onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 


ProksaIlu my już mamy wicemistrzów świata w tym boksie! - próbował żartować jeden z moich kolegów po walce Grzegorza Proksy z Kazachem Giennadijem Gołowkinem. Walce do jednej bramki. Niestety, tej Polaka. Wszystko było źle, od początku do końca. Nie będę ukrywał, pomyliłem się, bo liczyłem na więcej. Gołowkina też nie doceniłem, chociaż nie wiem czy to on był taki dobry, czy jednak Proksie tak bardzo nie wyszła ta walka. Kazach na tle Polaka był szybszy, precyzyjniejszy, silniejszy i tak dalej... Swoją drogą, trochę mi to przypomniało pojedynek Tomka Adamka z Ukraińcem Witalijem Kliczką. Bomby na początku, który ustawiły wszystko co działo się dalej. Wtedy napisałem, że to była różnica klas. Teraz mógłbym wszystko powtórzyć.

Najłatwiej byłoby teraz zrównać Proksę z ziemią, napisać, że porwał się na niemożliwe, ale to jest bez sensu. Zresztą wielu (tradycyjnie zresztą przy takich okazjach) już to zrobiło. Ale co Polak miał zrobić? Nie przyjąć szansy? Nie spróbować swoich sił? Czekać na lepszy moment, wygodniejszego rywala?

A gdyby się nie doczekał? Znowu pojechałby do Anglii i walczył ze świadomością, że musi wygrywać przed czasem, bo tam nigdy nie będzie "u siebie". Zresztą, nigdy nie był, zawsze walczył na wyjeździe. Oczywiście, możemy dywagować czy półtora miesiąca, zaraz po wcześniejszej walce, to wystarczający okres na przygotowania, czy walka rewanżowa z Kerrym Hopem nie zabrała Polakowi zbyt wiele energii, bo podchodził do niej bardzo osobiście. Ba! Wreszcie można dyskutować czy przylot do USA tydzień przed walką to wystarczający czas na aklimatyzację.

Proksa wraca dzisiaj do kraju, ma o czym myśleć, nad czym pracować i co poprawiać, bo nie wierzę, żeby ten chłopak się załamał. Przede wszystkim musi jednak odpocząć. "Dla mnie już urlop" - napisał mi wczoraj Grzesiek. Odpoczywaj chłopie i wracaj na salę. Jestem bardzo ciekawy w jakim kierunku rozwinie się teraz kariera ambitnego gościa z Węgierskiej Górki.

Po walce w Veronie nie można odmówić mu jednego - serca. Padł na twarz, a jednak wstał i chciał szukać szansy dalej. Tym razem serce to jednak za mało. Poza tym, oczywiście sędzia postąpił bardzo mądrze, bo skończyłoby się jeszcze smutniej.{jcomments on}

Add a comment

Proksa GołowkinTomasz Adamek: Nie rozmawiałem z Proksą, ale jestem ciekaw jednego - jak zniósł aklimatyzację, jak się czuł w dniu walki, bo przecież przyleciał do USA kilka dni przed wejściem do ringu. To wszystko szczegóły, ale składają się na całość obrazu. Oglądałem walkę z moim trenerem Rogerem Bloodworthem i on mówił, że Grzesiek na pewno ma papiery na świetnego boksera, ale powinien pomieszkać w USA dwa-trzy lata. Proksa na pewno pokazał wielkie serce, wstawał po każdym nokdaunie, a to się w boksie ceni, więc za to należą mu się brawa.

Paweł Kołodziej: Ta walka potwierdziła, że Gołowkin to prawdziwy mistrz i absolutna czołówka wagi średniej. (...) Był znakomicie przygotowany, bardzo spokojny, skupiony, cały czas "siedział" na Grzesku, nie pozwolił mu rozwinąć skrzydeł. (...) Skąd gorsza dyspozycja [Proksy]? Nie chodzi raczej o aklimatyzację, siedem dni to optymalny okres. Gołowkin jest po prostu lepszym pięściarzem. Szukając pozytywów - to dla Grześka kolejna cenna lekcja. Wciąż jest młody i na pewno dostanie jeszcze dużą szansę.

Mateusz Masternak: Sądzę, że na przegraną złożyło się kilka elementów - niewiele czasu na przygotowania, aklimatyzacja w USA, klasa rywala i źle dobrana taktyka. Grzesiek powinien był boksować przede wszystkim z wykorzystaniem wysuniętej ręki, a więc uderzać prawym prostym lub sierpowym. Trzeba było przemieszczać się za lewą rękę Gołowkina i tym samym oddalać się od szczególnie niebezpiecznej prawe dłoni rywala. (...) Myślałem, że będzie lepiej, bo przecież Proksę również można zaliczać do światowej czołówki. Szacunek za podjęcie walki, ambicję, zostawienie w ringu wiele zdrowia, ale to za mało.

Więcej na temat sobotniej walki Proksa - Gołowkin w dzisiejszym "Przeglądzie Sportowym"!{jcomments on}

Add a comment

Proksa- Przed piątą rundą powiedziałem swojemu podopiecznemu, że Kazach napiera i trzeba go zaskoczyć jakimś dynamicznym ciosem. Nie udało się - mówi Fiodor Łapin, trener Grzegorza Proksy (28-2, 21 KO) w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego".

- Naszym zadaniem walka Grzegorza Proksy z Giennadijem Gołowkinem od początku wyglądała źle. Też ma pan takie wrażenie?
Fiodor Łapin:
Tak. Grzesiek spotkał się z bokserem prezentującym trzy razy wyższy poziom niż choćby Niemiec Sebastian Sylvester. Wiedzieliśmy od początku, że będzie bardzo trudno, choć nie wiem czy Proksa zdawał sobie sprawę z siły fizycznej i doskonałej techniki rywala. Z drugiej strony, nie wiadomo, czy i kiedy dostałby szansę na walkę o pas mistrza świata. To przeważyło o tym, że zdecydował się na ten pojedynek. A co stało się w ringu? Gołowkin wyeliminował pracę nóg Proksy. Mój podopieczny nie mógł bić się po swojemu. Dla Kazacha bokser, który walczy w linii prostej albo stoi w miejscu, to idealny rywal, najłatwiejszy cel. Zabrakło automatyzmu, roku czy dwóch treningu, żeby Grzesiek wykonywał pewne ruchy nie myśląc o tym.

- Już w pierwszej rundzie wszystko się posypało.

Do nokdaunu pojedynek nie wyglądał najgorzej. Jednak nawet później Proksa pokazał charakter. Kazach to najbardziej niewygodny rywal dla naszego zawodnika. Świetny technik, doskonale pracujący na nogach, pewny siebie i przede wszystkim bardzo mocno bijący. Każdy cios po prostu bolał. Może tego za bardzo nie było widać w telewizji, ale na żywo siła Kazacha okazała się niszczycielska.

- Bolesna była ta lekcja.
Grzesiek zobaczył aktualnie największego kozaka wagi średniej. Teraz trzeba wyciągać wnioski i ostro pracować. Nie ma się co załamywać, tylko iść do przodu.

- Miał pan pretensje do Proksy, że nie słuchał rad z narożnika?

Nie słuchał, po prostu. Po pierwszym ciosie, a rozmawialiśmy o tym już po walce, Grzesiek się wyłączył. Cała nasza taktyka wzięła w łeb. Zadaniem było "rozrywać" dystans, schodzić raz w prawo, raz w lewo, przeprowadzać szybkie akcje, który zawsze wychodzą mu najlepiej. To nie poszło, bo Gołowkin wyeliminował wszystko niezwykle szybkim pressingiem. Do tego dochodziły drobne błędy techniczne Grześka, przez które jego ciosy nie miały takiej siły, żeby zatrzymać rozpędzonego przeciwnika. Przed piątą rundą powiedziałem swojemu podopiecznemu, że Kazach napiera i trzeba go zaskoczyć jakimś dynamicznym ciosem. Nie udało się tego uczynić.

Cały wywiad z Fiodorem Łapinem przeczytasz w poniedziałkowym "Przeglądzie Sportowym"! {jcomments on}

Add a comment

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy z Grzegorzem Proksą (28-2, 21 KO) przeprowadzonej po sobotniej porażce "Super G" w starciu o pasa  WBA wagi średniej z Gienadijem Gołowkinem (24-0, 21 KO).

http://www.youtube.com/watch?v=eSgjNcxFYiw{jcomments on}

Add a comment

Proksa GołowkinNiepowodzeniem zakończyła się dla Grzegorza Proksy pierwsza w karierze walka o tytuł mistrza świata. Polak podczas sobotniej gali w Veronie przegrał przez techniczny nokaut w piątej rundzie z czempionem WBA Gienadijem Gołowkinem (24-0, 21 KO).

Zanim Kazach posłał "Super G" na deski po raz trzeci, a sędzia ringowy przerwał pojedynek, walka miała dość jednostronny przebieg. Z opublikowanych przez Compubox statystyk ciosów wynika, że tylko w drugiej rundzie polski challenger zadał podobną liczbę celnych uderzeń co mistrz. Zbiorcze statystki ciosów poniżej.

Ciosy proste przednią ręką (jabs)
Gołowkin: 27/114 (24%)
Proksa: 9/79 (11%)

Pozostałe mocne ciosy (Power Punches)
Gołowkin: 74/187 (40%)
Proksa: 29/138 (21%)

Ciosy ogółem:
Gołowkin:
101/301 (34%)
Proksa: 38/217 (18%)

Statystyki ciosów walki Proksa - Gołowkin runda po rundzie >>{jcomments on}

Add a comment

Proksa GołowkinGrzegorz Proksa (28-2, 21 KO) musiał uznać wyższość Giennadija Gołowkina (24-0, 21 KO) w walce o pas mistrza świata WBA wagi średniej. Kazach okazał się pięściarzem z młotkiem z dłoniach, który trzykrotnie posłał Polaka na deski ringu.

Po sobotnim pojedynku w Verona w Stanach Zjednoczonych Proksa przyznał, że Gołowkin "bije jak młotkiem". Siła jego ciosu okazała się największym atutem czempiona WBA, choć nie jedynym. Giennadij był szybszy, precyzyjniejszy, lepiej czuł rywala. Mimo niewygodnego stylu, jaki prezentuje Grzegorz, Kazach nie miał najmniejszych problemów by go rozpracować. Walczył świetnie, swoją postawą zaskakując ekspertów na całym świecie, a najbardziej dziennikarzy HBO.

Proksa próbował robić to co potrafi najlepiej, ale fakt że Gołowkin świetnie czyta walkę sprawił, że zrobić mógł niewiele. Zawodnik z Węgierskiej Górki próbował walczyć z kontry, jednak większość jego ciosów nie dochodziła celu. Grzegorz już w pierwszej rundzie zapoznał się z matą ringu, pierwszy raz w karierze był liczony. Kolejne nokdauny miały miejsce w czwartym i piątym starciu. Po ostatnim z nich sędzia przerwał walkę, mimo że "Super G" chciał ją kontynuować. To była słuszna decyzja.

Proksa przegrał, ale nie można mieć do niego pretensji. Zrobił to co mógł. Walczył ambitnie, tak jak na tą chwilę potrafi, ale trafił na pięściarza który wyrasta na gwiazdę zawodowego boksu, kto wie czy nie najlepszego w kategorii średniej. Kazach potwierdził, że nie przypadkowo był mistrzem świata amatorów, a także srebrnym medalistą olimpijskim z Aten.

Gołowkin w sobotę debiutował w Stanach Zjednoczonych, od razu w walce wieczoru na antenie HBO. Jego debiut wypadł rewelacyjnie. Amerykańska telewizja zapewne będzie chciała transmitować jego kolejne potyczki. Problemem może być jedynie fakt, że z Giennadijem mało kto kwapi się do walki. Po tym co pokazał w sobotę to zrozumiałe.

Proksa z kolei, mimo że przegrał, nie stoi na straconej pozycji. Cały czas uważany jest za klasowego pięściarza, który za jakiś czas znów może stanąć do walki o najwyższe laury. Grzegorz to jeden z tych zawodników, którzy potrafią wyciągnąć wnioski z własnych błędów. Paradoksalnie uważam, że przegrana z Kazachem wyjdzie mu na dobre. Polak ma przed sobą jeszcze kilka lat boksowania i cały czas szansę na dobre walki. Ma talent, zapał, wsparcie rodziny i kibiców, a od jakiegoś czasu stały sztab trenerski, który do niedawna był problemem "Super G". To wszystko sprawia, iż w moim odczuciu Proksa nie powiedział ostatniego słowa.

Póki co Grzegorza czeka powrót do domu, odpoczynek, następnie analiza tego co poszło nie tak, a potem jak sam powiedział „będzie zapierdzielał dalej”. I dobrze, niech zapierdziela. Są bowiem przed nim jeszcze spore możliwości.{jcomments on}

Add a comment

Proksa- Dramat się zaczynał, kiedy stawał przy linach. Z zawodnikiem takiej klasy, dysponującym takim ciosem, nie można stać i przyjmować przyjmować uderzeń za podwójną gardą. To na pewno nie był dzień Grzegorza, który nie słuchał się narożnika i stawał w miejscu po akcjach - oceniła Agnieszka Rylik, była mistrzyni świata w boksie, która była ekspertem stacji nPremium HD, podczas przegranej walki Grzegorza Proksy (28-2, 21 KO) z Giennadijem Gołowkinem (24-0, 21 KO). Stawką tego starcia był pas mistrza świata wagi średniej federacji WBA.

- Były takie momenty, w których bezsensownie bił się z Gołowkinem. Proksa ma szansę z takim zawodnikiem, przy swoim stylu z opuszczonymi rękami, ale tylko wtedy, kiedy wspaniale pracuje na nogach i idealnie unika ciosów. W walce z Kazachem nie było jednak u niego takiej świeżości - dodała.

Rylik uważa też, że przed Proksą jest szansa na zaistnienie w wadze średniej na tym najwyższym światowym poziomie. - Proksa podjął walkę, choć wielu zawodników odmawia Gołowkinowi. Dzięki temu trafił do czołówki wagi średniej. Na pewno zachował szansę na to, by stoczyć kilka interesujących walk na wysokim światowym poziomie - zakończyła.{jcomments on}

Add a comment