onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

- Gwarantuję Janikowi, że nie będzie to dla niego łatwa walka - odgrażał się Rico Hoye (24-4, 16 KO) przed pojedynkiem z Łukaszem Janikiem (27-2, 14 KO). Choć Amerykaninowi nie udało się zatrzymać Polaka, to jednak należy przyznać, iż dotrzymał danego słowa. Po 10 rundach emocjonującego widowiska popularny "Lucky Look" zwyciężył jednogłośnie na punkty: 97-94, 98-93, 98-92.

Janik pewnie wszedł w pojedynek, ruszył do przodu chcąc od początku narzucić w ringu swoje warunki. Hoye jednak dobrze operował lewym prostym oraz prawym bitym na tułów. W ciągu pierwszych minut Amerykanin dwukrotnie znalazł sie na deskach, ani razu jednak nie było spowodowane to ciosem, więc obyło się bez konsekwencji punktowych. W końcówce 3. rundy "Lucky Look" zamknął przeciwnika w narożniku i zasypał gradem ciosów, co niewątpliwie spodobało się zgromadzonej w Rzeszowie publiczności.

Na początku 4. odsłony Hoye ponownie upadł, sygnalizując, że był faulowany. Sędziowie nie dopatrzyli się jednak przewinienia po stronie Polaka. Napięcie w ringu rosło, coraz częściej dochodziło do ostrych wymian w półdystansie. Na kilka sekund przed gongiem kończącym rundę Janik ponownie dobrze zaakcentował swą przewagę: trafiając czysto na głowę lewym sierpowym, który zachwiał rywalem. W kolejnych minutach Polak zdawał się coraz lepiej czytać intencje doświadczonego Amerykanina. Z coraz częstszych wymian, od których nie stronił żaden z zawodników, zwycięsko wychodził w większości "Lucky Look".

Mimo zbliżającego się końca walki, wysokiego tempa pojedynku i wynikającego z nich zmęczenia, żaden z pięściarzy nie zamierzał ustępować miejsca w ringu. Hoye próbował w ostatnich sekundach odmienić losy spotkania, lecz i Janik starał się zakończyć pojedynek efektownym nokautem. Ostatnie sekundy widowiska zamieniły się w prawdziwą wojnę na wyniszczenie, którą kibice nagrodzili głośnymi brawami.

- Ten chaos był niepotrzebny. Nie do końca udało mi się zrealizować mój plan na walkę. Jeśli miałbym się oceniać, to wystawiłbym sobie 3 z plusem. Wyciągnę wnioski, wrócę lepszy - stwierdził świeżo po walce Janik, który przy okazji rzucił ponownie rękawicę Mateuszowi Masternakowi.