onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 



 

Minęło kilkadziesiąt godzin, ale walka Mairisa Briedisa z Krzysztofem Głowackim dalej jest szeroko komentowana. A właściwie nie sam pojedynek, a wszystko, co działo się w ringu, bo w tym wypadku to różne sprawy.

Co do tego, że Briedis, który po walce paradował w koszulce z logo łotewskiej policji, celowo walnął Polaka w bandycki sposób łokciem nie ma wątpliwości. Sam zresztą to potwierdził. Co mógł zrobić sędzia? Zgodnie z regulaminami musi rozróżnić, czy faul był celowy czy nastąpił w ferworze walki. Byrd początkowo uważał chyba, że Głowacki udaje, bo poganiał go, aby wstał. Później jednak zmienił zdanie i ukarał Łotysza odjęciem punktu.

- Jeśli kontuzja następuje po ciosie umyślnym i zawodnik nie może kontynuować, walka jest przerywana i ten, który faulował, przegrywa - powiedział "Przeglądowi Sportowemu" jeden z sędziów i dodał: - W zasadach federacji IBF, WBA i, co ważne, WBO, jest zapis, który mówi, że pięściarz, który doznał kontuzji po faulu zamierzonym, nie może przegrać walki, jeśli efekt kontuzji spowoduje jej przerwanie. Patrzy się na karty punktowe i jeśli wygrywa - wygrał, jeśli przegrywa - jest remis. Zasada dotyczy jednak pojedynków, które trwają ponad cztery rundy. Jeśli są krótsze, ogłasza się brak werdyktu. Problem w tym, że faul na Głowackim nie pozostawił efektów na twarzy, więc pytanie, jak je ocenić. Inna sprawa, że sędzia w Rydze kontuzją Głowackiego raczej by się nie przejmował.

- Głowacki przegrał, bo... jest wielkim sportowcem i chciał walczyć. To smutna historia. Jako były zawodnik rozumiem go doskonale - mówi supervisor sobotniej walki z ramienia federacji WBO Istvan Kovacs.

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>