Patronat medialny


 


Po kilkunastu godzinach lotu z jedną przesiadką i jednym międzylądowaniem ekipa Michała Cieślaka (19-0, 13 KO) dotarła bezpiecznie do Kinszasy, gdzie w piątek niepokonany radomianin stanąć ma do walki o wakujący pas WBC wagi junior ciężkiej z faworytem gospodarzy Ilungą Makabu (26-2, 24 KO).

Kolejne wpisy, jakie zamieszcza na Twitterze współpromotor polskiego pretendenta Andrzej Wasilewski, malują jednak dość ponury obraz kongijskiej rzeczywistości.

"Żyjemy, cali w zdrowi w hotelu... W bardzo dziwnym kraju... Udało nam się nawet dostać z powrotem paszporty na lotnisku. Policja, konwój, nawet cywile pod bronią." - raportuje z Kinszasy szef KnockOut Promotions. - "Byłem w ponad 50 krajach. Tu jest inaczej. Na każdym rogu widać i czuć naprawdę "Psy Wojny". Wszędzie ochrona i najemnicy. Jesteśmy sami, jest naprawdę bardzo niebezpiecznie. Mój błąd, że jesteśmy bez naszych. Plączą się dziwne grupy, mnóstwo sprzętu, nie wiadomo, kto jest kto."

Na szczęście wydaje się, że nieco korzystniej wygląda sytuacja przed mistrzowską walką Cieślaka pod względem stricte sportowym.

"Skład sędziowski zgodny z mojąi  Leona [Margulesa] prośbą. To nasz duży sukces, szansa na porządne sędziowanie. Ale reszta wygląda naprawdę słabo. Jemy w Casino, 5 w tej chwili Polaków i ze 200 Congolese... dużo ma różnego rodzaju sprzęty. Filmowe sceny, ale pospieszam, żeby się natychmiast ewakuować." - pisze Andrzej Wasilewski.