onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 



W lipcu na gali w Rzeszowie boksujący w wadze półciężkiej Paweł Stępień (12-0-1, 11 KO) stoczył pierwszą zawodową walkę, która nie zakończyła się jego zwycięstwem. Sędziowie wypunktowali remis w jego pojedynku z Markiem Matyją (16-1-2, 7 KO). 28-latek ze Szczecina nie ma wątpliwości, że to on był w tej konfrontacji lepszy. Podopieczny trenera Jurija Wachtierowa powoli rozpoczyna także przygotowania do kolejnego pojedynku.

Co się działo w twojej szatni po walce z Markiem Matyją? Krzesła latały po ścianach?
Paweł Stępień: Nie, tak źle nie było, ale nie ukrywam, że byłem wściekły na sędziów. Wygrałem tę walkę i nie dam sobie wmówić, że było inaczej. Byłem lepszy i zasłużyłem na zwycięstwo. Może miałbym jakieś wątpliwości, jeśli faktycznie ludzie widzieliby to inaczej, ale niemal każdy podchodził do mnie po walce i mówił, że wygrałem. Dariusz Michalczewski powiedział mi, że samą lewą ręką wygrałem tę walkę sto do zera.

Masz duży żal do sędziów?
Żal przeszedł mi szybko, ale takie decyzje po prostu niszczą zawodników psychicznie. Spotykałem się z tym wielokrotnie w boksie amatorskim. Sędziowie widzą swoją walkę, punktują zupełnie inaczej, niż powinni, a to bardzo odbiera ochotę do dalszych treningów. Mogę wymieniać wielu chłopaków, którzy przez takie numery porzucali boks, bo nie widzieli sensu dalszego trenowania. Może sędziowie nie zdają sobie z tego sprawy, ale oni takimi decyzjami po prostu niszczą psychicznie zawodników i całą dyscyplinę.

Minął miesiąc od walki. Widziałeś ją w telewizji?
Tak, oglądałem ją 6-7 razy. Chciałem się upewnić, że to co czułem w ringu, wyglądało podobnie w przekazie telewizyjnym. Nie mam żadnych wątpliwości, że byłem lepszy. Nie jestem w stanie punktować w tej walce więcej, niż trzech rund dla Marka. Z jednej strony pocieszające jest to, że wszyscy widzieli w tej walce moją wygraną. Dostałem dużo pozytywnych wiadomości od kibiców. Ktoś napisał, że obejrzał walkę bez komentarza i liczył celne ciosy. Wyszło mu 110 do 60 na moją korzyść.

Jesteś przekonany, że zrobiłeś wszystko, żeby wygrać tę walkę?
Jestem przekonany, że zrobiłem wystarczająco. Oczywiście, mogłem podjąć więcej ryzyka i pójść na wybitkę, ale po co? Czułem, że wygrywam ten pojedynek wysoko i nie ma takiej potrzeby. To jest boks, a nie mordobicie. Sztuka walki, która jest bardzo niebezpieczna, co pokazują tragedie w ostatnich tygodniach. Nie mam zamiaru nadmiernie ryzykować i odsłaniać się tylko dlatego, że ktoś oczekiwał mojej większej przewagi pod koniec walki. Kontrolowałem prawie wszystkie rundy, każdy lewy prosty dochodził do celu, a Marek nic nie robił. Próbował wchodzić w moje ciosy i machał rękami, ale nie trafiał. Jego ciosy nie miały dużej siły, były wyprowadzane trochę na oślep. Marek boksował schowany za gardą, przez pełne 10 rund miał ręce przyklejone do brody. Miałem wrażenie, że on bardziej chce tę walkę przetrwać, niż ją wygrać.

Niektórzy twierdzą, że byłeś zbyt mało aktywny w końcowych rundach, bo brakowało tobie sił.
Bzdura, kondycyjnie byłem przygotowany świetnie. Mogłem podkręcić tempo, mogłem przyśpieszyć, jeśli miałbym świadomość, że walka jest równa. W walce z Suchockim dostałem informację, że na kartach punktowych jest remis i od siódmej rundy zmieniłem taktykę. Jeśli tutaj miałbym informację, że po ośmiu rundach walka jest bliska remisu, to boksowałbym inaczej, ale i tak nie uważam, że oddałem końcówkę pojedynku. Czułem, że mam widoczną przewagę.

Przyjmiesz propozycję rewanżu, jeśli taka się pojawi?
Jak będzie taka propozycja, to będziemy się nad nią zastanawiać. Z jednej strony myślę sobie, że po co mam drugi raz udowadniać, że jestem lepszym pięściarzem od niego. Z drugiej, może akurat nie będzie dostępnych lepszych rywali, a Marek jest twardy, da mi trochę rund i chociaż jest niewygodny, bo bardziej myśli o tym, żeby samemu nie przyjąć, niż zadać cios, to z takimi rywalami też trzeba boksować. Na dzisiaj nikt z propozycją rewanżu nie wyszedł, więc nie ma tematu. Jeśli jednak miałoby do niego dojść, to na pewno będę chciał innego składu sędziowskiego, niż w pierwszej walce.

To będzie jedyny warunek?
To nie warunek czy moje wydziwianie, ale rozsądna ocena sytuacji. Skoro wychodzę, wygrywam walkę, a sędziowie i tak punktują remis, w tym jeden widzi tylko trzy wygrane przeze mnie rundy, to znaczy, że coś jest nie tak. Co ja mam jeszcze pokazać im więcej? Odsłonić się, polować na nokaut i samemu narażać się na kontrę, bo przecież Marek potrafi boksować, tylko dlatego, że oczekiwania wobec mnie są większe, niż wobec innych? Postawcie się w sytuacji zawodnika, który wychodząc do rewanżu z tym samym składem sędziowskim spala się psychicznie, bo bardziej myśli o sędziach, niż o boksowaniu. Po każdej jego obcierce czy przyjętym ciosie będę myślał o sędziach, o tym, jak oni to widzieli i co się dzieje na kartach punktowych. To bardzo obciążające, znam to uczucie z boksu amatorskiego, gdzie oszukiwano mnie niejednokrotnie.

Czy taktyka na rewanż byłaby inna, niż przed pierwszą walką?
Ciężko powiedzieć, ponieważ nie robimy z trenerem sztywnych założeń przed walką. Po prostu wychodzę i analizujemy na bieżąco, co robi rywal. Dostosowujemy się do niego i taktyka wychodzi w walce. Ja mam swoje atuty, które staram się wykorzystać i boksować na luzie. Nie spinać się na pojedyncze akcje czy ciosy. Przed pierwszą walką z Markiem nie mieliśmy sztywnego planu taktycznego i przed ewentualnym rewanżem raczej to się nie zmieni.

Kiedy stoczysz kolejną walkę?
Jesienią, w październiku lub listopadzie. Taką informację dostał mój menadżer od Andrzeja Wasilewskiego i pod taki termin wstępnie rozpocząłem przygotowania. Na razie nie są to wysokie obroty, ale ruszam się i czekam na konkrety.