Patronat medialny


 


Adamek Maddalone- Maddalone był twardy i wstawał. To kawał wojownika. Prawdę mówiąc, myślałem, że przy drugim razie sędzia szybciej przerwie walkę. Bałem się, żeby nie trafić go mocno jeszcze raz, bo został już zamroczony i widziałem, że nie był sobą - mówił Tomasz Adamek (43-1, 28 KO) po walce z Vinnym Maddalone (33-7, 24 KO).

- To też człowiek, a ja szanuję każdego. Później pokazałem sędziemu, że narożnik poddaje Amerykanina, co było dobrym gestem z ich strony. Ja wolę unikać egzekucji. To szermierka na pięści i nie chodzi o to, żeby sobie robić krzywdę. Kiedyś tak było z Johnathonem Banksem i skończyło się brzydkim nokautem - mówi Adamek.

PS: Potrafił pan w czwartek podkręcać tempo, dokładnie tak jak w czasach boksowania w kategorii junior ciężkiej i półciężkiej.
TA:
Wszyscy wokół mówią, że staję się naturalnym ciężkim. Powtórzę jeszcze raz: Roger Bloodworth jest bardzo mądrym trenerem. Sam boksuję dwadzieścia lat i czuję, kiedy staję się lepszy. Tak jak teraz. Nie zmarnowaliśmy ostatnich tygodni.
PS: Gdzie są największe rezerwy?
TA:
Mogę poprawić płynność ruchów, choć w ringu już teraz wyglądało to nieźle. Na pewno nigdy nie będę idealny, bo jestem tylko człowiekiem i każdy robi jakieś błędy. Czuję jednak, że się rozwijam, zadaję krótkie i silny ciosy. W walce z Maddalone w pewnym momencie zabolała mnie ręka. Trafiłem czyściutko lewym sierpem w trzeciej czy czwartej rundzie. To oznacza, że siła rośnie. (...)

PS: Co teraz?
TA:
Jadę z Ziggym Rozalskim na narty (śmiech).

Więcej znajdziesz w sobotnim „Przeglądzie Sportowym". {jcomments on}