Patronat medialny


 


Kilka dni temu otrzymał pan pozytywny wynik testu na koronawirusa. Jak samopoczucie?
Krzysztof Włodarczyk: Przez trzy dni byłem obolały i towarzyszył temu ból głowy oraz stan podgorączkowy. Czułem nawet powieki. Teraz jest znacznie lepiej, nie mam dotkliwych objawów, choć jeszcze nie jestem w formie. No i nie mam smaku oraz węchu. To dziwne. Zwłaszcza gdy biorę łyżkę miodu do ust. Nie czuję w ogóle jego smaku. Ale nie ma tragedii.

Za kilka dni mija rok od pana ostatniej walki, z Taylorem Mabiką...
...proszę mi nie wypominać, że tak długo nic nie robię. Będą kolejne pojedynki „Diablo”.

Ale bez Fiodora Łapina. Był pana trenerem praktycznie przez całą zawodową karierę.
Jeszcze nie czas na rozwijanie tego tematu i nie wiem, czy będę na to gotowy.

Pański promotor Andrzej Wasilewski powiedział, że „coś między wami pękło”.
Można tak powiedzieć. Dodam tylko, że się nie pokłóciliśmy. Choć zgrzyty były. Pan trener miał do mnie pewne pretensje, więc ja przestałem uczestniczyć w treningach. Fiodor Łapin mówi, że niby wszyscy chcą z nim trenować, ale jak się okazuje… nie wszyscy.

Życie toczy się dalej i przed panem prawdopodobnie starcie o pas mistrza Europy.
Bardzo bym chciał, żeby najbliższy pojedynek był z broniącym tytułu Irlandczykiem Tommym McCarthym. Tego pasa jeszcze nie mam. Kiedyś byłem mistrzem Unii Europejskiej, ale to co innego. Można powiedzieć, że to kolejny etap do celu, jakim jest pas mistrza świata.

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>