Patronat medialny


 


 

Znowu chcę mieć pas mistrza świata - mówi "Przeglądowi Sportowemu" Krzysztof Głowacki, który 12 grudnia zmierzy się w starciu o wakujący tytuł mistrza świata WBO wagi junior ciężkiej z Lawrencem Okoliem. Pojedynek będzie jedną z głównych atrakcji gali organizowanej w Londynie.

Podpisał pan kontrakt na walkę. Ile razy już szykował się pan do walki z Lawrencem Okoliem? Pytam, bo to długa historia.
Krzysztof Głowacki: O, kurde, niech pomyślę... Szykowałem się od października ubiegłego roku. Wychodzi na to, że teraz to czwarte podejście, ale mam nadzieję, że jest już naprawdę blisko. W tych dziwnych czasach niczego nie można być pewnym. Kamil Szeremeta podpisał kontrakt na walkę z Gienadijem Gołowkinem w zeszłym roku, a dalej nie ma pojedynku.

Niedawno wróciliście ze zgrupowania w Hiszpanii i trener Fiodor Łapin mówił mi, że pierwszy raz od lat nie było w trakcie żadnych problemów z kontuzjami czy chorobami.
Śmialiśmy się przed wyjazdem, że nie pamiętamy, kiedy ostatnio tak było, że wykonałem wszystkie zaplanowane biegi. Zazwyczaj było tak, że jeden czy dwa musiałem odpuścić, bo tu boli, tam strzyka albo jakaś gorączka. Oby tak zostało przez całe przygotowania.

Dużo walk Okoliego już pan obejrzał?
Dużo, naprawdę dużo. Cały czas w sumie oglądamy i wyciągamy wnioski. Nie będę mówił jakie, bo przeczyta i będzie nad tym pracował. Przekona się w ringu. Ale fakt, jest niewygodny, boksuje w nietypowy sposób. Klinczuje, bije długie ciosy i tak dalej.

Ile czasu na najwyższym poziomie panu zostało?
Dopóki zdrowie mi pozwoli. Myślę, że jeszcze ze dwa lata i koniec.

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>