onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

Niedawno po kilku miesiącach pobytu w USA, do Polski powrócił Michał Chudecki (8-0-1, 3 KO), podpisując kontrakt z grupą Babilon Promotion. Pięściarz z Poznania, który przed powrotem nad Wisłę odbył obóz treningowy z królem wagi junior półśredniej Dannym Garcią, na ring wróci 31 maja na gali "Wojak Boxing Night" w Lublinie. Jego rywal nie został jeszcze oficjalnie potwierdzony.

- Jak określiłbyś wartość, jaką miała dla ciebie praca w obozie Garcii? Zupełnie szczerze nie miałeś obaw, a może niekoniecznie obaw, ale czy nie zastanawiałeś się nad tym, jak wypadniesz na tle Danny’ego i jaka będzie różnica w waszym wyszkoleniu, sposobie trenowania?
Michał Chudecki:
Jeśli chodzi o samo uczestnictwo w obozie to nie odczuwałem żadnych obaw przed przyjazdem. Wręcz przeciwnie. Bardzo cieszyłem się z tego, że pojawiła się taka możliwość. W głowie miałem tylko jedno- jechać tam i pokazać się z jak najlepszej strony. Takie było moje nastawianie i to właśnie o tym cały czas myślałem. Chciałem też sprawdzić, na jakim etapie kariery obecnie się znajduję, czego mi brakuje i jak będę w ogóle wyglądał na tle mistrza. Wszystko mnie ciekawiło. Każdy trening czy sparing u boku Danny’ego sprawiał mi przyjemność. Do każdych zajęć podchodziłem jak do walki. Naprawdę pojawiała się ta charakterystyczna adrenalina. Byłem mocno skoncentrowany, aby nie popełniać błędów, co przyniosło efekty i „Team Garcii” był zadowolony ze mnie i tego, co sobą prezentuje.

- Po powrocie do kraju wspominałeś, że wiele się od niego nauczyłeś. Jeśli chodzi o konkrety. W jakich aspektach wyciągnąłeś najcenniejsze wnioski?
Szczególna uwagę zwróciłem nie tylko na Danny’ego, ale na cały jego zespół. Ludzi, którzy z nim pracują i tworzą jedną drużynę. Panowała tam atmosfera, którą określiłbym wręcz jako rodzinną. To bardzo mi się spodobało. Każdy był za coś odpowiedzialny i wywiązywał się ze swoich obowiązków. Co do samych treningów to wszędzie obowiązuje jedna stała zasada. Jak chcesz być mistrzem to musisz ciężko trenować, bo w boksie nie ma dróg na skróty. Mogłem to zauważyć właśnie u Danny’ego, który zawsze wkładał dużo serca w trening. Dodatkowo, przywiązywali tam dużą wagę do ćwiczeń związanych z koordynacją, stabilizacją oraz balansowaniem tułowia.

- Patrząc na to zupełnie na chłodno, zdarzało się, że zrobił na sparingach coś, czego kompletnie się nie spodziewałeś? Zadawał ciosy w momentach, kiedy trudno było to przewidzieć?
Bił w różnych płaszczyznach i na uwagę zasługiwało jego poruszanie się na nogach. To te dwa elementy, które mogą robić największe wrażenie, jeśli chodzi o sposób boksowania Danny’ego.  Poza siłą, jaką dysponował, niczym szczególnym mnie nie zaskoczył.

- Jak wiele twoim zdaniem może zmienić nawet niedługi okres treningów z zawodnikiem takiego formatu? I czy w twoim przypadku dostrzegasz większe różnice w sferze mentalnej czy też samym procesie treningowym i kwestiach czysto pięściarskich?
Przede wszystkim umocniło mnie to w przekonaniu, że każdy jest tylko człowiekiem i każdy jest do pokonania. Myślę, że to doświadczenie wzmocniło mnie psychicznie i może mi się to bardzo przydać w przyszłości, kiedy będę mierzył się z którymś z zawodników ze ścisłej czołówki. Także postawiłbym na większy wpływ właśnie w sferze mentalnej. Wydaje mi się, że w kwestiach czysto sportowych nic w tak dużym, znaczącym, stopniu się nie zmieniło.

- Miałeś okazję usiąść i na spokojnie analitycznie spojrzeć na wasze treningi, sparingi i pomyśleć o tym, gdzie masz jeszcze największe rezerwy i w jakich elementach brakuje ci najwięcej do czołówki?
Uważam, że już teraz potrafiłbym przygotować się do każdego przeciwnika. Zauważyłem też, że wypadam lepiej na tle zawodników o wyższych umiejętnościach. Czuję, że mam wtedy większą motywację do treningów i pozostaję skoncentrowany od początku do końca. Nie ma momentów przestoju. Nie da się ukryć, że wcześniej zdarzały się takie sytuacje, kiedy podczas walk ze słabszymi rywalami moja koncentracja w pewnym momencie gdzieś uciekała i przez to nie realizowałem do końca planu ustalonego z trenerem.

- W samych treningach Garcii odnotowałeś coś, co najbardziej przykuło twoją uwagę? Nie jest żadną wielką tajemnicą, że w Stanach powszechnie kładzie się większy nacisk na intensywność pracy, a nie sam czas trwania treningu. Też to odczułeś?
Treningi nie różniły się jakoś szczególnie od tych, które sam robię, ale na pewno zwróciłem uwagę na to, o czym mówisz, a więc ich intensywność. Jest w tym zakresie odczuwalna różnica. Jednak wszystko tkwi w sparingach. To ma kluczowe znaczenie. Co z tego, że ktoś jest dobry na tarczy czy worku, jeśli tego nie przeniesie na ring? A z dobrymi sparingpartnerami można to faktycznie wykorzystać i sprawdzić techniki, które przerabia się z trenerem podczas tarczowania. Ja miałem możliwość sparingów z wieloma dobrymi pięściarzami i w ten sposób poczułem rozwój.

- Miałeś również okazję trenować w paru gymach w Stanach. Jak postrzegasz wpływ decyzji o wyjeździe na twoją osobę i dalszą drogę sportową?
Mogę powiedzieć, że USA to prawdziwa mekka boksu. Szczególnie popularne są tutaj niższe kategorie wagowe, także moja przyszłość na pewno wiąże się ze Stanami, bo tylko tam mogę się rozwinąć. Trenując w różnych lokalnych salach zauważyłem to, że jednak jest zapotrzebowanie na boks. Jest tam wielu chłopaków, którym zależy na tym, aby wyróżniać się na tle pozostałych. Wszyscy, którzy myślą poważnie o sporcie dają z siebie maksimum, żeby się przebić, gdyż konkurencja jest bardzo duża. Tylko w takiej rywalizacji mogą wychować się mistrzowie.