Patronat medialny


 


Paweł WolakPawła Wolaka (29-2, 19 KO), kiedy zapowiadał go  Michael Buffer  przywitały oklaski, Delvina Rodrigueza (26-5, 14 KO) gwizdy  w Madison Square Garden. Po walce o tytuł IBO, obaj dostali owacje. Była znowu ta dziesiąta runda i  znowu klasyk, ale tym razem klasyk bez  polskiego happy endu - kiedy wydawało się, że to Polak ma więcej siły, to Rodriguez zaskoczył znakomitą serią kolejnych siedmiu uderzeń. Jak Wolak ustał na nogach przez środkowe 60 sekund tej rundy, wie tylko on sam, a sędziowie nie mieli tym razem wątpliwości ogłaszając jednogłośne zwycięstwo Delvina Rodrigueza (98:91, 98:92, 100:90).  Paweł  Wolak przegrał, bo w tej walce był pięściarzem znacznie rzadziej trafiającym czystymi ciosami: 257 uderzeń Rodrigueza doszło celu (tylko 167 Wolaka), a na 237 mocnych ciosów boksera z Dominikany, "Wściekły Byk" tym razem odpowiedział ponad stoma ciosami mniej... 

"Wściekły Byk" już w  pierwszej rundzie pokazał, że wiele zapamiętał z pierwszej walki. Lewy prosty, a przede wszystkim  lepsze poruszanie się podczas ataków sprawiały Rodruiguezowi sporo kłopotów.  Od trzeciej zaczęła się wojna, jaka w pierwszej walce obu pięściarzy - tylko wtedy,  dopiero od siódmej czy ósmej rundy,  zaczęły wchodzić ciosy podbródkowe pięściarza z Dominikany.  Teraz sprawiały one Pawłowi kłopoty znacznie szybciej i... znacznie częściej niż na początku pierwszej walki. Rodriguez był jednak tylko tak długo skuteczny - niezłe prawe proste strzelane na atakującego  Wolaka -  jak starczyło mu siły i  wytrzymywał presję ciągle atakującego i wyprowadzającego mnóstwo ciosów Pawła.

Im dłużej trwała walka, tym  częściej Rodriguez się mylił w kontrach, a Wolak skracał dystans tak szybko,że rywal nie potrafił odbijać go podbródkowymi.  Tradycyjnie była krew Polaka, ale wiadomo było, że przynajmniej w tej walce, nie skończy z nienaturalnie, koszmarnie napuchniętym okiem. Ostatnie rundy znowu nie były korzystne dla Wolaka, który zbyt często zostawał w tym samym miejscu po zadaniu serii ciosów, co Rodriguez wykorzystywał coraz częściej trafiając nad lewą ręką Polaka. Kryzys przyszedł w najgorszym z możliwych momentów - w dziesiątej rundzie, kiedy  Rodriguez zaskoczył Wolaka znakomitą serią kolejnych siedmiu uderzeń. Paweł z trudem utrzymał się na nogach (sędzia John McKie dał tę rundę Rodriguezowi różnicą dwóch punktów), jeszcze próbował, ale było wiadomo, że tej walki Wściekły Byk już nie wygra.  

Przemek Garczarczyk Nowego Jorku{jcomments on}