onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 



Przemek Majewski

11 czerwca na gali Hasima Rahmana w Southaven w stanie Mississippi niepokonany Przemek Majewski (16-0, 11 KO) zmierzy się w walce o pasy NABO i IBF International z Amerykaninem Marcusem Upshawem (13-5-1, 6 KO). Dla 31-letniego Polaka będzie to najważniejszy pojedynek w profesjonalnej karierze, która, jak zdradza sam "The Machine", zaczęła się całkowicie przypadkowo.

- To zwariowana historia - mówi w wywiadzie dla boxingtalk.com o początkach swojej przygody z ringiem Majewski. - Pewnego dnia poszedłem do dentysty. Ten dentysta powiedział mi, że chodzi na zajęcia z boksu. Zapytał, czy też nie chciałbym spróbować. To był taki boks rekreacyjny z fitness. Instruktorem był James Rocky McCray, były zawodowiec. Wpadłem na te zajęcia i trenowaliśmy tak ciężko, że omal nie zwymiotowałem. Spodobało mi się, więc chodziłem dalej na te treningi, z tym dentystą, jakimiś paniami. W końcu Rocky McCray namówił mnie na stoczenie walki amatorskiej. Trenowałem wtedy od sześciu miesięcy.

- Wygrałem Złote Rękawice w klasie początkujących - wspomina dalej podopieczny Mariusza Kołodzieja. - Ważyłem wtedy 165 funtów. Nie było wielu rywali w mojej kategorii, więc dostałem się do walki o mistrzostwo. Byłem bardzo szczęśliwy, udało mi się wygrać. Po tej walce dostałem się do turnieju regionalnego i zwyciężyłem w czterech pojedynkach z rzędu. Zdobyłem Złote Rękawice Pensylvanii. Po tym turnieju postawiłem na boks. Trenowałem coraz ciężej, próbując zrozumieć boks. Doszedłem do wniosku, że muszę się bardziej poświęcić i trochę mniej imprezować. Po starcie w Złotych Rękawicach w 2006 roku przeszedłem na zawodowstwo.

- To była zwariowana droga, Nigdy nie przypuszczałem, że mogę być profesjonalnym pięściarzem - dodaje Majewski, który w przypadku wygranej z Upshawem ma realne szanse na pojawienie się w kolejnych rankingach federacji WBO i IBF.{jcomments on}