onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

Paweł Głażewski (23-3, 5 KO) za pośrednictwem Facebooka podsumował swoją sobotnią porażkę z mistrzem WBA wagi półciężkiej Jurgenem Braehmerem (45-2, 33 KO). Polak został znokautowany na gali w Oldenburgu w pierwszej rundzie ciosem na korpus.

- Minęło kilka dni. Taka porażka nie boli ani mniej ani więcej jak od razu po walce. Rozczarowałem siebie, swoich bliskich i kibiców i na pewno musi minąć trochę czasu, żeby to przełknąć.10 tygodni ciężkich przygotowań i każdego dnia pragnienie zdobycia tego pasa. Porażka w taki sposób od razu na początku walki boli bardzo, bo tak na prawdę nie mogłem się sprawdzić na tym poziomie i zdobyć doświadczenia, które owocowałoby w kolejnych walkach. Przed walką psychicznie czułem się bardzo dobrze, nie miałem sobie nic do zarzucenia. Wiedziałem, że w przygotowaniach zrobiłem, co mogłem i jestem bardzo dobrze przygotowany. Do samego wyjścia do ringu wychodziłem z myślą, żeby powojować o ten pas. Przed walką mówiłem promotorowi że powojuję też dla niego za to że doprowadził mnie do tej walki i na początku dał mi szansę. Traktuję to jako nieszczęśliwy wypadek. Dostałem cios na wątrobę, przytkało mnie nie mogłem złapać oddechu, chyba na 7 złapałem pierwszy oddech. Moja wina, bo mogłem się zasłonić, a ja schyliłem się nisko nie widząc ciosu. "Człowieka nie poznaje się po tym, jak upada, tylko jak się podnosi". Próbujemy dalej, bo ta walka nie pokazała nic, po prostu mojego wielkiego pecha. Nie mam zamiaru odbudowywać się kilkoma walkami, bo nie ma już na to czasu. Jeżeli pojawią się okazje, to będę z nich korzystał, bo walki na przetarcie nie dadzą mi już nic. Mając 26 walk, muszę próbować dalej. Oczywiście najpierw trzeba będzie wygrać z solidnym zawodnikiem - napisał Paweł Głażewski.