Patronat medialny


 

"Chodził na dwóch nogach, nosił ubrania i był człowiekiem, ale właściwie był to jednak wilk stepowy."

Herman Hesse, "Wilk Stepowy"

Każdy zawodowy pięściarz przypomina trochę głównego bohatera powieści Hermana Hesse – charakteryzuje go dwoistość natury: natura ludzka, w dniu codziennym i wilcza, kiedy znajduje się między linami ringu, gdy samotność oraz niezależność przestają być jego celem, a staje się jego losem, na który niejako został skazany.

Przypuszczam, że nie "Wilk stepowy", a po prostu nazwisko Piotra Wilczewskiego, stało się dla niego inspiracją, kiedy wybierał ringowy pseudonim, ale faktem jest, że w ostatnim czasie, jego kariera bardziej niż kiedykolwiek wcześniej przypomina życie stepowego wilka. Wilczewski co chwilę walczy na zagranicznych ringach, gdzie ta bokserska samotność jest jeszcze większa niż wtedy, kiedy walczy się przed własną publicznością. W ringu skazany jest sam na siebie, a musi mierzyć się nie tylko ze swoim rywalem - przeciwko niemu są też kibice, a nierzadko także sędziowie.

Dzisiejszego wieczoru ”Wilk” raz jeszcze będzie musiał się pogodzić ze swoją naturą. Polak zmierzy się z Arturem Abrahamem, a pojedynek odbędzie się na terenie rywala, który jest zresztą murowanym faworytem do zwycięstwa. Wynik tego starcia nie jest jednak tak oczywisty. Nigdy nie przepadałem za boksem Niemca. Zawsze wydawało mi się, że jest pięściarzem przereklamowanym, o dużych ograniczeniach, który swoje sukcesy zawdzięcza prowadzeniu kariery w sposób odpowiednio dopasowany do poziomu jego umiejętności, a kiedy przyjdzie mu się zmierzyć z rywalami z najwyższej półki, to będzie przypominał Don Kichota w walce z wiatrakami. Oczywiście Wilczewski nie jest pięściarzem klasy Carla Frocha, a tym bardziej Andre Warda, ale nie oznacza to, że nie będzie w stanie pokonać Niemca. Mówi się, że ewentualne zwycięstwo Polaka będzie największym sukcesem w jego dotychczasowej karierze. Zaryzykuję jednak tezę, że ten pojedynek będzie także jednym z większych wyzwań w karierze Abrahama.

Niemiec nie jest tym samym pięściarzem, który nokautował kolejnych rywali w wadze średniej, nie dominuje już tak fizycznie, a co najważniejsze – przegrywa, co moim zdaniem ma wyraźny wpływ na jego psychikę. Abraham był pięściarzem o niezwykłej pewności siebie, wierzył, że może znokautować każdego przeciwnika, że może być równie dobry jak jego idol - Mike Tyson i że będzie w stanie całkowicie zdominować kategorię w której występuje. Życie jednak brutalnie zweryfikowało jego plany. Widać było wielkie rozczarowanie Abrahama, który starał się w jakiś sposób wytłumaczyć swoje porażki, znaleźć winnych – oskarżał między innymi swojego trenera Uli Wegnera o niewłaściwą taktykę na walkę. W końcu sam jednak zrozumiał, że problemem są jego własne ograniczenia, rozważał zakończenie kariery, ale ostatecznie zdecydował się przedłużyć kontrakt z Sauerlandem. Nie mam jednak wątpliwości, że Abraham zdaje sobie sprawę z tego, że najlepszym pięściarzem na świecie nigdy nie zostanie, że nie jest tak dobry jak mu się do niedawna wydawało, a przez to nie jest już tym samym "ringowym mordercą".

Przegrane pojedynki Abrahama pozostawiły po sobie też to, co angielskojęzyczni eksperci określają zwrotem "blueprint", a więc szablon, wzór, który jest sposobem na pokonanie Niemca. Jestem przekonany, że Wilczewski jest w stanie walczyć z Abrahamem podobnie jak robił to Carl Froch. "Podobnie" nieznaczny równie skutecznie, ale Polak z całą pewnością powinien operować ciosami prostymi starając się utrzymać rywala na dystans, wykorzystywać pracę nóg, schodzić z linii ciosu i próbować kontrować przeciwnika, bo Niemiec daje ku temu wiele okazji. Naturalnie to co łatwo jest powiedzieć czy napisać dużo trudniej jest wprowadzić w życie, bo jak powinno się walczyć z pięściarzem o takiej specyfice jak Abraham, wiadomo od dawna, ale przez długi czas nikt nie potrafił zrealizować tego w praktyce. Kolejne porażki Niemca pokazały jednak, że jest to możliwe, a ja wierzę, że zadanie to jest też w zasięgu możliwości naszego pięściarza.

Wilczewski jest co prawda starszy od Abrahama, ale jeżeli można mówić o szczytowym etapie kariery, to bliżej do niego Polakowi niż jego rywalowi. "Wilk" po latach występów na galach w Dzierżoniowie, Grodzisku Mazowieckim czy Ostrołęce i po dotkliwej porażce z Curtisem Stevenem, wyraźnie się podniósł i odżył w pojedynkach o stawkę, w których nie był faworytem. Nokaut na Asikainenie i nieznaczna porażka, po znakomitej walce z Jamesem DeGalem uczynił z pięściarza klasy lokalnej, boksera europejskiej czołówki. Wygląda na to, że właśnie takie wyzwania, a nie pojedynki na polskich galach z przeciętnymi przeciwnikami są żywiołem Wilczewskiego.

Dzisiejszego wieczoru czeka go jednak wyzwanie szczególnie trudne. Spodziewam się, że Polak będzie miał przewagę w pierwszej połowie walki i jeżeli Abraham nie zdoła go znokautować w późniejszych rundach, to Wilczewski będzie miał szanse, na punktowe zwycięstwo, przy założeniu, że Niemiec nie dostanie wyraźnego wsparcia ze strony sędziów. Jednak bez względu na końcowy wynik, polskich kibiców czeka dzisiaj sporo emocji, swoją postawą Wilczewski nas na pewno nie rozczaruje, a za pogodzenie się z losem wilka stepowego, za przyjmowanie takich wyzwań, już teraz zasługuje na słowa uznania.

Tomasz Siwko