Patronat medialny


 

Widok z helikoptera
Nie miałem tytułu, dopóki sobie nie przypomniałem, jak nazywają amerykańscy dziennikarze tych wszystkich, którym się wydaje, że wszystko wiedzą: to widok z helikoptera. Są gdzieś wysoko i daleko, widzą może 10 procent tego co się dzieje, ale zupełnie nie przeszkadza i to w wydawaniu ostatecznych osądów. "Widok z helikopetra"  doskonale pasuje do tego, zamieszania wokół Tomasza Adamka i propozycji jego walki z Roy’em Jonesem Juniorem, trochę przyćmiewając to, co najważniejsze - że 9 grudnia  Polak musi wygrać w Prudential Center z Vinny Maddalone.

Widok z helikoptera numer 1: Dziesięciu protestuje, 3 miliony ogląda
Jedna z rzeczy, które mnie najbardziej śmieszą, to określanie głosów kilkudziesięciu internetowych blogowiczów, którzy porównują walkę Adamka z Jonesem do końca świata jako "powszechnego głosu polskich kibiców". Musiałem przegapić fakt, kiedy  25 nie mających nic innego do roboty niż wpisywanie swoich uwag pod 5 różnymi pseudonimami  (to powszechne zjawisko na polskich stronach internetowych poświęconych boksowi) frustratów to "wszyscy kibice".  W 99 na 100 przypadkach zarówno Adamek jak niżej podpisany (wcale nie będący wbrew powszechnej opinii  na utrzymaniu ani Adamka ani jego menedżera) zarykują się ze śmiechu czytając podawane przez nich jako "fakty" lub pochodzące z pewnego źródła informacje służące im czasami do budowania paranoicznych teorii. "Gdybyśmy robili, albo nie robili walk dlatego, że ktoś coś napisze albo coś sobie ubzdura i żeby taką garstkę zadowolić, to w salach byłoby 35 osób, bokserzy byliby na ringu raz na trzy lata i zarabiali 500 dolarów za walkę" - powiedział mi kiedyś Lou DiBella, kiedy jeszcze organizował  walki dla HBO. Radzę te słowa zapamiętać, jeśli walka Adamka z mistrzem świata czterech kategorii wagowych odbędzie się...w Polsce.

Widok z helikoptera numer 2: "Adamek powinien walczyć z..."
Największa słabość Tomka Adamka nie ma nic wspólnego z tym, co robi na ringu, a wszystko poza nim. "Góral" przekazuje  kibicom wszystko co się dzieje wokół jego kariery, chce , żeby kibice byli jej częścią. Po prostu rozpieścił fanów ciągłym dostępem do informacji, zamiast - jak to 90 robi procent  jego kolegów po fachu - nie mówić nic, poza oficjalnymi konferencjami prasowymi i  trzyzdaniowymi  komentarzami w komunikatach promotorskich. Ten naprawdę bezprecendsowy dostęp do informacji myli się niestety niektórym z prawem mówienia Adamkowi...  co może robić, a co nie. Roger Bloodworth, który pod względem sportowym zna Adamka jak nikt inny, powiedział jeszcze przed walką z Michaelem Grantem, że Polak potrzebuje kilku walk bardziej dla  obycia ze swoją nową wagą i wymogami wagi ciężkiej niż jakichkolwiek specjalistycznych sprawdzianów przed braćmi Kliczko. "Tomek ani nie urośnie 15 centymetrów, ani nie wydłużą mu się ręce bo ma walczyć z Kliczkami" - mówi Bloodworth. "By mieć szansę na zwycięstwo,  musi tylko perfekcyjnie robić to, co już teraz potrafi robić bardzo dobrze - być bardzo szybkim, trudnym do trafienia i bardzo precyzyjnie bijącym bokserem. Dobór rywali ma znaczenie poboczne, bo nikt nie walczy tak jak bracia Kliczko. W momencie kiedy zaczynasz sie do nich dostrajać zamiast robić to, co umiesz, przegrałeś”. Tyle Bloodworth, który chce zrobić z Adamkiem to, co Freddie Roach zrobił z Manny Pacquiao, ale założę się, że "znawcy  z helikoptera" wiedzą lepiej...  

Dla Tomasza Adamka już teraz idealna pod względem sportowym i biznesowym, po pojedynku z Vinny Maddalone,  byłaby tylko jedna walka - z Davidem Haye.  Ale wystarczy zapytać się menedżerów braci Kliczko jak się negocjuje z Davidem lub popatrzeć na przyszłoroczną obowiązkową obronę pasa WBA, żeby wiedzieć, że szanse na taką walkę są mniej niż niewielkie. Nie ma też konkretnej oferty od Haye'a, a sumy o których mówi się w nieoficjalnych dyskusjach, są na razie śmieszne. Bo gdyby Adamkowi chodziło o milion lub dwa, to mógł już dawno przyjać oferty Kliczków i walczyć nie dla sportu, tylko dla pieniędzy. Adamek nie jest desperatem, chce zgarnąć zarówno tytuły jak i miliony i trudno go za to winić. Oprócz walki z braćmi Kliczko lub Haye, żadna inna nic rankingowo mu  nie daje, bo rywale  są za nim, a Teddy Atlas twierdzi, że jego Aleksander Powietkin, jedyny obok wspominanych wcześniej przed "Góralem" pięściarz  w rankingu "Ringu", "potrzebuje przynajmniej roku by stanąć do walki z Polakiem".

Widok z helikoptera numer 3: Wybiórcza pamięć
Kiedy Danowi Rafaelowi nie spodobał się pomysł Roy’a Jonesa Juniora by walczyć z  Adamkiem (przy okazji: dziennikarz ESPN ma problem z decyzją Jonesa, a nie Polaka), przeciwnicy tej walki natychmiast okrzyknęli go wyrocznią światowego pięściarstwa. Ci sami ukryci pod pseudonimami ludzie pisali, że Amerykanin "jak zwykle nie ma pojęcia o czym pisze bo nie zna europejskiego boksu", kiedy Rafael prześmiewał się z Alberta Sosnowskiego jako rywala w walce o tytuł mistrza świata Witalija Kliczko sugerując, że „Dragon” miałby szanse tylko gdyby Witalij miał wypadek samochodowy dzień przed walką, a może i wtedy niekoniecznie. To jest Rafael wyrocznią, czy nie jest?

W zgodnej opinii wszystkich pracujących w Stanach promotorów (plus kilku polskich), pod względem marketingowym i sportowym Adamek jest prowadzony wzorowo. Zyggi Rozalski, o którym panuje przekonanie, że dobiera rywali Polakowi by na tym zarobić (bzdura  bo  jeśli ktoś ma pojęcie  o stanie konta Rozalskiego to wie, że w odróźnieniu od ekipy Main Events pieniędzy "Górala" zupełnie nie potrzebuje) nie chciał czekać w nieskończoność aż zmaterializuje się kontrakt  z Bernardem Hopkinsem, wspólnie z Adamkiem podejmując decyzję o przejściu do wagi ciężkiej.  Wspólne ryzyko, które wtedy było wyśmiewane słowami, że "małego Adamka szybko w ciężkiej zabiją" się opłaciło i tylko dlatego Tomek stoi przed szansą walki o tytuł, o której nikt niespełna półtora roku temu nawet nie marzył. O tym też nikt nie pamięta - że Adamek  mógł tylko powtarzać w junior ciężkiej to, czego już  i tak dokonał, będąc niekwestionowanym numerem 1 rankingu "Ringu". "Ja się nie bawię w kanarki  na dachu, nie tracę czasu Adamka bo on go nie ma zbyt wiele. Walkę z Roy’em mamy w garści i jeśli nie będzie ciekawszej, realnej propozycji w pierwszej połowie 2011 roku, to walka się odbędzie. O drugą połowę też jestem spokojny” - mówi Rozalski. "Ja słucham tylko dwóch ludzi, Adamka i Rogera. Nic nie dzieje się przypadkiem".

Przemek Garczarczyk{jcomments on}