onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 



Przy każdym niedzielnym obiedzie rodzice przekonywali mnie, żebym rzuciła boks, ale teraz mnie wspierają, jeżdżą ze mną na walki. Mama strasznie przeżywa każdą galę, dużo płacze. Że ktoś bije jej córeczkę? Nie, że raczej jej córeczka kogoś bije – mówi Karolina Owczarz, 19-letnia pięściarka z Łodzi.

Na sobotniej gali boksu w Oświęcimiu stoczysz swoją czwartą walkę na zawodowym ringu. Czujesz już ten dreszczyk emocji związany z pojedynkiem? 
Karolina Owczarz: Każda kolejna walka oznacza większą presję, większe oczekiwania, więcej oczu zwróconych w moją stronę. I oczywiście, że czuje presje na sobie, czuje stres. Poza tym za każdym razem naprzeciwko mnie w ringu staje lepsza rywalka. Pierwsza była taka na przetarcie, druga już coś potrafiła, ale była do zrobienia. Trzecia naprawdę dobrze boksowała, ale ją pokonałam. Sobotnią rywalkę widziałam tylko na wideo. Naprawdę dużo potrafi. Stanę w ringu to przekonam się, czy jestem lepsza. Za mną sześć tygodni intensywnego treningu. Jestem dobrze przygotowana.

Mieszkasz w Łodzi, ale trenujesz w Warszawie z Łukaszem Landowskim. Do tego w tym roku zdajesz jeszcze maturę. Jak udaje ci się to wszystko połączyć? 
Do Łodzi wracam tylko na weekendy. Właściwie od początku roku szkolnego, mam indywidualny tok nauczania, pojawiam się w szkole okazjonalnie, żeby coś zaliczyć, tak naprawdę na własną rękę przygotowuje się do matury. Za to w Warszawie mieszkam w hotelu, mam może sto metrów na hale, gdzie codziennie trenuje. Pewnie, że czasami jestem zmęczona, że mam wszystkiego dosyć. I przyznaje, czasami sama zastanawiam się po co mi to wszystko.

To po co ci, to wszystko? 
Wiesz w amatorskim boksie musisz być w gazie przez jedenaście miesięcy w roku. Codzienne treningi, co tydzień właściwie jakiś turniej, zawody. Tylko miesiąc przerwy, czasu naprawdę nie ma za dużo. Pamiętam taką sytuację, że kiedy odwołali mi jeden trening to poszłam z koleżankami na kawę. Siedziałyśmy na tarasie, rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się. Cieszyłam się jak dziecko, byłam szczęśliwa, bo trochę odpoczęłam od boksu, treningów. Ale z drugiej strony boks daje mi ogromną przyjemność, na ringu czuje się coraz lepiej, kontuzję mnie omijają. Nikt mi jeszcze nie złamał nosa, nie miałam nigdy rozciętego łuku brwiowego. Po walce są siniaki, ale na szczęście jestem kobietą, mogę je zatuszować (śmiech). Tak naprawdę wszystko się układa. Nie ma powodu, żebym miała zrezygnować.

Jesteś pierwszą polską zawodową pięściarką od czasów Agnieszki Rylik i Iwony Guzowskiej. Kiedy poczułaś, że boks to jest to, co chcesz robić w życiu, czemu chcesz się poświęcić? 
Żeby tak powiedzieć, jest jeszcze za wcześnie. Tak myślę. Mam dopiero dziewiętnaście lat, mnóstwo planów. Muszę zdać maturę, chce iść na studia. Marzy mi się Akademia Marynarki Wojennej w Gdyni, ale mieszkanie w Łodzi, treningi w Warszawie i studia w Gdyni to może być samobójstwo. Dlatego zastanawiam się nad studiami w Warszawie – na miejscu miałabym uczelnie i treningi. W zawodowym boksie to dopiero moja czwarta walka. W ogóle to przypadek sprawił, że zdecydowałam się przejść na zawodowstwo, wcześniej o tym, tak na poważnie nie myślałam.

Przypadek?
Znalazłam ogłoszenie w sieci. Promotorzy ze Stanów Zjednoczonych szukali pięściarki z Polski w mojej kategorii wagowej, mówiącej po angielsku. Oferowali wyjazd do Meksyku i udział w programie MTV, w którym Meksykanki walczyły w ringu z reprezentacją reszty świata. Wysłałam zgłoszenie i zostałam przyjęta, jako jedyna Europejka. Pojechałam do Meksyku, tam stoczyłam swoje pierwsze zawodowe walki, które tak naprawdę nie liczą się w rekordach. Mimo tego, było warto.

Bo?

Przeżyłam przygodę swojego życia. Stoczyłam dwie trudne walki w jaskini lwa, ponieważ Meksykanki to prawdziwe maszyny do zabijania. W drugiej walce przegrałam z dużo starszą od siebie zawodniczką, policjantką, którą w amatorskim boksie stoczyła ponad sto walk. Nigdy nie walczyłam z tak silną zawodniczką.

Ty w amatorskim boksie też masz spore sukcesy. Pięćdziesiąt pojedynków na koncie, tytuł mistrzyni kraju juniorów. Jak to się stało, że w ogóle trafiłaś na bokserski ring?

Miałam niespełna trzynaście lat, kiedy pierwszy raz poszłam na trening. Znów zadecydował przypadek. Mój nauczyciel wychowania fizycznego był trenerem boksu, do klubu miałam dosłownie pięć minut spacerkiem.

Ale dlaczego boks?
Chyba nigdy nie nauczę się odpowiedzi na to pytanie, bo właściwie jej nie znam. Chciałam robić coś sama, sprawdzić się w indywidualnej dyscyplinie. Wcześniej trenowałam siatkówkę, koszykówkę, ale zawsze byłam gdzieś z tyłu, młodsza od innych dziewczyn, musiałam przebijać się do pierwszego składu. W boksie na początku też tak trochę było, byłam dużo młodsza niż inne dziewczyny, a nie było kadetek, tej najmłodszej kategorii zawodniczek. Dziewczyny mogły startować dopiero od szesnastu lat, więc na początku trenerzy odsuwali mnie na bok, mówili ona jeszcze nie ma trzynastu lat, zdąży się jeszcze nauczyć. Ale nie zniechęciłam się. Poza tym na tenis, na pływanie, na gimnastykę artystyczną byłam już za stara.

Pamiętasz swoją pierwszą walkę? 
To był sparing, z kolegą z klubu. Szczegółów właściwie nie pamiętam. Potem walczyłam z kilka lat starszą dziewczyną. Była dużo cięższa, dłużej trenowała. Przegrałam. Później ona zdobyła Mistrzostwo Polski, brązowy medal na Mistrzostwach Europy. A ja z nią w ringu wytrzymałam całą walkę.

A pamiętasz, kiedy pierwszy raz musiałaś użyć pięści poza ringiem? 
Kilka lat temu, jakieś pijane dziewczyny zaczepiły mnie, czegoś chciały. Krótko to trwało. Nie mówmy o tym, bo to raczej powód do wstydu, a nie dumy. Ja z tym, że boksuje nie obnoszę się, nie rozpowiadam nikomu, nie chwalę się. Jestem bardzo spokojna, nie prowokuje i dzięki temu nikt ze mną nie zaczyna. Nie daje nikomu powodu. W szkole przez bardzo długi czas niewiele osób wiedziało, że trenuje.

Aż przyszła popularność, sesje fotograficzne, artykuły, wywiady… 
Właściwie od czasu mojego wyjazdu do Meksyku zaczęły się wywiady, zdjęcia. Wtedy wiele osób dowiedziało się, że uprawiam boks. Nikt jednak nie robi z tego powodu wielkich oczu.

A rodzice, kiedy miałaś te niespełna trzynaście lat i powiedziałaś, że chcesz trenować boks. Nie zrobili wielkich oczu? 
Na początku nie traktowali tego chyba zbyt poważnie, myśleli, że z mojej strony to tylko zabawa, niczego więc mi nie zabraniali. Kiedy zaczęły się pierwsze walki, pierwsze sparingi, kiedy wracałam z siniakami, albo kiedy krew leciała mi z nosa, to zaczęli przekonywać mnie, że to nie jest sport dla mnie. Przez naprawdę długi czas, przy każdym niedzielnym obiedzie słyszałam, że powinnam dać sobie spokój z boksem. Ale kiedy rodzice zauważyli, że to nic nie daje, to zaczęli mnie wspierać.

Będą w sobotę na gali w Oświęcimiu? 

Tak. Tata jeździł już ze mną na amatorskie walki. Oczywiście na zawodowych też był. W Oświęcimiu pierwszy raz na gali będzie moja starsza siostra. Od kilku miesięcy przygotowuje się do tego, ogląda wideo z walk.

A mama? 
Mama strasznie to przeżywa. Na amatorskich walkach była kilka razy. Cały czas płakała. Na zawodowe też jeździ, w Oświęcimiu oczywiście też będzie, ale naprawdę ciężko je znosi. Płacze.

Że ktoś bije jej córeczkę? 
Raczej, że jej córeczka kogoś bije.{jcomments on}