onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 



18 kwietnia na gali Wojak Boxing Night w Legionowie dojdzie do wyczekiwanego przez kibiców rewanżu pomiędzy niedawnym pretendentem do tytułu mistrza świata wagi półciężkiej Pawłem Głażewskim (23-3, 5 KO) i Maciejem Miszkiniem (16-4, 4 KO). Tym razem pięściarze wypowiadają się na temat walki dużo spokojniej, niż przed rozegranym rok temu pierwszym pojedynkiem.

Do rewanżu nieco ponad miesiąc. Jak przygotowania? Na jakim etapie jesteś?
Przygotowania do walki idą bardzo dobrze, jest to już piąty tydzień. Na początku jak zwykle treningi kondycyjne, wytrzymałościowe, siłowe i crossfity z moim kolegą Krzyśkiem Nikonowiczem. Baza fizyczna pod całe przygotowania jest zrobiona. Teraz już 2 tydzień na sali odpuszczamy delikatnie treningi siłowe, a zaczynamy bardziej skupiać się na tarczowaniu, na worku i walce z cieniem. Za jakieś 1,5 tyg. rozpoczynam sparingi do walki.

W pierwszej walce Maciek zrobił formę życia, nie da się tego ukryć. Tutaj będzie pewnie tak samo. Nie myślałeś o jakiejś walce na przetarcie, żeby się odbudować?
Nie ucierpiałem zbytnio po ostatniej walce i bardzo szybko wróciłem do siebie. Chęci do treningu mam nadal ogromne. Nasza pierwsza walka była dość wyrównana i teraz jeszcze bardziej chcę pokazać kto jest lepszy. Dam z siebie wszystko.

Traktujesz tą walkę jako takie „być albo nie być”? Ewentualna przegrana to Twój wielki krok w tył. Maćkowi również ciężko będzie wrócić na poziom, który prezentuje obecnie.
Chciałem przypomnieć, że po walce ze mną, Maciek przegrał z Suszczycem i stoczył wyrównaną walkę z zawodnikiem który waży 70kg. Tak naprawdę, to on nigdzie nie był w tym swoim boksie, nic wielkiego nie zaprezentował poza dobrą walką ze mną, do której się bardzo dobrze przygotował. W walce wieczoru walczy tylko dlatego, że walczy ze mną. Ma drugie 5 min. Pierwsze miał przy okazji naszej pierwszej walki. Jeśli chodzi o mnie, nie wychodzę do ringu z myślą, że mogę przegrać. Nie ma czegoś takiego. 18 kwietnia wychodzę między liny i wygrywam walkę. Wtedy myślimy co dalej.

Ten pojedynek to ukłon w stronę kibiców?
Niewątpliwie ta walka, to ukłon w stronę kibiców. Tomek Babiloński po raz kolejny wychodzi naprzeciw oczekiwaniom kibiców i organizuje taki pojedynek. Kibice uwielbiają polsko – polskie walki. Ja mam swoich fanów, mój przeciwnik również, i takie właśnie walki elektryzują kibiców bardziej niż obijanie jakichś bokserów z zagranicy. No chyba, że są to walki z dobrymi nazwiskami.

Pełna treść rozmowy z Pawłem Głażewskim na Tylkoboks.pl >>