onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 


- Po przyjeździe do Niemiec nie miałem nic. Zaczynałem kompletnie od zera: bez mieszkania, bez samochodu, bez pracy, nawet roweru nie miałem. Później pracowałem na budowie i pomagałem w sklepie warzywnym i za to dostawałem jedzenie - wspomina w rozmowie z Witoldem Szmagajem swoje pierwsze dni po wyjeździe z Polski były mistrz świata dwóch kategorii wagowych Dariusz Michalczewski.

Jak Pan sobie radzi w okresie pandemii?
Dariusz Michalczewski: Siedzimy w domu od około 4 tygodni. Co jakiś czas jadę na zakupy - mniej więcej co osiem bądź dziesięć dni. Jakiegoś strachu nie mam o wirusa, bardziej się boję o rodzinę, o swoje dzieci. Ogólnie to my bardzo przestrzegamy zasad higieny i nigdzie nie wychodzimy. Raczej nas też nikt teraz nie odwiedza.

Czy Pana zdaniem ta cała przerwa wywołana koronawirusem będzie miała wpływ na formę sportowców? Mam tu na myśli szczególnie pięściarzy.
To na pewno...brak startów to jest duży problem, a co dopiero brak treningów. Chociaż wiem, że niektórzy robią co mogą, by zachować sprawność fizyczną.

Co by Pan polecił pięściarzom, żeby w tym trudnym okresie, że tak to nazwę "nie zardzewieli"? Co by robił Tiger jakieś 20-25 lat temu i byłaby taka pandemia jak dziś?
Ja się przygotowywałem do swoich pierwszych ligowych walk w Bundeslidze w pokoju. Mieszkałem wtedy w Hanau, a boksowałem w Leverkusen. Bez rękawic, walka z cieniem, skakanka, pompki, mięśnie brzucha i gimnastyka. Ja boksowałem już wtedy naprawdę z poważnymi rywalami. To były już czasy, kiedy połączyły się DDR-y i zawodnicy w lidze byli naprawdę wymagający. Pierwsze przygotowania nie były profesjonalne, ale mimo wszystko dawałem sobie radę. Jak się chce to można.

Aktualnie skupia się Pan na rodzinie, na swoich interesach, ale rozumiem, że boks cały czas Pan śledzi?
Tak jak najbardziej.

Szpilka zaproponował poprzez media społecznościowe rewanż Tomkowi Adamkowi. Stwierdził, że może odbyć się w HW. Jak Pan to widzi po ostatnim pojedynku Szpilki z Radczenko?
Jak dla mnie to są… jakieś nierealne rzeczy, bo przecież Tomek skończył karierę. Jakby żył Muhammad Ali to i z Alim by Artur chciał zaboksować...chyba już sporo oberwał.

Był Pan ostatnio na kilku galach nowego Universum. Jakie wrażenia? Jak Pan je ocenia?
Raczkują… Te pojedynki są niezłe na poziomie hamburskim, że tak powiem. Są wyrównane. Chłopacy dosyć dobrze boksują, ale nie będę ukrywał, że poziom w boksie przez ostatnie parę lat spadł. Kiedyś, jak wstawałem w nocy to potrafiłem wymienić pierwszą dziesiątkę w wadze ciężkiej, czy cruiser albo półciężkiej. A dzisiaj? Ciężko znaleźć takie nazwiska jak kiedyś. Wiadomo, że są dobrzy pięściarze jak Fury, Joshua, Wilder czy np. Ruiz, ale to już nie to, co było kiedyś choćby w latach 90. Na taki stan wpływa dużo bodźców, np. młodzież jest nastawiona na szybkie "strzały", za szybko przechodzą z amatorstwa na zawodowstwo. Chcą od razu odnieść wielki sukces i zarabiać duże pieniądze, a tak się nie da. To są wyrzeczenia i ciężka praca. Sukces boli i młodzież nie daje sobie rady, bo nie wytrzymują tego psychicznie.

Mialem przyjemność zrobić kilkukrotnie wywiad z Ismailem Oezenem. Zawsze się dobrze o Panu wyrażał. Nadal razem współpracujecie?
Tak, telefonujemy regularnie. Ja miałem pracować dla niego, ale jak zobaczyłem, jaką on dobrał sobie drużynę wokół siebie, to zrezygnowałem. Dzwonił do mnie ostatnio bym mu doradził w pewnych sprawach. Ja to będę nadal robił. On zawsze pyta czy o treningi, czy o organizacje gal. Często mnie pyta, jak ja to widzę, pyta o poradę. Rozmawiamy często. On jest, że tak powiem moim fanem i wychował się na moich pojedynkach.

Słyszał Pan zapewne o tej sytuacji z ZDF, która najpierw zrezygnowała z pokazywania gal Universum twierdząc, że reprezentujący je zawodnik Artem Hartyunan jest zbyt mało popularny i nie kojarzy się z Niemcami. Ostatecznie ZDF będzie pokazywać ich gale, ale Oezen musiał się odwoływać. Jak Pan to skomentuje?
Słyszałem o tym, tylko dokładnie nie znam problemu, ale myślę, że komentarz dla "Bildu" był niepotrzebny. Koniec końców będą razem współpracować.

Czy myśli Pan, że pojawi się jeszcze taki pięściarz w Niemczech, który będzie obcokrajowcem i będzie porównywalnie popularny i osiągnie podobny sukces jak Pan czy bracia Klitschko? Ok był Abraham, był Huck, Sturm, ale wy jednak graliście w innej lidze.
To prawda, Kliczkowie i ja byliśmy jednak na innym poziomie szczególnie bracia Klitschko, bo to jednak była waga ciężka - dwóch braci fenomen. Natomiast ja nie miałem tak dobrze jak bracia Klitschko, kiedy przyjechali do Hamburga bodajże w 97. Jak wspomniałem, ja się przygotowywałem na początku w pokoju do pojedynków, a bracia przyjechali już do gotowej siłowni, mieli zupełnie inny standard i pieniądze. Zaczynali od innego pułapu jednak to zawodowstwo, a u nas w Universum to ja robiłem Gym, to ja mówiłem, gdzie ma być sprzęt, worki, drabinki itd. To wszystko ja ustawiałem, zanim przyszedł Fritz Sdunek (śmiech). Żeby osiągnąć status takiej gwiazdy jak bracia Klitschko czy chociażby ja w tamtych czasach, to trzeba mieć to coś, coś więcej. Trzeba świetnie boksować, wygrywać, być mistrzem, ale trzeba też mieć osobowość. Mnie ludzie kochali, bo ja byłem otwarty na nich i na życie. Ja chciałem ludzi poznawać, czy inne gwiazdy jak Skorpionsów czy Bruna Bruni. Poznałem też gwiazdy piłki nożnej np. Beckenbauera czy Klinsmanna. Chodziłem trenować na Sankt Pauli piłkę nożną. Wyobraź sobie, że nie odróżniłby ktoś tego, że nie jestem zawodowcem na tyle byłem dobry (śmiech). Ja tych ludzi wszystkich znałem, spotykałem się z nimi po treningach w restauracjach. To była wówczas śmietanka - ludzie prominentni, ale nie tylko. Ja po prostu utrzymywałem kontakt z ludźmi. Ja kochałem poznawać życie i ludzi. Dlatego później wypełniałem hale na moich pojedynkach.

Add a comment

Czytaj więcej...

W marcu odbyły się ostatnie bokserskie gale na terenie Polski. Imprezy jeszcze z udziałem publiczności organizowane były w Łomży i Dzierżoniowie.

Wybuch epidemii koronawirusa sprawił, że promotorzy boksu na całym świecie zaczynają rozważać organizację imprez bez udziału publiczności lub z jej ograniczonym udziałem. Andrzej Wasilewski niedawno zapowiedział w mediach społecznościowych, że jego zdaniem będzie to możliwe już latem.

- Nie rozumiem totalnie skrajnych postaw. Panika paniką, ale jestem praktycznie pewien, że imprezy sportowe takie jak nasze gale bokserskie ruszą szybciej niż wszyscy myślą. Może nawet do wakacji - stwierdził szef KnockOut Promotions, największej polskiej stajni bokserskiej.

Wasilewski już wcześniej wspominał, że walką wieczoru podczas pierwszej takiej imprezy mógłby być rewanżowy pojedynek Pawła Stępnia z Markiem Matyją. Walka na szczycie polskiej wagi półciężkiej odbyła się po raz pierwszy w lipcu ubiegłego roku. Po dziesięciu rundach sędziowie wypunktowali remis.

Chęć organizacji imprez latem wyrazili również Mariusz Grabowski oraz Jerzy Mazur. Na ich galach kibice mogliby zobaczyć w ringu m.in. Roberta Parzęczewskiego oraz Mariusza Wacha, który stoczyłby w ten sposób pierwszą walkę od ubiegłorocznej porażki z Dillianem Whytem.

Add a comment

Jak znosisz tę całą sytuację? Widziałem, że odkurzyłeś starą siłownię i tam pracujesz nad swoją formą.
Robert Parzęczewski: Jedni mają lepsze warunki do trenowania, inni gorsze, ale trzeba sobie jakoś radzić i coś robić, żeby kompletnie się w tym czasie nie zapuścić. Wiadomo, że to, co robię, czyli głównie treningi siłowe, to tylko podtrzymanie aktywności na tyle, na ile jest to możliwe. Nie ma mowy, żeby w ten sposób przygotowywać się do walk, ale na pewno pomoże organizmowi cały czas być na jakichś obrotach. Z trenerem Grzegorzem Krawczykiem mamy od poniedziałku do piątku dostęp do salki treningowej, gdzie jest worek i tam robimy zajęcia bokserskie. Nie chodzi o to, żeby cały czas być w topowej formie, bo to nie ma żadnego sensu, ale na pewno ruch jest wskazany i trzeba coś robić. U rodziców w kamienicy na strychu odkurzyłem starą siłownię, w której kiedyś z kolegami zaczęliśmy dźwiganie ciężarów.

11 lipca do data pewna, niepewna czy na ten moment tylko plan, któremu daleko do realizacji?
Rozmawiałem z Mariuszem Grabowskim i powiedział, że chce, aby wydarzenie odbyło się tego dnia. Czy tak będzie? Mam nadzieję, ale wiadomo, że są organy państwowe, które mogą te plany pokrzyżować i nic z tym nie zrobimy. Czy taka gala, bez udziału publiczności, będzie się opłacała organizatorom? Nie wiem, trudno mi się wypowiedzieć. Drugie pytanie: z kim miałbym zawalczyć tego 11 lipca? Mariusz ma wielu zawodników, więc będzie mógł zrobić polsko-polskie pojedynki. Z kim ja miałbym się zmierzyć? Nie widzę nikogo w naszym kraju, z kim mogę skrzyżować rękawice, biorąc pod uwagę wszystkie czynniki i warunki na krajowym podwórku. Rywal zza granicy raczej nie przyleci, być może będzie mógł przyjechać, ale tego też nie wiemy, bo nie wszyscy będą chcieli boksować. Pojawia się wiele pytań, a na ten moment nie znamy na nie odpowiedzi.

Nie zamartwiasz się trochę tym, że twoja kariera może teraz wyhamować? Wszystko szło zgodnie z planem - walki w telewizji, coraz wyżej na karcie z coraz lepszymi pięściarzami. Teraz wszystko może stanąć i trzeba będzie wrócić do momentu sprzed - dajmy na to - dwóch lat.
Staram się o tym nie myśleć i się nie dołować. Nie będę ukrywał, że liczę na szansę zagraniczną. Nie tylko my w Polsce mamy problemy, ale na całym świecie wszystko wywróciło się do góry nogami i zagraniczni pięściarze też mogą mieć mniej szans do boksowania i nie będą mieli rywali, a wtedy rozpoczną się poszukiwania, na czym ja mogę skorzystać. Taki David Lemieux nie będzie miał rywala, to ja z chęcią podejmę wyzwanie i się z nim zmierzę. Jestem gotowy na wyzwania i wielkie walki, może to odpowiedni czas, żeby stawać czoła takim wyzwaniom.

Pełna treść artykułu na Infosport.pl >>

 

Add a comment

 

- Jestem pewien, że moja walka z Adamem Kownacki dobrze by się sprzedała - mówi Łukasz Różański, bokser Stali Rzeszów, który na swój kolejny pojedynek w zawodowym ringu czeka od lipca 2019.

- Adam musi się odbudować po porażce z Heleniusem. Być może skusi się na walkę ze mną. Teoretycznie mógłbym być dla niego łatwym rywalem, a jeśli chodzi o pieniądze, to uważam, że znalazłyby się na taką walkę - tłumaczy rzeszowianin, który ostatni pojedynek stoczył w lipcu 2019 z Izu Ugonohem.

Promotorzy Knockout Promotion, z którymi rzeszowianin współpracuje, zapowiadali dużą walkę dla Łukasza 23 maja w Rzeszowie, ale przez pandemię raczej nie dojdzie ona do skutku w tym terminie.

- Na razie, to nikt nic nie wie. Kiedy? Gdzie? Czy w ogóle będą jakieś gale w najbliższym czasie? Jeśli świat szybko upora się z pandemią, to gala w lipcu w Rzeszowie byłaby możliwa - powiedział Różański.

Pełna treść artykułu w "Nowinach" >>

 

Add a comment

Andrzej Wasilewski zapowiedział, że być może jeszcze w pierwszej połowie roku grupa KnockOut Promotions zorganizuje pierwszą galę bokserską od czasu wybuchu epidemii koronawirusa na terenie Polski. Ostatnia impreza największej polskiej grupy promotorskiej odbyła się na początku marca w Łomży.

- Jestem praktycznie pewien, że imprezy sportowe takie jak nasze gale bokserskie ruszą szybciej niż wszyscy myślą. Może nawet do wakacji - stwierdził Wasilewski.

- Dzisiaj organizowanie imprez sportowych nie jest bezpieczne. Ale za kilka tygodni kto wie? Myślę, że sytuacja będzie już inna - dodał szef grupy KnockOut Promotions.

Pierwsze imprezy organizowane będą bez udziału publiczności, prawdopodobnie w studiu telewizyjnym lub miejscu do tego przystosowanym. Z uwagi na zakaz podróżowania, walki na takiej gali toczyliby wyłącznie Polacy.

Add a comment

Z powodu pandemii koronawirusa nie ma obecnie szans na przeprowadzenie jakichkolwiek wydarzeń sportowych z udziałem publiczności. W przypadku sportów walki, promotorzy rozważają organizację gal w studiach telewizyjnych. Ostatnio mówił o tym także szef Knockout Promotions Andrzej Wasilewski. – Musiałyby być badania – zaznacza Fiodor Łapin w rozmowie z "Super Expressem".

- Warunkiem koniecznym, by taka gala w okrojonych warunkach mogła się odbyć, są badania. W Polsce nie robi się ich tak dużo, ale w tym przypadku przed wejściem do studia, musiałyby one być. To podstawa. Na tej samej zasadzie mogłyby odbywać się treningi grupowe. Np. trener i kilku sparingpartnerów, ale każdy musiałby przejść test – zaznacza szkoleniowiec w rozmowie z "SE".

W przypadku takich gal w związku z obostrzeniami, dotyczących zamknięcia granic, w grę wchodziłyby wyłącznie pojedynki polsko-polskie. To oznaczałoby, że trener Łapin miałby na takiej gali ręce pełne roboty, biorąc pod uwagę, że w większości walk, występowaliby jego zawodnicy.

- To nie byłoby proste zadanie, ale poradziłbym sobie. Szczerze mówiąc, wolę gdy na gali mam nawet sześciu zawodników, niż tak jak ostatnio w Łomży dwóch. No, chyba że mówimy o walce o mistrzostwo świata. Wtedy wolę w stu procentach poświęcić się jednemu zawodnikowi - tłumaczy Łapin.

Pełna treść artykułu w "Super Expressie" >>

 

Add a comment

Marcin Najman zapowiedział, że zamierza wrócić do organizowania gal bokserskich. Ostatnią imprezę "El Testosteron" zorganizował w kwietniu ubiegłego roku.

- Nie wiadomo co dalej z boksem zawodowym w Polsce. Nastał bardzo ciężki czas. Jednak pragnę zadeklarować, że jak tylko zostaną w naszym kraju przywrócone imprezy masowe, zorganizujemy gale Boxing Night 16 - zapowiedział w mediach społecznościowych Najman.

- Głównie dlatego, by tacy zawodnicy jak Marcin Rekowski, Ewa Piątkowska , Adam Koprowski czy Przemysław Opałach mogli powrócić na ring. Nie zostawię Was z tym wszystkim - dodał zawodnik z Częstochowy.

Najman niedawno zapowiedział, że wróci do sportu wyłącznie na pożegnalną walkę. W tym pojedynku jego rywalem ma być Kasjusz Życiński, który ma za sobą występy w lidze World Series of Boxing.

Add a comment

Łukasz Różański w ostatnich tygodniach miał sporo ofert walki. - Szkoda tylko, że te wszystkie gale odwołali - mówi bokser Stali Rzeszów, który ostatni swój pojedynek stoczył w lipcu ubiegłego roku, a na kolejny jeszcze trochę poczeka.

Różański miał stoczyć walkę w listopadzie w Zakopanem, ale dopadła go grypa, spędził prawie dwa tygodnie w łóżku i pojedynek trzeba było odwołać. Kolejna walka szykowała się na 7 marca w Łomży podczas gali Szpilka - Radczenko. Gdy Łukasz już spakowany czekał na wyjazd do Łomży, dostał wiadomość, że jego rywal Łotysz Eriks Kalasnikovs wylądował w szpitalu.

Potem ku radości boksera posypały się kolejne oferty. - Pojawiły się dwie oferty z Polski, jedna dwa tygodnie po gali w Łomży, kolejna w kwietniu. Była też propozycja z Rosji na kwiecień - mówi Łukasz Różański. - Co z tego zaraz potem zaczęła się panika związana z koronawirusem i już wiedziałem, że nic z tego nie wyjdzie. Potwierdziło się, obie gale w Polsce odwołano. Ta w Rosji ponoć jeszcze nie została odwołana, ale tylko czekać, aż to nastąpi. Nawet nie zaprzątałem sobie nią głowy. Odpuściłem. Postanowiłem trochę odpocząć, bo ileż można wytrzymać w reżimie treningowym, z myślą, że może za chwilę będę miał walkę.Na walki w tym półroczu raczej się nie zanosi.

Mówiło się, że Knockout Promotion szykuje dużą walkę dla Różańskiego na 23 maja. To miała być gala w Rzeszowie, ale prawdopodobieństwo, że taka się odbędzie, jest teraz niemal równe zeru.

Pełna treść artykułu w nowiny24.pl >>

Add a comment

Nie wcześniej niż w czerwcu dojdzie do walki o wakujący tytuł mistrza Unii Europejskiej wagi junior ciężkiej pomiędzy Nikodemem Jeżewskim (18-0-1, 9 kO) i Dylanem Bregeonem (11-0-1, 3 KO). Początkowo pojedynek planowano na 24 kwietnia.

To jedna z wielu w Europie gal, która została przełożona z powodu koronawirusa. Promotorzy Francuza wygrali przetarg na organizację tego pojedynku, wykładając 12 tysięcy euro.

Polak niedawno miał okazję sparować z Mairisem Briedisem, który przygotował się do walki z Yunielem Dorticosem w finale WBSS. Starcie Łotysza z Kubańczykiem odbędzie się z kolei najwcześniej w maju.

25-letni Bregeon ostatni raz boksował na początku lutego, pokonując na punkty z Olivierem Vautrainem. Francuz dzięki tej wygranej zdobył tytuł zawodowego mistrza swojego kraju w limicie do 90,7 kg. Jeżewski ostatni raz boksował w grudniu, wygrywając na punkty z Tomasem Lodim.

Add a comment

- Życie bokserskie z powodu koronawirusa mocno zwolniło, ale trener Piotr Wilczewski i jego podopieczni starają się utrzymać odpowiednią dyspozycję. – My naprawdę nie możemy narzekać, jesteśmi zdrowi i to teraz się tylko liczy – powiedział trener tvpsport.pl.

Z tego co widziałem na mediach społecznościowych trening trener jednak prowadzi.
Piotr Wilczewski: Na sali nie ma żadnych zajęć grupowych, przychodzę tylko ja, Mariusz Wach, Kamil Łaszczyk i Kamil Bednarek. Ale to też nie tak, że wszyscy razem, ale zazwyczaj są tylko dwie osoby. Zdarzyło się, że były cztery, ale to jak jedni wchodzili, a inni wychodzili. Mijanka.

Mariusz Wach miał walczyć 28 marca w Niemczech i choć większość sportowych imprez odwołano wcześniej, to w waszym przypadku zwlekano. Jak "Wiking" zareagował na taką, a nie inną decyzję?
Negatywnie, źle. Dobrze się czuł, sparingi wyglądały bardzo fajnie. Sparował z czterema rywalami i praktycznie każdego udało mu się zajechać.

Nie będzie walki Wacha, nie będzie też Kamila Łaszczyka. Ciężko podtrzymać formę u zawodników?
Kiedyś jak jakaś walka była odwołana, to zaraz wpadała inna propozycja, a teraz nikt nie wie ile taki stan rzeczy jeszcze potrwa. Dlatego trudno się do czegoś takiego przyzwyczaić i na coś takiego przygotować. Staramy się jakoś podtrzymać formę, poruszać się, ale wiele więcej zrobić nie możemy. Nie mam zielonego pojęcia, kiedy to się zmieni.

Pełna treść artykułu na Tvpsport.pl >> 

 

Add a comment

Najwcześniej 23 maja odbędzie się kolejna gala grupy KnockOut Promotions. W rozmowie z TVP Sport szef największej polskiej stajni Andrzej Wasilewski wierzy, że organizacja imprezy pięściarskiej w tym terminie będzie możliwa.

- Na razie jednak czekamy na rozwój wypadków. Mamy termin gali na 23 maja i wierzę, że gala ta dojdzie do skutku, ale i tak sport teraz jest na dalszym planie - mówi TVP Sport Wasilewski.

Pandemia koronawirusa sprawiła, że bokserski kalendarz został na najbliższe tygodnie wyczyszczony niemal na całym świecie. W niektórych krajach rozważana jest organizacja gal bez udziału publiczności.

- Wszystko zależy od gaż zawodników. Najczęściej to około 70 procent budżetu całej gali. Myślę, że bez kibiców i ze wsparciem partnera telewizyjnego można by zrobić imprezę na przykład z takimi pięściarzami jak Przemysław Zyśk czy Kamil Bednarek, ale już z Arturem Szpilką czy Krzysztofem Głowackim bez szans - ocenia szef KnockOut Promotions.

O galach bez kibiców myśli m.in. Eddie Hearn, który chciałby takie imprezy organizować na Wyspach Brytyjskich. Podobny scenariusz rozważa również Bob Arum, szef grupy Top Rank.

Add a comment