onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 



Nie jest wykluczone, że mimo sobotniej porażki z Mairisem Briedisem Krzysztof Głowacki (33-2, 19 KO) nie straci tytułu mistrza świata WBO wagi junior ciężkiej. I wcale nie chodzi o rażące naruszenia bokserskich przepisów, do których doszło na gali w Rydze...

Rzecz w tym, że do tej pory, mimo iż od zakończonego zwycięstwem Briedisa przez techniczny nokaut w trzeciej rundzie pojedynku, minęło kilkadziesiąt godzin, nadal nie jest jasne, czy uczestnicy polski-łotewskiego półfinału WBSS bili się w ogóle o jakiekolwiek mistrzowskie trofeum. 

Pierwotnie stawką walki Głowacki - Briedis miały być dwa pasy - wakujący WBC i należący do Polaka WBO, lecz rano w dniu boju szef WBC w proteście przeciwko "dyskryminującej" jego federację obsadzie sędziowskiej wycofał się z sankcjonowania potyczki. Później co prawda oświadczył, że jest gotów pójść na kompromis, jeśli skład sędziowski zostanie skorygowany, lecz ostatecznie nic się w tej kwestii nie zmieniło. 

Teraz okazuje się, że nie wiadomo, czy "Główka" i Briedis bili się o trofeum WBO (choć na oficjalnym koncie Twitter federacji ukazały się gratulacje dla "nowego mistrza"). Pewności co do tego nie ma również menadżer Łotysza Raimons Zeps, który swoje wątpliwości wyraził w rozmowie z serwisem sportacentrs.com.

Jak sprawa się zakończy, czas pokaże... Tymczasem promująca Krzysztofa Głowackiego grupa KnockOut Promotions zamierza oficjalnie oprotestować niekorzystny wynik walki, zwracając uwagę na liczne nieprawidłowości w trakcie przegranego pojedynku.