Patronat medialny


 

Sponsor grupy KnockOut

Niepokonany na zawodowych ringach Michał Cieślak, mocno bijący Siergiej Werwejko i dwumetrowy Krzysztof Kosela pomagają Albertowi Sosnowskiemu (49-7-2, 30 KO) przygotować się do walki o mistrzostwo Polski wagi ciężkiej z Andrzejem Wawrzykiem (32-1, 18 KO). Pojedynek odbędzie się 17 września na gali Polsat Boxing Night w Gdańsku.

- Jestem zadowolony z przygotowań Alberta, w dniu walki do ringu wyjdzie prawdziwy wojownik, on ma taki charakter i choć może nie jest faworytem tej potyczki, na pewno da z siebie wszystko i postaramy się zaskoczyć Andrzeja - mówi trener "Dragona" Jarosław Soroko.

Ostro przed zbliżającym się starciem ćwiczy także Wawrzyk, który przebywa obecnie na zgrupowaniu w Wałczu. Podopieczny Fiodora Łapina sparuje m.in. z niedawnym pogromcą Sosnowskiego Marcinem Rekowskim.

Głównym wydarzeniem wrześniowej gali w Gdańsku będzie walka o tytuł czempiona WBO kategorii junior ciężkiej pomiędzy Krzysztofem Głowackim (26-0, 16 KO) i złotym medalistą olimpijskim Oleksandrem Usykiem (9-0, 9 KO).

 Kup bilet na walkę Krzysztof Głowacki - Oleksandr Usyk >>  
Jak zamówić galę Polsat Boxing Night w PPV >>

Add a comment

17 września na gali "Głowacki - Usyk" w Gdańsku Albert Sosnowski (49-7-2, 30 KO) zmierzy się w pojedynku o mistrzostwo Polski wagi ciężkiej z Andrzejem Wawrzykiem (32-1, 18 KO). - Zawsze walczyłem do końca. Wiem, że Andrzej jest groźny, że bije mocni, ale nie przejmuję się. Ja też mam swoje atuty, nie róbmy z Andrzeja Witalija Kliczki. Jest do pokonania, można z nim wygrać - mówi były mistrz Europy i pretendent do pasa WBC w wywiadzie dla ringpolska.pl.

Zbliża się walka z Andrzejem Wawrzykiem, jak przebiegają przygotowania?
Albert Sosnowski: Przede wszystkim cieszę się ze współpracy z trenerem Soroko. Poznaliśmy się przed galą w Żyrardowie. Trener wówczas dostrzegł moje błędy, teraz znów połączyliśmy siły i ciężko trenujemy. Jest taktyka na Andrzeja, fajnie się dogadujemy, mamy wspólny pomysł na to, co może być skuteczne w walce z Andrzejem.

Czyli koncepcja na pokonanie Wawrzyka już jest…
Na pewno, wiadomo, że rozmawiamy na ten temat, analizujemy walki Andrzeja i staramy się rozpracować jego sposób walki. Tak jak wspominałem wcześniej, uważam Andrzeja za najlepszego polskiego ciężkiego, ale skupiam się przede wszystkim na sobie. Wiadomo, że Andrzej jest szybki, lotny na nogach, przytył i mocno bije, a nie stracił szybkości. Jest bardzo groźnym przeciwnikiem. Nikt nie lubi przegrywać, ja też zawsze do ringu wchodzę po zwycięstwo. Wiem, że przede mną ciężka walka, ale będę przygotowany na to, by pokusić się o wygraną.

Gdzie widzisz swoje atuty w tej walce?
Mój atut to przede wszystkim doświadczenie. Walczyłem na wielu ringach, natomiast wszystkie pozostałe atuty Andrzej w tym wieku ma zdecydowanie wyżej ode mnie. Doświadczenie, pewna taktyka na walkę, skupienie się na obronie i łut szczęścia pozwolą mi tę walkę wygrać. Wierzę, że 17 września będę w dobrej dyspozycji psychofizycznej, wyjdę do ringu i powalczę o zwycięstwo.

Panuje opinia, że Andrzej nie ma najmocniejszej szczęki. Widzisz tu swoją szansę?
Ja raczej nigdy nie miałem takiego pojedynczego mocnego kończącego ciosu. Jeśli uda mi się trafić Andrzeja i zobaczę, że jest trafiony, na pewno będę chciał pójść z kontynuacją akcji, ale nastawiam się tu na innego rodzaju triki, nie chcę tu się na ten temat rozwodzić… Wiadomo, że w wadze ciężkiej jeden cios może powalić, ale ja na to nie liczę, wiem, że trzeba będzie wypracować akcje, a przede wszystkim skupiam się na obronie.

Z perspektywy tych kilku tygodni przepracowanych na sali uważasz decyzję o tej walce i powrocie na ring za słuszną czy masz czasem myśli w rodzaju "w co ja się znowu pakuję!"?
Nie jestem pierwszym i ostatnim bokserem, który kończy karierę i zaraz potem wraca, a po mnie będą jeszcze inni. Pojawiła się po prostu oferta, ja nadal byłem na sali treningowej, uznałem, że warunki finansowe są ciekawe i dlatego postanowiłem zaboksować. Ale nie da się ukryć, że od początku zakładałem, że to będzie trudna przeprawa i decyzję przeanalizowałem z trenerem. Postanowiłem, że dam z siebie wszystko i powalczę. Czy to była słuszna decyzja, okaże się po walce.

Ale teraz trenując czujesz jeszcze głód boksu czy też miewasz chwile zwątpienia?
Są we mnie i takie myśli i takie. Są dni, gdy czuję dobrą energię, radość, jest we mnie gotowość bojowa, ale są i takie, gdy coś mi nie wychodzi na treningu i wtedy przychodzą chwile zastanowienia. Ale to jest taka karuzela emocji, którą ma większość pięściarzy. Ważne jest, żeby wyzwolić w sobie pozytywną energię i z nią wyjść do ringu. Podjąłem decyzję o walce z Andrzejem i ją podtrzymuję. Zawsze walczyłem do końca. Wiem, że Andrzej jest groźny, że bije mocni, ale nie przejmuję się. Ja też mam swoje atuty, nie róbmy z Andrzeja Witalija Kliczki. Jest do pokonania, można z nim wygrać.

Jak wspominasz wspólne treningi z Andrzejem u Fiodora Łapina? Kto mógł z nich wyciągnąć więcej pod kątem zbliżającej się walki?
Według mnie zdecydowanie większą wiedzę wynieśli Andrzej i trener Łapin. Kilka razy sparowaliśmy i Andrzej bardzo mi nie leżał, niewygodnie mi się sparowało. Jednak to było dość dawno i byłem wówczas innym zawodnikiem, wnosiłem na salę inne rzeczy, inaczej podchodziłem do innych spraw i trener Łapin inaczej do mnie podchodził. Oczywiście szkolił mnie, doskonalił swój boks, ale bardziej zajmował się zawodnikami ze swojej grupy. Fiodor Łapin to bez wątpienia mocny punkt w obozie Andrzeja, jest świetny pod względem taktyki i techniki, to dla mnie autorytet trenerski, ale to będzie walka o jeden dzień. Waga ciężka ma to do siebie, że tu jeden cios może zniszczyć całą taktykę i odmienić losy pojedynku. Ja się nastawiam na trudną walki i realizację swoich założeń, wyjdę do ringu z otwartym umysłem, bez presji i będę chciał dobrze zaboksować.

Trener Łapin twierdzi, że ty już nie powinieneś boksować...
Każdy ma prawo do własnego zdania, może trener Łapin uznał, że dobrze się realizuję w komentowaniu czy innych sprawach i boks nie jest mi już do niczego potrzebny. Wiadomo, ja już wielkiej kariery nie zrobię, ale swoje zrobiłem dla polskiego pięściarstwa. Może trener uważa, że nie jest mi potrzebna walka z Andrzejem, który jest w szczycie formy, jest szykowany na wielki pojedynek i wszyscy w jego grupie wierzą, że taki pojedynek otrzyma. Ale ja żyję swoim życiem, mam swoje sprawy, problemy, swoje radości i zdecydowałem się walczyć.

Słowa trenera Łapina są dla ciebie dodatkową motywacją? Chcesz mu udowodnić, że jest w błędzie? Jemu czy Mateuszowi Borkowi…
Nie, to nie jest sprawa osobista. Moje zachowanie wobec Mateusza Borka na konferencji prasowej nie było do końca przemyślane, wyszło jakoś tak naturalnie. Faktycznie gala w Żyrardowie miała być galą pożegnalną i mógł się nasunąć wniosek, że kończę po niej karierę. Nie chciałem być w żadnym wypadku złośliwy w stosunku do Mateusza… Tak jak mówiłem, nie jestem pierwszym i ostatnim pięściarzem, który kończy karierę i wraca na ring. Rynek polski jest mały.

W przeszłości już miałeś walczyć z Andrzejem Wawrzykiem, jednak miał on wypadek samochodowy i pojedynek odwołano. Sądzisz, że teraz masz mniejsze czy większe szanse na wygraną, niż miałeś wówczas?
Nie rozpatruję tego w ten sposób, ale teraz jestem w sytuacji, w której nie czuję presji. Zdaję sobie sprawę, że Andrzej jest zdecydowanym faworytem. Ja myślę pozytywnie i podchodzę do tej walki bez ciśnienia, natomiast Andrzej być może podchodzi do mnie trochę lekceważąco i uważa, że to będzie łatwa robota. Tym lepiej dla mnie!

Andrzej faktycznie może podchodzić do walki lekko, ale trudno sobie wyobrazić odpuszczającego treningi Fiodora Łapina…
Zgadza się, ale ja nie twierdzę, że Andrzej nie będzie dobrze przygotowany. Trener Łapin od lat pracuje z Andrzejem nad pewnymi elementami technicznymi, jak dokręcanie ciosów czy bicie prawej ręki z góry, ponowienie ataku na wątrobę, więc pewne rzeczy ma szlifowane niemal do perfekcji. Taryfy ulgowej na treningach na pewno nie ma, ale walka rozgrywa się też w sferze psychicznej i tutaj różnie to bywa. Ja na pewno w walce będę szukał jakiegoś mocnego uderzenia, jakiegoś otwarcia, żeby Andrzej zaczął walczyć po mojej myśli.

Ostatnio pojawiła się informacja o możliwym powrocie na ring Tomasza Adamka. Nie jesteś sam…
No właśnie. Tomek chyba uznał, że jest jeszcze dość dobry i popularny, a nie potrafi się jeszcze całkiem odnaleźć w rzeczywistości bez sportu. Być może poczuł znów głód boksu i wraca, bo wie, że jego walka się sprzeda, ludzie będą go oglądać, może się jeszcze pokusi o jakieś zwycięstwo. A to wiadomo oznacza dodatkowe pieniądze, a na pieniądze nikt się nie obraża. Ja się decyzji Tomka wcale nie dziwię, bo jest popularny i jeszcze może się do niego ustawić cała kolejka bokserów, którzy będą chcieli się wybić na jego nazwisku.

Naprawdę tak ciężko jest się rozstać z ringiem? Na pewno lepiej rozumiesz Tomka niż większość kibiców…
Każdy pięściarz jest inny, to jest jednak sport indywidualny. Jeden chce zejść ze sceny, bo jest zadowolony z tego, co zrobił, drugi cały czas szuka wyzwań, trzeci ma inne problemy, które skłaniają go do powrotu na ring, także ciężko tu generalizować. Ale zakładam, że Tomek uznał, iż jest jeszcze coś do zrobienia, propozycję będą, fizycznie czuje się dobrze, więc czemu ma kończyć…

A ty w przypadku porażki z Wawrzykiem definitywnie zakończysz karierę?
Zobaczymy po walce. W Żyrardowie zbyt pochopnie się wypowiedziałem i potem był kłopot. Zobaczymy, jak wyjdzie walka, jaki będzie jej rezultat, jaki przebieg. Usiądę i wszystko przemyślę, teraz nie chcę składać żadnych deklaracji.

Na sportową emeryturę wysyła cię też wielu kibiców. Zwracasz uwagę na ich głosy?
Na pewno jest lepiej jest czytać na swój temat miłe komentarze niż jakieś "hejty", ale wiem, że wszystkim nie dogodzę. Wiadomo, jedni mnie nie lubią, inni się o mnie martwią - proszę się nie martwić! Ja staram się jak najmniej zwracać uwagi na komentarze, skupiam się na swojej pracy, bo nikt za mnie do ringu nie wyjdzie.

 Kup bilet na walkę Krzysztof Głowacki - Oleksandr Usyk >>  
Jak zamówić galę Polsat Boxing Night w PPV >>

Add a comment

Albert Sosnowski (49-7-2, 30 KO) nie będzie faworytem w walce o mistrzostwo Polski wagi ciężkiej z Andrzejem Wawrzykiem (32-1, 18 KO). Trener byłego czempiona Starego Kontynentu Jarosław Soroko jest jednak dobrej myśli i przekonuje, że jego podopieczny 17 września w hali ERGO ARENA wyjdzie po wygraną.

- Wawrzyk bez wątpienia ma swoje atuty, jest większy od Alberta, młodszy, ale my mamy swój sposób. - mówi Soroko. - Zobaczymy, czy uda się go wcielić w życie, ale tu już wszystko zależało będzie od Alberta. 

- To jest waga ciężka i tu nawet przypadkowy cios może odwrócić losy walki - twierdzi szkoleniowiec Sosnowskiego i dodaje: - Ja wierzę w zwycięstwo. Po to trenujemy, by wygrać. Mamy pomysł, by zaskoczyć Wawrzyka niebezpiecznymi akcjami!

Pojedynek Alberta Sosnowskiego z Andrzejem Wawrzykiem będzie jedną z atrakcji gali Polsat Boxing Night, na której Krzysztof Głowacki stanie do obrony tytułu mistrza świata WBO kategorii junior ciężkiej, krzyżując rękawice z Oleksandrem Usykiem (9-0, 9 KO). 

Zobacz na żywo walkę Głowacki - Usyk o pas WBO >>

Add a comment

- Jeżeli 17 września na gali Polsat Boxing Night wygram walkę z Andrzejem Wawrzykiem, to na pewno będę gotowy podjąć rękawicę i stoczyć w 2017 roku pojedynek z Tomaszem Adamkiem - zapewnia w rozmowie z WP SportoweFakty Albert Sosnowski.

17 września na gali Polsat Boxing Night zmierzy się pan z Andrzejem Wawrzykiem. Co może dać panu ta walka?
Albert Sosnowski: Teoretycznie nic. A w praktyce? Rynek bokserski w Polsce jest mały. Wiadomo, że większej kariery już nie zrobię. Ciągle jednak jestem aktywny i dalej chcę się sprawdzać. Zaproponowano mi dobre warunki finansowe i m.in. to skłoniło mnie do podjęcia ryzyka i walki z Andrzejem.

Propozycję stoczenia tej walki przyjął pan bez wahania?
Prowadziliśmy negocjacje z Andrzejem Wasilewskim i dopiero na trzecim spotkaniu doszliśmy do porozumienia.

Prywatnie od lat jesteście kolegami?
Szanuję Wawrzyka jako człowieka i jako pięściarza. Zawsze, jak się spotkamy, to chwilę ze sobą porozmawiamy. Znamy się, kolegujemy i wysyłamy sobie życzenia SMS-em, ale jakiejś wielkiej przyjaźni między nami nie ma.

Jak przebiegają przygotowania do walki z trenerem Jarosławem Soroko?
Bardzo dobrze. Udało mi się skompletować naprawdę fajny team. Oprócz Jarosława Soroko mam tu też na myśli trenerów od przygotowania fizycznego. Powiem szczerze, że odkrywam nowe płaszczyzny treningu. Takie, jakich nie poznałem nigdy wcześniej. Okazało się, że jest dużo obszarów, które przez lata powinienem był wzmacniać, a mój boks wyglądałby dużo lepiej. W drużynie jest luz i pozytywne nastawienie. Ludzie wokół wierzą we mnie i w mój sukces. To dla mnie najważniejsze. Mam spokój i nie czuję ciśnienia na wynik. Wyjdę do walki skoncentrowany, ale bez żadnej presji.

Pełna treść artykułu na Sportowefakty.wp.pl >> 

Zobacz na żywo walkę Sosnowski - Wawrzyk i Głowacki - Usyk o pas WBO >>

Add a comment

Marcowa walka w Żyrardowie miała być pożegnalnym występem Alberta Sosnowskiego (49-7-2, 30 KO). Były mistrz Europy wagi ciężkiej znów poczuł jednak głód boksu i 17 września na gali Polsat Boxing Night zmierzy się z Andrzejem Wawrzykiem (32-1, 18 KO). Co ciekawe, podczas wczorajszej konferencji prasowej w Warszawie "Dragon" winą za "zakończenie kariery" obarczył... dziennikarza Polsatu Sport Mateusza Borka. 

Zobacz na żywo walki Sosnowski - Wawrzyk, Głowacki - Usyk >>

Add a comment

Były mistrz Europy i pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej Albert Sosnowski (49-7-2, 30 KO) prygotowuje się już od kilku tygodni do walki z Andrzejem Wawrzykiem (32-1, 18 KO). "Dragon" do tego pojedynku ponownie trenuje z Jarosławem Soroko, a starcie pięściarzy będzie częścią zaplanowanej na 17 września gali Polsat Boxing Night. 

Add a comment

Były mistrz Europy i pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej Albert Sosnowski (49-7-2, 30 KO) rozpoczął kolejny etap przygotowań przed powrotem na ring. Choć wciąż nie zostało to oficjalnie potwierdzone, jest duża szansa, że "Dragon" wystąpi 17 września na gali Polsat Boxing Night w ERGO Arenie, gdzie jego rywalem miałby być Andrzej Wawrzyk (32-1, 18 KO). 

Add a comment

Choć wiadomość ta nie została jeszcze oficjalnie potwierdzona, jest bardzo prawdopodobne, że 17 września na gali Polsat Boxing Night w Gdańsku dojdzie do walki w wadze ciężkiej pomiędzy Albertem Sosnowskim (49-7-2, 30 KO) i Andrzejem Wawrzykiem (32-1, 18 KO). Informacja o powrocie "Dragona" do sportu po ogłoszeniu w marcu decyzji o zakończeniu sportowej kariery spotkała się z szerokim odzewem wśród dziennikarzy i bokserskich kibiców. Znany z wielkiego charakteru Sosnowski uspokaja sceptyków i zapowiada, że nie obawia się konfrontacji z dużo młodszym rywalem.

- Jestem doświadczonym pięściarzem i wiem, jak się bronić oraz jak dbać o swoje zdrowie. Z całym szacunkiem, ale Andrzej Wawrzyk to też nie jest Witalij Kliczko, żebym musiał się bać. Wiem, jak mam walczyć - stwierdził były mistrz Europy wagi ciężkiej w rozmowie z "Super Expressem".

Głównym wydarzeniem wrześniowej gali w Gdańsku będzie walka o tytuł czempiona WBO kategorii junior ciężkiej pomiędzy Krzysztofem Głowackim i Oleksandrem Usykiem (9-0, 9 KO).

Cała rozmowa z Albertem Sosnowskim na se.pl >>

Add a comment

Do dzisiaj jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich pięściarzy. Chociaż nikt nie dawał mu szans na poważną karierę, zdobył zawodowe mistrzostwo Europy i walczył z Witalijem Kliczko o mistrzostwo świata wagi ciężkiej. W marcu zakończył swoją przygodę z zawodowym sportem, wygrywając przez techniczny nokaut z Andrasem Csomorem. Obecnie Albert Sosnowski jest już pięściarskim emerytem i jak sam mówi, wspomina 18 lat swojej zawodowej kariery z łezką w oku.

Jak się czujesz na emeryturze, kiedy wiesz, że już nigdy nie stoczysz walki?
Albert Sosnowski: Bardzo dobrze, mam nadzieję, że będę się realizował w innych dziedzinach. Cały czas jestem aktywny, trenuję młodzież, przychodzę na salę sam, żeby się poruszać i pracuję jako komentator telewizyjny. Sądziłem, że trudniej będzie mi się w tym odnaleźć, ale miałem dwa lata przerwy od startów i trochę sobie to wszystko poukładałem.

Nie pojawia pustka związana z tym, że pewnych emocji już ponownie nie odczujesz?
Na razie jestem świeżo po walce, ale zakładam, że z upływem czasu i oglądaniem walk innych Polaków, jakaś pustka może się pojawić, potrzeba kontaktu z przeciwnikiem. Liczę jednak na to, że będę się teraz realizował w innych sprawach, a boks będzie taką rzeczą, o której będę mógł opowiadać z łezką w oku.

Nie ma takich pieniędzy, które skłoniłyby Cię do powrotu na ring?
Na pewno są, polski rynek bokserski jest dość mały, są nowe grupy, które potrzebują nazwisk na swoich galach, więc spodziewam się, że jakieś oferty mogą przychodzić. Nie ukrywam, że wcześniej nie najlepiej rozdysponowałem zarobione pieniądze, więc może być taka sytuacja, że jeszcze kibice zobaczą mnie między linami. Nie narzucam sobie jednak żadnej presji z tym związanej.

Kiedy podjąłeś decyzję, że kończysz karierę? Podczas przygotowań do marcowej walki nie czułeś się najlepiej?
Tak, tę decyzję podjąłem w trakcie przygotowań. Poczułem, że trudniej znoszę obciążenia treningowe, a zajmując się jeszcze innymi sprawami, potrzebowałem więcej czasu na regenerację. Nie były to też idealne przygotowania i walka wyszła tak, jak wyszła. Pokazałem charakter, chciałem przypomnieć kibicom, że zawsze byłem wojownikiem, ale na ten najwyższy poziom to jest za mało. Zwłaszcza, że z wiekiem moje parametry, jak refleks czy szybkość, i tak będą jeszcze spadać.

Jak to się stało, że w ogóle zostałeś zawodowym pięściarzem? To był twój pomysł czy kogoś z twojego otoczenia?
Miałem krótki epizod z boksem w Gwardii Warszawa, później poszedłem w piłkę nożną, ale potem znów wróciłem do sportów walki i pojawiłem się na treningach kick-boxingu. To była mocna sekcja na AWF-ie, prowadzona przez Jacka Urbańczyka. Od razu byłem nastawiony na profesjonalne występy. Pamiętam, jak na pierwszym treningu, na którym było 130 dużo bardziej doświadczonych ode mnie osób, stanąłem przed trenerem w dresie z napisem "Polska" i od razu chciałem być liderem. Ludzie się ze mnie śmiali, ale ja to miałem gdzieś. Wiedziałem, po co tam przyszedłem i co chcę osiągnąć. Miałem wtedy 15 lat.

Cztery lata później, bez żadnej amatorskiej walki, debiutujesz jako zawodowiec. Twoją karierę prowadził od początku Krzysztof Zbarski. Jak rozpoczęła się ta współpraca?
Może niewiele osób o tym słyszało, ale Krzysiek trenował kick-boxing i naprawdę miał do tego dryg. Był świetnie rozciągnięty, bardzo dobrze kopał. Wcześniej też podnosił ciężary i miał naprawdę dobre rezultaty. Z grupą biznesmenów wpadli na pomysł, żeby otworzyć polską grupę bokserską na wzór niemieckich i zapytali Jacka Urbańczyka, kto jego zdaniem mógłby się sprawdzić w boksie. Byłem w tej grupie, która została zarekomendowana i tak to się zaczęło.

Toczyłeś dużo walk, ciągle pokazywałeś się w telewizji, ale środowisko bokserskie długo odbierało cię dosyć chłodno. Myślisz, że to była zazdrość?
Po części pewnie tak. Byłem trochę chłopakiem znikąd. Miałem 19 lat, ciągle pokazywałem się na dużych galach i robiono ze mną wywiady. Walczyłem niemal co miesiąc i byli to naprawdę nieźli rywale jak na moje możliwości i brak przygotowania amatorskiego. Nie miałem bokserskiej przeszłości, więc nie miałem też wypracowanych wcześniej relacji ze wszystkimi.

Zanim wziąłeś się za sporty walki, podobno całkiem nieźle radziłeś sobie z szablą na macie?
Tak, to prawda. Zawsze ciągnęło mnie do sportu, a jak się za coś brałem, to chciałem być we wszystkim najlepszy. Byłem zawsze bardzo ambitny, podchodziłem do wszystkiego emocjonalnie, chciałem się popisywać i być liderem. W domu zawsze otrzymywałem duże wsparcie, mobilizowano mnie, że jestem sportowo uzdolniony i mogę w tej dziedzinie sporo osiągnąć.

To wparcie z domu najbardziej cię ukształtowało?
Na pewno, ale ogromny wpływ miał na mnie Jacek Urbańczyk, czyli mój pierwszy trener. Jeśli chodzi o nastawienie psychiczne, podejście do sportu i wiarę w siebie, to on mnie ukierunkował. Wydobył ze mnie najważniejsze cechy mentalne, zobaczył, że nie pękam, że jestem odważny i nieustępliwy. Świetnie potrafił to później przełożyć na mój styl walki.

Wspomniałeś, że niezbyt rozsądnie gospodarowałeś swoimi pieniędzmi. Był moment, że woda sodowa uderzyła ci do głowy?
Był. I trochę to trwało. Kolesiostwo, duże jak na tamten czas zarobki i poczucie, że wszystko łatwo mi przychodziło, sprawiły, że nie prowadziłem się zbyt dobrze. Czułem, że ile bym nie wydał, to i tak jeszcze te pieniądze do mnie wrócą, a ja będę zarabiał miliony. Nie słuchałem wtedy rodziców, wydawało mi się, że wszystko wiem najlepiej. Myślałem sobie, że skoro tak dobrze mi idzie, to dlaczego miałoby się zawalić?

Stoczyłeś trochę walk na wysokim poziomie. Kibice zastanawiają się, jak to się stało, że to wszystko gdzieś umknęło?
Źle zainwestowałem, moje biznesy zupełnie się nie powiodły. Mogłem zrobić z tymi pieniędzmi dużo rozsądniejsze rzeczy, lepiej nimi obracać i żyć teraz na naprawdę dobrym poziomie. Prawda jest taka, że zachłysnąłem się tymi pieniędzmi i zrobiłem bardzo złe ruchy biznesowe. Nie miałem dobrych doradców. Zaufałem niesprawdzonym osobom i teraz tego żałuję. Okazało się, że pieniądze to nie wszystko, trzeba mieć także głowę do ich wydawania.

Co byś w takim razie doradził młodym pięściarzom, żeby nie zwariowali, gdy znajdą się w podobnej sytuacji. Jaki jest złoty środek?
Złotego środka nie ma, ale niesamowicie ważna w podejmowaniu racjonalnych decyzji jest rodzina.

Czyli pięściarze powinni się wcześnie żenić?
Tak, dobrze jest mieć jakiś cel swoich inwestycji, a najlepszą inwestycją jest własna rodzina. Kiedy odkładasz na swoje dziecko, to widzisz, że te pieniądze nie uciekają. Ukierunkowujesz się na rodzinę i zaspokajanie potrzeb prywatnych i najbliższych. Wiesz, że za kogoś odpowiadasz i to powoduje, że bardziej szanujesz swoje pieniądze. Warto też mieć jakiegoś doradcę, ale to musi być osoba zaufana, która jest już sprawdzona w innych sytuacjach.

Jak wspominasz pojedynek z Witalijem Kliczko [Walka odbyła się w 2010 r. Sosnowski został znokautowany w 10. rundzie]. Jak to jest wyjść do ringu z takim "potworem"?
Kiedy przyszła oferta walki, to wyobrażałem sobie tego wielkiego Kliczkę, pojawiły się pewne rozterki. Miałem świadomość, że taka walka niesie ze sobą duże ryzyko dla mojego zdrowia. Pokusa zarobienia pieniędzy i zapisania się w historii boksu była jednak tak duża, że wszedłem w to. Przyjaciołom powiedziałem o tym na swoim przyjęciu urodzinowym. Nikt mi nie wierzył, mam to nagrane na kamerze.

W samym ringu było dużo emocji.
Przy takiej walce zawsze tak jest, boksowaliśmy na stadionie piłkarskim. Wiedziałem, z kim boksuję, ale widziałem też po zachowaniu Kliczki, że on też mnie szanuje. Już wcześniej nauczyłem się, że nie ma co robić sobie w myślach potworów ze swoich rywali. To nie pomoże, a nakręcenie się negatywne działa tylko na naszą niekorzyść. Po tej walce zrozumiałem jednak, że o sukcesie w boksie decydują umiejętności. Do pewnego poziomu wystarczy charakter i serce do walki, ale na tym najwyższym poziomie, bez odpowiednich umiejętności nie osiągniesz sukcesów.

Kliczko bił najmocniej z wszystkich twoich rywali?
Na pewno jego styl boksowania był najbardziej destrukcyjny. Kiedy zobaczył, że trafił mnie czymś mocnym, to nie napalał się, tylko spokojnie dalej robił swoje. Widział, że jego ciosy robią na mnie wrażenie, ale to jeszcze nie jest moment, żeby ruszyć do przodu pełną parą. Na pewno był w ringu niesamowicie sprytny i inteligentny. Energetycznie Kliczko mnie zniszczył i wykończył.

Do samego końca ważyły się wtedy losy transmisji telewizyjnej w Polsce.
To prawda i mam o to żal do stacji telewizyjnych, że jednak zostało to trochę schowane i mało kto ten pojedynek tak naprawdę oglądał. Miło mi było, kiedy ludzie podchodzili na ulicy i gratulowali występu, chociaż nie do końca im wierzyłem, że faktycznie mieli okazję zobaczyć walkę na żywo. Zdaję sobie sprawę, że tego pojedynku nie oglądało zbyt wiele osób i żałuję tego, zwłaszcza z perspektywy późniejszej walki z Kliczki z Tomkiem Adamkiem. Widać było, że na pojedynku ze mną Kliczko był dużo mocniej skoncentrowany, niż w pojedynku z Tomkiem, gdzie trafił go mocno w drugiej rundzie, a potem już się bawił. Można wziąć dwie taśmy, obejrzeć i zobaczyć, kto się z kim bawił. 

Add a comment

Czytaj więcej...