onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 



- Nie chcę być bokserem na telefon, ani walczyć do kotleta. Muszę wygrać – mówi "Przegląd Sportowy" przed sobotnią walką Krzysztof Włodarczyk, który na gali KnockOut Boxing Night #2 zmierzy się z Olanrewaju Durodolą. Pojedynek będzie zwieńczeniem Kongresu Sportów Walki w Rzeszowie.

Ile zostało panu boksowania?
Krzysztof Włodarczyk: Nie mam pojęcia. Mówiłem kiedyś, że rok czy dwa, ale tak naprawdę nie wiem. Okaże się po sobocie i walce z Durudolą. Jest jeszcze we mnie trochę ognia i złości.

Kiedyś Włodarczyk był stawiany jako wzór pięściarza z dobrą obroną. Znowu podkreślam słowo „kiedyś”.
Ale ja mam ciągle silne ręce i potrafię się bronić. 

Ma pan jeszcze jakieś ambicje?
Marzę o tym, żeby zakończyć karierę jako mistrz świata. I myślę, że to możliwe.

Znam pana już trochę i sądzę, że gdyby zdobył pan pas, walczyłby dalej. Aż w końcu go stracił.
Nieprawda. Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym. Tak mówią, a nawet śpiewają, prawda? No i ja tak właśnie chciałbym skończyć. Teraz jednak przede mną walka w Rzeszowie. Bardzo ważne starcie, bo nie chcę zostać za jakiś czas pięściarzem na telefon, czyli takim, po którego dzwonią w ostatniej chwili. Nie planuję też walczyć do kotleta. Chcę uczesniczyć w fajnych pojedynkach, a żeby to robić, trzeba wygrywać, szczególnie z takimi, jak Durudola.

A jak mu zrobić krzywdę?
Popełnia sporo błędów, wiem o tym. Ale też wiem, że kiedy dostaje szansę, umie ją wykorzystać. Ma instynkt i idzie przed siebie.Ale ja mam ciągle silne ręce i potrafię się bronić. 

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>