onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 



- Uważam, że nie ma co zbyt długo zatrzymywać w jednym miejscu, nad niepowodzeniami - można się pogubić. Dość szybko się otrząsnąłem, wznowiłem treningi, kolejne wyzwania przede mną. Walczymy dalej - mówi w wywiadzie dla portalu mojafigura.com boksujący w wadze półciężkiej Paweł Głażewski (23-3, 5 KO). "Głaz", który w grudniu doznał pierwszej porażki w zawodowej karierze, przegrywając przez nokaut z mistrzem WBA Jurgenem Braehmerem, na ring powróci 18 kwietnia w Legionowie rewanżowym starciem z Maciejem Miszkiniem (16-4, 4 KO).

Pawle, jak wygląda Twój zwykły dzień na miesiąc przed walką?
Paweł Głażewski: Na tym etapie przygotowań każdy mój dzień jest związany z boksem. Rano jem śniadanie, zawożę córeczkę do przedszkola, później trening. Żona gotuje, oczywiście przestrzegam diety. Jem obiad, jadę po dziecko do przedszkola, kolejny trening. Wieczorem jakiś film. I tak wygląda dzień za dniem.

Do walki z Maćkiem przygotowujesz się przed 10 tygodni. Na jakim etapie przygotowań jesteś?
Jestem w piątym tygodniu treningów. Wczoraj rano był trening szybkościowy na przyborach, po południu masaż. Dziś dwa treningi. Weekend będzie wolny. Fizyczna robota jest zrobiona, zostaną treningi crossfitowe. Powoli wchodzimy w treningi techniczne - przybory, tarcza z trenerem, za jakiś czas wejdziemy w sparingi.

Ilu będzie sparingpartnerów?
Na początku jeden, później - dwóch. Na jeden bądź dwa sparingi dziesięcio-rudnowe będę potrzebował trzech sparingpartnerów.

Zależało Tobie, aby do tego rewanżu doszło? Po walce Maciek powiedział, że jak zobaczysz rano do lustra, to będziesz wiedział, kto tą walkę wygrał…
Nie przywiązuję uwagi do tego, co on mówi. To, że do tej walki dochodzi to przede wszystkim inicjatywa mojego promotora, ale także i moja. To ukłon w stronę kibiców, ponieważ pierwsza walka podobała się. Tomasz Babiloński po raz kolejny wychodzi naprzeciw oczekiwaniom kibiców i daje mi rewanż, który chcieli.

Znałeś Maćka wcześniej?
Kilka razy go spotkałem, ale to wszystko. Nie miałbym problemu walczyć też z kimś, kogo znam, ponieważ w karierze amatorskiej bardzo często mierzyłem się z zawodnikami, których znałem - nawet z kolegami z klubu z Białegostoku. Byliśmy w jednej wadze i sprawdzaliśmy się w ringu. Później szliśmy na obiad, rozmawialiśmy.

Maciek przed Waszą walką jest pewny siebie. Kiedy kilka dni temu rozmawialiśmy, powiedziałeś, że każdy ma jakieś marzenia…
Uważam, że to pozytywne jeśli ktoś wychodzi do ringu z myślą o zwycięstwie. W przeciwnym razie nie byłoby sensu wychodzić. Zawsze wchodzę do ringu z nastawieniem wygranej, choć nie raz różnie z tym bywa. Nie ma takie sytuacji, że wychodzę z nastawieniem na przegraną. (...)

W sobotę 6 grudnia, Twoja walka zakończyła się w ekspresowym tempie. Co się stało? To nie był Twój dzień?
Oczywiście, można mówić, że to nie był mój dzień, że pech. Walka zakończyła się bardzo szybko. Zaskoczył mnie celnym uderzeniem na wątrobę, ciężko mi było złapać oddech. Przez dziesięć tygodni bardzo ciężko się przygotowywałem, każdego dnia marzyłem o tym, aby zdobyć pas, ale to marzenie bardzo szybko prysło.

Poleciały łzy, czy starałeś się trzymać emocje?
Kilka łez poleciało. Każdego dnia miałem chęci i marzenia zdobycia pasa, później - bardzo szybko to marzenie zostało to rozwiane. Były to ciężkie chwile... Uważam, że nie ma co zbyt długo zatrzymywać w jednym miejscu, nad niepowodzeniami - można się pogubić. Dość szybko się otrząsnąłem, wznowiłem treningi, kolejne wyzwania przede mną. Walczymy dalej. Było kilka ciężkich walk, ale z każdej wyniosłem jakieś doświadczenie. Sport uczy przegrywać, uczy pokory i dyscypliny. Już się o tym przekonałem.

Cały wywiad z Rafałem Jackiewiczem na mojafigura.com >>

Kup bilety na galę Wojak Boxing Night w Legionowie >>