Patronat medialny


 

Za dwa i pół tygodnia, 19 września w Tarnowie były mistrz Europy zawodowców wagi cruiser Mateusz Masternak (41-5, 28 KO) stoczy pierwszy pojedynek jako reprezentant KnockOut Promotions, od lat największej grupy w Polsce organizującej walki profesjonałów. „Master” zmierzy się z doświadczonym Taylorem Mabiką (19-5-2, 10 KO), który w 2019 roku wytrzymał 10 rund z Krzysztofem Włodarczykiem. Na taki sam dystans zakontraktowano walkę Mateusza z Gabończykiem.

 Kup bilety na KBN 13 - zobacz walkę Masternaka >>

Rok temu w Opolu wrocławianin został mistrzem Polski, a w marcu w Londynie brał udział w przerwanym z powodu pandemii turnieju kwalifikacyjnym do IO. W czerwcu w Kielcach wygrał półzawodową potyczkę z Serhijem Radczenką podczas organizowanej przez PZB gali Suzuki Boxing Night i... to może być koniec tej współpracy, choć obecnie nikt niczego nie przesądza.

- Z promotorem Andrzejem Wasilewskim nawet nie rozmawiałem na temat mojej dalszej walki o igrzyska. Koncentruję się na najbliższym pojedynku, bo rywal jest groźny. Trzeba się dobrze przygotować i wygrać. Później będziemy myśleć o tym, co dalej – zaznacza Masternak, który od dłuższego czasu obawia się o los przełożonych na rok 2021 igrzysk i nie chce siedzieć z założonymi rękami.

Nowym priorytetem Masternaka jest ponowne zaistnienie w światowej czołówce kategorii junior ciężkiej. - Życie sportowe nauczyło mnie, że niczego nie można przewidzieć. Mój były rywal Grigorij Drozd powiedział kiedyś, że od pół roku czuł się emerytem, a potem został mistrzem Europy i świata. Andy Ruiz jr także myślał już o podjęciu normalnej pracy, a dwa lata później wygrał z Anthonym Joshuą i stał się bogatym człowiekiem. Ciężko pracuję i jeśli nadarzy się szansa, spróbuję ugrać jak najwięcej - mówi Mateusz.

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>