onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

Przeszedł na zawodowstwo zaraz po ukończeniu pełnoletności. Jest byłym mistrzem Europy i od lat pięściarzem ze ścisłej czołówki w swojej kategorii wagowej. I właśnie mając taki status zdecydował się na powrót do korzeni. Czy Mateusz Masternak wystąpi na igrzyskach?

Jak to się stało, że będziesz tam boksował? Sam tych rewelacji jeszcze nie skomentowałeś.
Mateusz Masternak: Generalnie w ostatnim czasie były bardzo napięte dyskusje. Stwierdziliśmy z Grześkiem Nowaczkiem, prezesem polskiego związku, że pewne rzeczy powinny być przeprowadzone w milczeniu. No ale teraz mogę powiedzieć już oficjalnie. Pierwszy mój start to mistrzostwa Polski seniorów w Opolu. Startuję w kategorii do 91 kilogramów.

Nie chcę generalizować, ale wielu zawodników między walkami mocno się zapuszcza. Jako sportowcy, nie jako ludzie – oczywiście. Ty tak nie masz.
Ja mam trochę inny organizm niż większość, dlatego, że ja cały czas trenuję. I jak nie przygotowuję się do walki, to… zazwyczaj chudnę. Dlatego, że zapominam się i nie jadam regularnie. Często jest tak, że wychodzę z domu przed siódmą, zjem szybkie śniadanie, wracam po siedemnastej i jem dopiero obiad. I to są dwa posiłki, potem idę spać. Więc masa mięśniowa mi leci. Ale jak już szykuję się do walki i trenuję raz bądź dwa razy dziennie, systematycznie – wtedy to jedzenie mam bardziej uporządkowane. Jem, może nie z zegarkiem w ręku, natomiast bardziej regularnie i waga często potrafi mi skoczyć.

Nie jesteś raczkującym zawodowcem, ale pięściarzem ze ścisłej czołówki swojej kategorii wagowej na świecie.
Nie ma to dla mnie najmniejszego znaczenia. Przecież to nie jest tak, że ktoś miał jechać, zabrałem mu miejsce i ja jadę. Mi nikt prezentów nie daje. Nie wiem, czy pojadę na igrzyska, choć nie ukrywam, że jest to mój cel. Może nie najbliższy, bo najbliższy to mistrzostwa Polski i dopiero później turnieje kwalifikacyjne. Natomiast nikt mi tu prezentu nie da. Nie dostałem paszportu za to, że zdecydowałem się spróbować. To jest rywalizacja sportowa. I tak jak nade mną nie ma nikt litości, tak i ja nad nikim nie będę się litował i nie uważam, żebym cokolwiek komuś zabierał.

Od twojego ostatniego występu minął prawie rok. A był to naprawdę dobry występ…
Już chyba jestem wyrzucony z rankingu. Nie ukrywam, że stagnacja przez ten ostatni rok nie była dla mnie łatwa. Dlatego, że byłem w stanie boksować, cały czas trenowałem.

Nie było ofert?
Było kilka ciekawych nazwisk. I Rosja, i Marsylia, i jeszcze inne. Ale jakoś to wszystko się rozmyło, nic z tego nie wyniknęło. Tak się zastanawiałem, ile to jeszcze będzie trwać. No i tak później wyszedłem z założenia – nie chciałbym za lat dziesięć wspominać, że miałem taką możliwość, a nie spróbowałem. Przyjmijmy, że teraz jeszcze pół roku bym nie boksował. To byłoby najgorsze, po prostu się tego bałem. Stąd taka decyzja. O swoich planach poinformowałem oczywiście Mateusza Borka, z którym w ostatnim czasie rozmawialiśmy o potencjalnych walkach.

On z kolei miał związane z tobą zawodowe plany.
Tak, chodziło o najbliższe PBN, miałem tam boksować. Mateusz przedstawił mi jakieś propozycje, które z jednej strony były dobre, z drugiej mniej dobre. Jednocześnie ciągle byłem w kontakcie z Grześkiem Nowaczkiem. I nie ukrywam, że to on pomógł mi podjąć decyzję. Ustaliliśmy wspólny plan, cel i to, jak to mniej więcej ma wyglądać.

Pełna treść artykułu na Sporteuro.pl >>