Patronat medialny


 


- Zabrakło nam czasu. Nie było mnie z Grześkiem w ostatnim tygodniu sparingów, kiedy pięściarz nabiera "ostrości", nie tarczowaliśmy. Trzeba coś z tym zrobić, bo na najwyższym poziomie tak nie da się pracować. Po walce zaczęliśmy ten temat, ale na wnioski potrzebujemy czasu - mówi trener Fiodor Łapin po przegranej Grzegorza Proksy (29-3, 21 KO) z Sergio Morą (24-3-2, 7 KO).

Piątkowa porażka na punkty w Jacksonville na Florydzie przekreśliła nadzieje polskiego pięściarza na rychłą walkę o jeden z prestiżowych pasów w wadze średniej. Mora zneutralizował jego największe atuty, a bladym na tle sprytniejszego rywala występem Proksa nie zrobił sobie dobrej reklamy na amerykańskim ringu. Surowy wobec "Super G" był nie tylko komentujący walkę dla ESPN2 Teddy Atlas, który punktował 98:93 (siedem rund dla Mory, dwie dla Proksy, jedna remisowa), ale i polscy obserwatorzy. Wróciły sztandarowe zarzuty: skromne jak na wagę średnią warunki fizyczne i ciekawy dla oka, ale niekiedy mało efektywny styl walki.

- Mora ewidentnie nie odpowiadał Grześkowi, który woli rywali walczących siłowo, trochę wolniejszych. Biorąc pod uwagę dużą różnicę wzrostu i zasięgu ramion, aby myśleć o wygranej musiałby zaprezentować swój najlepszy boks - ocenia Fiodor Łapin, szkoleniowiec Proksy. - Nie wspominając o Giennadiju Gołowkinie, którego poziom to kosmos, Grzesiek przedtem nie rywalizował z tak sprytnym rywalem. Zabrakło rutyny, cwaniactwa. W takich walkach pięściarz uczy się obrony intuicyjnej, a nie opierającej się jedynie na trzymaniu gardy lub odskokach. Nie udało się też zrealizować wszystkich założeń. Morę trudno było trafić i trzeba było to nadrabiać aktywnością, wyprowadzaniem serii, wiedząc nawet, że z pięciu uderzeń skuteczne będzie jedno. Za mało było też kontr i ciosów na dół, które powinny zepchnąć Morę do lin, a za dużo na głowę - wymienia trener.

Łapin nie ukrywa, że Proksie zaszkodziło jeszcze jedno. Na finiszu przygotowań musiał opuścić pięściarza, aby w Moskwie opiekować się Krzysztofem Włodarczykiem przed obroną tytułu WBC z Rachimem Czakijewem. - Nie ma co ukrywać, że zabrakło nam czasu. Nie było mnie z Grześkiem w ostatnim tygodniu sparingów, kiedy pięściarz nabiera "ostrości", nie tarczowaliśmy. Trzeba coś z tym zrobić, bo na najwyższym poziomie tak nie da się pracować. Po walce zaczęliśmy ten temat, ale na wnioski potrzebujemy czasu - mówi trener, którego głównym pracodawcą jest grupa Ulrich KnockOut Promotions. 28-letni Proksa nie jest jej zawodnikiem.

Po przegranych z Gołowkinem i Morą kierunek amerykański w karierze "Super G" wydaje się nieaktualny. Promotorem Polaka pozostaje brytyjska grupa Matchroom Sport i możliwe, że "Super G" pozycję będzie próbował odbudować na Wyspach. Po zwycięstwie nad Sebastianem Sylvestrem w 2011 roku mało kto chciał się z nim zmierzyć, walki odmówił choćby były mistrz świata Sebastian Zbik. Atutem Proksy jest znane nazwisko, a porażka z niedocenianym Morą paradoksalnie może zaowocować ciekawymi ofertami. Może najbliższym celem zostanie pas europejskiej federacji, który Polak zdobywał już dwukrotnie?