onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 


Michał Cieślak lekko trenuje i czeka na rozwój sytuacji. W czerwcu na świat przyjdzie jego syn i w tej chwili to jest chyba najważniejsze w jego życiu.

31 stycznia radomski “Bombardier” stoczył swoją walkę w Demokratycznej Republice Kongo. Przegrał z zawodnikiem gospodarzy, Ilungą Makabu. Stawką był pas mistrza świata federacji WBC, w wadze junior ciężkiej. W marcu wrócił do treningów. Już po cichu mówiło się o majowych, czy czerwcowych walkach. Cieślak miał zwiększać obciążenie, ale na przeszkodzie stanęło zagrożenie epidemiologiczne.

- Patrząc na to co się dzieje, to po cichu cieszę się, że doszło do tej walki w Kongo i udało się jeszcze zaliczyć tak prestiżowy pojedynek. Teraz nie wiadomo co będzie. Wszystkie gale pięściarskie zostały odwołane, nikt na razie nie planuje kolejnych. Trzeba to przetrwać i liczyć, że sytuacja szybko wróci do normy. Najgorsza jest ta niepewność, że nie wiadomo jak długo jeszcze to potrwa - mówi Michał Cieślak.

- Jestem w stałym kontakcie z promotorem, Tomaszem Babilońskim. Wszyscy mamy związane ręce. Trudna sytuacja dotyczy nie tylko boksu, ale całego sportu. Sponsorzy się wycofują, wahają, nikt nie wie jak to będzie wyglądać dalej - zaznacza Michał Cieślak.

Pełna treść artykułu w "Echu Dnia" >>