onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

Trwa uciążliwy powrót do zdrowia Macieja Sulęckiego. Były pretendent do mistrzostwa świata WBO w końcu pozbył się gipsu i wierzy, że prawa ręka będzie silna, jak dawniej. Nieśmiało planuje powrót na ring, nie porzucając myśli o amerykańskim śnie.

Stare rany wydają się zaleczone. W końcu dobre wiadomości?
Maciej Sulęcki: W czwartek zdjęto mi gips i wyciągnięto z ręki druty. Powoli zaczynam się ruszać, a wkrótce planuje wyjazd na dwutygodniowy obóz do Karpacza. Byłby ze mną oczywiście trener Piotr Wilczewski. Muszę wcześniej przejść rehabilitację i słuchać się zaleceń lekarza. Po rozmowie z doktorem wiem, że muszę się jeszcze na chwilę wstrzymać.

Masz gwarancję, że ręka będzie w pełni sprawna?
Teraz trudno powiedzieć. Przekonam się dopiero, jak dam komuś w zęby (śmiech). Lekarz mówi, że ma być dobrze, a to co było zepsute jest zrobione na tip-top.

Jaki kierunek chciałbyś obrać na ten rok? Powrót w Polsce czy pozostanie na amerykańskim ringu?
Rozmawiałem z promotorem, cały czas celujemy w Stany Zjednoczone. Zaproponowałem panu Andrzejowi Wasilewskiemu, byśmy poszli śladem Adama Kownackiego, który zyskuje coraz większą rzeszę kibiców. Boksuje cały czas w jednej hali na nowojorskim Brooklynie. Fajnie by było też podjąć taką próbę, chociażby w hali Prudential Center, gdzie przez lata boksował Tomek Adamek. Tam jest głód boksu. Mogę zejść do kategorii junior średniej, jeśli pojawi się taka wizja. Chciałbym, by moja kariera była prowadzona podobnie do Kownackiego. Jestem w stanie się poświęcić i wyjechać do Stanów Zjednoczonych.

Pełna treść artykułu na Tvpsport.pl >>