – przypomina w wywiadzie dla „PS” niepokonany na zawodowych ringach Adam Kownacki. 7 marca Polaka czeka starcie z Robertem Heleniusem.

Pana menedżer Keith Connolly mówił, że jeśli to Wilder znokautuje Fury’ego, wówczas pan będzie miał duże szanse, by walczyć z Amerykaninem o pas WBC. Wynik rewanżu pana nie smuci?
Adam Kownacki: Nie mogę być zły na coś, na co nie miałem wpływu. Taki jest boks. Podczas tej samej gali walczyło dwóch moich byłych przeciwników, których pokonałem – jednego nawet zdemolowałem (Geralda Washingtona, który w sobotę przegrał przed czasem z Charlesem Martinem – przyp. red.). A była to eliminacyjna potyczka do tytułu IBF. W tym sporcie nic mnie już nie zaskoczy. Muszę robić swoje, budować własną markę i nazwisko. Jeśli będę wygrywał, to w końcu dostanę szansę. Jedyna negatywna kwestia polega na tym, że jeśli jesteś już mistrzem świata, to na pewno zarabiasz więcej. Poza tym nie jest źle, nie mogę na nic narzekać. Utrzymuję się i mogę robić to, co kocham. Parę lat temu byłem w dużo gorszej sytuacji. Nikt mnie nie znał, nikt we mnie nie wierzył, każdy mnie lekceważył. Teraz robię swoje. Moja droga nadal nie będzie łatwa, muszę wygrywać.

Już 7 marca w Nowym Jorku czeka pana starcie z Robertem Heleniusem.
Teoretycznie może się wydawać, że to bardzo łatwa walka, ale w rzeczywistości nie spodziewam się, że będzie tak prosto. Helenius przyleci, aby wygrać, to pewne. Jestem wysoko w rankingach, każdy rywal chciałby teraz zająć moje miejsce i to ich motywuje. Miałem walczyć z Dominikiem Breazeale’em, ale doszły mnie słuchy, że żądał za dużo pieniędzy. Chciał dostać tyle, że nawet po przegranej byłby ustawiony. A przecież on już do pojedynku ze mną miałby przystąpić właśnie po porażce.

Dwumetrowy Fin mówił mi w wywiadzie, że chce dobrze pracować na nogach i zadawać ciosy z dystansu. Z szybkością do tej pory go nie kojarzyłem.
Każdy ma plan dopóki nie dostanie po głowie. Najlepsze lata Helenius raczej ma za sobą, ale nadal może być groźnym przeciwnikiem. Widziałem jego zdjęcie ze sparingu, miał na kolanie opaskę. Może tak się rozruszał, że coś stało mu się z nogą? Każdy, kto ze mną boksował, powie, że dobrze skracam dystans. Jeśli więc uda mi się skutecznie zaatakować, to myślę, że będę w stanie położyć Heleniusa. Można zakładać, że będzie się pykać przez całą walkę z dystansu, ale nie jest to takie łatwe. Tym bardziej że ja nie obawiam się przyjęcia ciosu, a sam odpowiadam trzema albo czterema.

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>

Add a comment

Rewanż Deontay Wilder – Tyson Fury już w sobotę w Las Vegas. – Deontay ma bardzo wysoką inteligencję bokserską. Zwróćmy uwagę na to, że posyłał Fury’ego na deski w dziewiątej i dwunastej rundzie. Nie w pierwszej i czwartej, ale właśnie w dziewiątej i dwunastej. Rozgryzł Tysona – mówi w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” Jay Deas, trener mistrza WBC wagi ciężkiej.

Kiedy zorientował się pan, że ma do czynienia z kimś wyjątkowym?
Jay Deas: Pierwszego dnia pokazałem mu parę ruchów i odszedłem na bok. Nie wiedział, że go obserwuję. Robił dokładnie to, czego od niego chciałem. To rzadkość. Początkujący bokser musi zacząć od pracy nóg, nie od zadawania ciosów. Większość chłopaków, gdy odwrócisz od nich wzrok, zaczyna wyprowadzać uderzenia albo od razu idzie uderzać w gruszkę. Gdy Deontay został sam, robił tylko to, co do niego należało. Zatem już pierwszego dnia mi zaimponował.

A kiedy odkrył pan, że w prawej ręce ma tę ogromną siłę, z której dziś słynie?
Na początku jego ręce i nogi były nieskoordynowane. Ale po paru tygodniach, gdy nauczył się zadawać poprawne ciosy, można było odkryć tę moc uderzenia. Trenował z nami od niespełna miesiąca, gdy na sparingu znokautował gościa z wagi ciężkiej. Wtedy pomyślałem: „Wow, on naprawdę ma czym walnąć”.

Czy następnym rywalem Deontaya będzie Adam Kownacki? Ostatnio jego menedżer Keith Connolly stwierdził, że Polak jest pierwszy w kolejce.
Nie chcę spekulować o przyszłości, gdy mamy przed sobą tak wielką walkę. Adam to bardzo dobry pięściarz, który przetarł sobie drogę do walki o tytuł, pokonując mocnych rywali. Zrobił to w imponującym stylu. Przed nim świetlana przyszłość, a jego szansa wkrótce nadejdzie.

Byłaby to dla was interesująca opcja, biorąc pod uwagę popularność Kownackiego w USA?
Deontay chce jak największych walk. W sobotę czeka go najważniejszy pojedynek w karierze, więc teraz nie martwi nas nic innego. Adam również ma przed sobą duże wyzwanie, 7 marca zmierzy się z Robertem Heleniusem. Ich drogi mogą się skrzyżować, ale najpierw niech zwyciężą w najbliższych potyczkach.

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>

Add a comment

Jay Deas, trener i menadżer czempiona WBC wagi ciężkiej Deontaya Wildera (42-0-1, 41 KO), przestrzega przed odbieraniem szans Robertowi Heleniusowi (29-3, 18 KO) w pojedynku z Adamem Kownackim (20-0, 15 KO). 

- Helenius był u nas na sparingach. wcześniej zmagał się z kontuzjami, ale teraz znów wraca do gry. Zobaczymy, czy będzie w stanie utrzymać Kownackiego na dystans lewym prostym - zastanawia się Deas w rozmowie z ThaBoxingVoice.

- To jest łatwa walka do typowania. Jeśli Helenius wykorzysta swój wzrost i zasięg, to może wygrać. Jeśli nie, zwycięzcą będzie Kownacki. Kownacki wie, że musi się przedostać do półdystansu, by wygrać, nie może być od Heleniusa na długość jego ciosów. Tu wszystko będzie się sprowadzać do tego, kto narzuci rywalowi swoją taktykę - konkluduje szkoleniowiec "Bronze Bombera'.

Do starcia Adama Kownackiego z Robertem Heleniusem dojdzie 7 marca. Pojedynek będzie główną atrakcją gali Premier Boxing Champions organizowanej w hali Barclays Center na Brooklynie.

Add a comment

7 marca na gali w Nowym Jorku na ring wróci Adam Kownacki (20-0, 15 KO). Polak zmierzy się z Robertem Heleniusem (29-3, 18 KO), a pojedynek będzie miał status eliminatora do tytułu mistrzowskiego WBA wagi ciężkiej. Póki co popularny "Babyface" jest zadowolony z przebiegu przygotowań do zbliżającego się starcia.

- Za mną już pierwsze 10-rundowe sparingi. Do dyspozycji mam czterech partnerów, a głównym jest Mariusz Wach. Z Polski przyleciał też Damian Knyba, który startuje w amatorskim turnieju "Ring Masters" - relacjonuje Kownacki. 

- Większość sparingpartnerów przypomina warunkami fizycznymi Heleniusa. Najniższy jest kolega z siłowni. Potrzebuję jednak wielu rund sparingów i każda pomoc jest mile widziana. Wszystko idzie zgodnie z planem i mam nadzieję, że efekt będzie widoczny 7 marca - zapewnia niepokonany Polak, którego występ będzie głównym wydarzeniem gali Premier Boxing Champions pokazywanej w USA przez telewizję FOX.

Cała rozmowa z Adamem Kownackim na sport.tvp.pl >>

Add a comment

 

– Nie przyjąłbym oferty walki z Kownackim, gdybym nie wierzył w siebie. Jestem od niego dużo wyższy, mam większy zasięg ramion. Nie zamierzam walczyć tak, jak on chce – mówi Robert Helenius, który 7 marca w Nowym Jorku zmierzy się z Adamem Kownackim.

Jak się pan miewa miesiąc przed starciem z Adamem Kownackim?
Robert Helenius: Trenuję tu, gdzie mieszkam z rodziną i trójką dzieci, czyli na Wyspach Alandzkich. To archipelag położony pomiędzy Szwecją a Finlandią. Trwa obóz przygotowawczy, mam tu sparingpartnerów. Moim pierwszym trenerem jest Johan Lindström, a pomaga nam także mój ojciec Karl. Tata prowadził mnie przez pierwszych jedenaście lat kariery, wliczając czasy boksu amatorskiego. Podczas sześcioletniego pobytu w Niemczech głównym szkoleniowcem był natomiast Ulli Wegner.

Co sprawi, że będzie miał pan przewagę nad naszym zawodnikiem?
Jestem od niego dużo wyższy, mam większy zasięg ramion. Mój plan polega na tym, żeby ruszać się i zadawać ciosy z dystansu. Nie zamierzam walczyć tak, jak chce Adam. Nie będę bił się z nim z bliska. Wolę narzucić mój styl, neutralizując jego sposób walki.

Kownacki jest bardzo agresywny, zadaje mnóstwo ciosów i narzuca nieustanną presję. Nie będzie trudno go zatrzymać?
Oczywiście, jest trudnym rywalem. Nie byłby tak wysoko w rankingach, gdyby było inaczej, to pewne. Ale przecież szykuję się do pojedynku znając jego atuty. Adam jest dobrym zawodnikiem, ma serce do walki i bardzo go szanuję. Sądzę, że najważniejszą rolę odegra przygotowanie kondycyjne. Duży nacisk kładę na pracę nóg. I sądzę, że szykowany styl okaże się dla Kownackiego trudny.

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>

 

Add a comment

Rok temu bez większych problemów znokautowałeś Geralda Washingtona, który latem gładko pokonał Roberta Heleniusa. Nie zlekceważysz Fina?
Adam Kownacki: Nie boję się o to. Jestem odpowiednio zmotywowany. Znalazłem się w takim miejscu kariery, że każda potencjalna wpadka mogłaby dla mnie oznaczać krok w tył, a nawet dwa, więc spokojnie. Powiem więcej: to dla mnie będzie cenna walka, bo Helenius jest niewygodnym rywalem. Jest wysoki [200 cm] i silny. Ma też duże doświadczenie, bo walczył z Dillianem Whyte czy Dereckiem Chisorą.

Walka z Finem ma być eliminatorem do pasa mistrzowskiego WBA. Czyli mam rozumieć, że twój kolejny pojedynek wreszcie będzie o pas?
Chyba tak. Ale zrozum, że boks to nie jest piłka nożna, gdzie masz rozpisany turniej i jasny kalendarz. W boksie jest wiele polityki, układów, układzików. Trudno przewidzieć, co przyniesie przyszłość. Zobacz na ostatnią walkę Michała Cieślaka z Ilungu Makabu. Przecież to był jakieś jaja. Polak przegrał, ale ciągłe przekładanie terminu walki i ogólnie bajzel jaki tam panował na pewno mu nie pomógł. Myślę, że Cieślak może kiedyś zostać mistrzem świata, bo boksować potrafi, a w dodatku sprawia wrażenie kumatego i pracowitego gościa.

Przepraszam, ale muszę: Ile zamierzasz ważyć w starciu z Heleniusem? Ostatnio waga wskazywała ponad 120 kilogramów.
Widzę, że już kumasz, że mnie irytują te ciągłe pytania o wagę. Po pierwsze możesz ważyć 120 kg i być grubasem z wielkim brzuchem, a możesz ważyć 120 kg i być wielkim schabem z siłowni. Tłuszcz nie waży tyle samo, co mięśnie. Tym razem wniosę do ringu około 117 kg. Pamiętajcie: sześciopak na klacie nie walczy. Ale czuję się lepiej niż ostatnie, jem rozsądniej. To na pewno.

Ile zamierzasz sprzedać biletów na galę?
Coraz więcej. Myślę, że około sześciu tysięcy. Przyjadą kibice nie tylko z Polski, ale dosłownie z całego świata: Irlandii, Włoch, i tak dalej. Nie mogę się doczekać biało-czerwonych barw i głośnego dopingu. Z kolei wzrost mojej popularności wiąże się z tym, że jestem normalnym gościem. Nie udaję nikogo. Ludzie widzą, że się nie zmieniłem przez ostatnie lata. Pokazałem im, ja i moja rodzina, że możesz wyjechać do Stanów nie mając nic i zrobić coś. Pokazuję, że ciężką pracą można coś osiągnąć, to motywuje kibiców. Ale jeszcze ostatniego słowa nie powiedziałem. Chcę zostać pierwszym polskim mistrzem świata w wadze ciężkiej.

Pełna treść rozmowy na Sport.pl >> 

 

Add a comment