Patronat medialny


 


Grzegorz Proksa28 czerwca w Jacksonville na Florydzie dojdzie do walki Grzegorza Proksy (29-2, 22 KO) z Sergio Morą (23-3-2, 7 KO), byłym mistrzem świata WBC w wadze junior średniej. 32-letni pięściarz z Los Angeles zapowiada, że style walki prezentowane przez niego oraz polskiego pięściarza zapewnią znakomity pojedynek. Jeśli wygra Proksa, ma otrzymać drugą w karierze szansę walki o mistrzostwo świata. Do gry chce wrócić także Mora, od potyczki z Shane'em Mosleyem borykający się z problemami promotorskimi. Starcie w kategorii średniej zakontraktowano na 10 rund.

- Przegląd Sportowy: Możemy już oficjalnie rozmawiać o pańskiej walce z Grzegorzem Proksą, do której ma dojść 28 czerwca w amerykańskim Jacksonville?
Sergio Mora:
Kontrakt podpisałem już cztery tygodnie temu. W międzyczasie usłyszałem od Arthura Pelullo (szef Banner Promotions, organizator gali - przyp. red.), że Proksa nie zaakceptował warunków. Miałem walczyć z Derekiem Ennisem, ale ostatecznie dowiedziałem się, że rywalem jednak będzie Polak. Wszedł w to Proksa, wszedłem ja, weszła stacja ESPN 2 - no to jedziemy. Cały obóz spędzam u siebie w Los Angeles. Na Florydę ruszamy 25 czerwca.

- Po walce z Shane'em Mosleyem w 2010 roku zapowiedział pan zmianę stylu walki na bardziej agresywny.
Uważam, że w tej walce to ja byłem lepszy. Mierzyłem się z legendą boksu, której nikt przedtem nie znokautował. Sądziłem, że prowadzę na punkty, o czym zresztą zapewniali mnie sekundanci. Zakończyło się szkodliwym dla mojej kariery remisem. Uświadomiłem sobie, że już nigdy nie powinienem liczyć na obiektywizm sędziów. Stać się agresywnym bokserem i przy tym beztroskim w ringu - to nie takie proste. Trzeba było jednak zmodyfikować styl i zmienić parę rzeczy, żeby w takich walkach mieć pewność wygranej na punkty. Sędziowie, miejsce walki, promotor - w każdej walce jest dużo polityki. Dlatego wiem, że muszę być skuteczny i jeśli mam szansę wygrać przez nokaut, to absolutnie powinienem ją wykorzystać.

- Proces zmian jest już zakończony?
Każdego dnia czegoś się uczę, nabieram doświadczenia. Proksa to bardzo trudny przeciwnik. Mańkut, szybki, mocno bijący. Walczy podobnie jak ja, w stylu Latynoskiego Węża (to pseudonim Mory - przyp. red.)! Doceniam to, jak bił się z Giennadijem Gołowkinem. Przegrał, ale z tym twardzielem podjął prawdziwą walkę. Mam przeczucie, że stworzymy świetne widowisko. Stawię czoła wszystkiemu, co będzie chciał wykorzystać przeciwko mnie. To powinien być świetny pojedynek, będzie na co popatrzeć. Może ci, którzy oglądali moje walki stwierdzą, że rzadko wygrywam przed czasem, ale styl robi walkę. Nasze style powinny zapewnić ekscytujące starcie.

- Brian Vera, z którym ostatnio stoczył pan dwie walki, to rywal podobnego formatu co Proksa?
Brianowi niczego nie odmawiam, ale sądzę, że pod względem umiejętności Proksa jest nawet nie trochę, ale o wiele lepszy. Vera to twardy gość, mocno bije i potrafi przyjąć cios, ale naprawdę nie sądzę, abym przegrał którąkolwiek z tych walk. Zgoda, pierwsza była wyrównana, ale werdykt w drugiej to już jawny rozbój! Tak to jest, gdy walczysz z facetem na jego terenie, u jego promotora i tak dalej. Proksę oceniłbym na poziom B. To bez dwóch zdań niebezpieczny bokser.

- Galę w Jacksonville organizuje współpromotor Proksy. Znowu może pan mieć kłopoty?
Biorę to wszystko pod uwagę, proszę mi wierzyć. Ale nie mam wyboru. Potrzebuję walk pokazywanych przez telewizję, nie mogę pozwolić sobie na kolejne przerwy. Jeśli spotka mnie jeszcze jedno oszustwo, ludzie przynajmniej zobaczą to przed telewizorami. Nie chroni mnie żaden promotor, jestem wolnym agentem. Walcząc w Jacksonville, wchodzę w następną ryzykowną sytuację. Na konferencji prasowej uprzedzę, że nienawidzę bokserskiej polityki, poproszę, aby potraktowano mnie sprawiedliwie i zaznaczę, że najważniejszych jest dwóch uczciwych bokserów, którzy znajdą się w ringu i dadzą z siebie wszystko.

- Jak to jest, że jako zwycięzca znanego programu telewizyjnego "The Contender" i były mistrz świata WBC wagi junior średniej nie ma pan kontraktu z silnym promotorem?
Po remisie z Mosleyem mój promotor oraz menedżer Cameron Dunkin byli bardzo zawiedzeni moją postawą. Dawali mi do zrozumienia, że to jakby koniec mojej kariery. Zastanawiałem się, jak remis z taką legendą może zatrzymać moją karierę? Poprosiłem, żeby zwolnili mnie z kontraktu. Teraz wiem, że mieli trochę racji i jedyną drogą powrotu do gry jest pokonywanie wysokiej klasy rywali w walkach transmitowanych przez telewizję. Czekam na wyzwania. Jest nim starcie z Proksą, więc staję do walki.

- Grzegorz Proksa na pewno przeczyta ten wywiad. Co chciałby mu pan przekazać?
Grzegorz, podziwiam twój styl walki i przyjemnością będzie znaleźć się z tobą w ringu. Walczymy w podobny sposób. Niech to będzie konfrontacja polskiego węża z latynoskim wężem. Przekonajmy się, który groźniej kąsa (śmiech). {jcomments on}