onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

Łukasz Janik (28-2, 15 KO) jest w Moskwie od poniedziałku. W środę wziął udział w konferencji prasowej, w czwartek czeka go ceremonia ważenia, a w piątek wejdzie do ringu, aby walczyć z Grigorijem Drozdem (39-1, 27 KO) o pas mistrza świata federacji WBC kategorii junior ciężkiej.

– Mieszkamy w eleganckim, 5-gwiazdkowym hotelu. Kiedy trzeba podstawiają auto, które wozi nas na salę, a tam Łukasz spokojnie trenuje – opowiada jeden z promotorów Janika i współwłaściciel grupy Sferis KnockOut Promotions Piotr Werner.

Janik zastąpił zaledwie kilka dni temu Krzysztofa Włodarczyka, który miał stoczyć z Rosjaninem rewanż. Diablo jednak się rozchorował i musiał zrezygnować. – Szkoda że Krzysztof nie może walczyć, bo nasz rewanż zainteresowałby wiele osób, ale takie rzeczy się zdarzają – powiedział Drozd. Jego trener, Siergiej Wasiliew nie ukrywa jednak rozczarowania. – Czułem, że do tej walki nie dojdzie. Mogli powiedzieć o tym wcześniej, postąpić po męsku, ale zrobili inaczej – twierdzi szkoleniowiec zawodnika, który pokonał już Mateusza Masternaka i Diablo. – Będziemy walczyć, aż zabraknie w Polsce pięściarzy – dodawał Wasiliew.

Włodarczyk i jego zespół wierzą jednak, że były polski mistrz świata WBC wróci wkrótce walczyć do Rosji, choć z Denisem Lebiediewem. – Włodarczyk był chory i odmówił rewanżu z Drozdem, teraz więc na taką walkę będzie musiał sobie zasłużyć lub wywalczyć pozycję w rankingu. Jako rywal dla innych naszych pięściarzy nie jest on interesujący. Nawet nie myśleliśmy o jego pojedynku z Lebiediewem – twierdzi jednak promujący obu Rosjan Andriej Riabiński. – Jesteśmy z nim umówieni w piątek na obiad i będziemy rozmawiali. Racja jest po naszej stronie – odpowiada Werner.

O boksie przeczytasz również w "Przeglądzie Sportowym" >>