onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

- Najpierw wygrana z Norbertem, później będę się z promotorami zastanawiał co dalej - mówi Marek Matyja (11-0, 4 KO), który wróci na ring 22 października na gali w Wieliczce, gdzie jego przeciwnikiem będzie Norbert Dąbrowski (18-5-1, 7 KO). Głównym wydarzeniem tej imprezy będzie pojedynek Krzysztofa Zimnocha z Marcinem Rekowskim.

Po raz ostatni jak dotąd walczyłeś 27 listopada ubiegłego roku. W Rzeszowie pokonałeś wtedy na punkty Bartłomieja Grafkę. Po tamtej walce poddałeś się operacji wzroku. Czy już teraz wszystko z twoim wzrokiem jest w porządku? Duża wada wzroku bardzo doskwierała ci podczas treningów czy też samych walk?
Marek Matyja: Teraz ze wzrokiem wszystko w porządku, widzę znacznie lepiej. To była wada wrodzona, więc przyzwyczaiłem się do niej i jakiegoś dyskomfortu nie czułem, dopiero po zabiegu zauważyłem różnice.

Zapewne rozpocząłeś już przygotowania do kolejnej walki. Możesz coś powiedzieć jak będą one przebiegały?
Cały czas byłem w treningu, zabiegi nie kolidowały z wszystkimi ćwiczeniami, tylko 3 tygodnie po każdym zabiegu miałem przerwę. Od poniedziałku zaczynam sparingi w Knockout Gym, gdzie pod okiem trenera Fiodora Łapina będę przygotowywał się konkretnie do tej walki.

Co sprawiło ci największą trudność w boksie Norberta podczas waszej pierwszej walki?
Na pewno to, że Norbert miał większe doświadczenie ode mnie, a ja dopiero zaczynałem swoją karierę zawodową.

Czy widzisz jakiegoś pięściarza, z którym bardzo chciałbyś się spotkać w niedalekiej przeszłości?
Marzenie każdego pięściarza to osiągnięcie mistrzostwa świata, ja też mam takie marzenie, jednakże zdaje sobie sprawę z tego ile czeka mnie pracy. Chciałbym przede wszystkim żeby każdy mój kolejny rywal był lepszy, żebym mógł się rozwijać.

Pełna treść artykułu na blogu "Wokół Ringu" >> 

Kup bilet na galę Underground Boxing Show VIII >>